Nasz Duszpasterz

  ks. Cezariusz Wala - Archidiecezjalny Duszpasterz Ministrantów
 Parafia św. Szczepana
 Sanktuarium MB Boguckiej
 Ul. Markiefki 89
 40-211 Katowice – Bogucice
 Tel. 519 318 869
 e-mail: cezariusz.wala@archidiecezja.katowice.pl


Red.: Chociaż w naszej diecezji jest Ksiądz znany służbie liturgicznej, to poprosimy jednak o parę słów o sobie…
Ks. Czarek: Urodziłem się w Jastrzębiu Zdroju, w typowej śląskiej rodzinie. Moi Rodzice, Hubert i Krystyna, mieli szczególne zamiłowanie do historii starożytnego Rzymu. Pasja ta sprawiła, iż ja oraz moi bracia otrzymaliśmy niepowtarzalne imiona: Aureliusz, Wirgiliusz i ja – najmłodszy - Cezariusz. Chodząc do szkoły podstawowej, nie podzielaliśmy radości Rodziców z wyboru imion, ponieważ stawały się one często przyczyną docinek ze strony kolegów. Dopiero później zdaliśmy sobie sprawę z ich piękna i niepowtarzalności. W I klasie szkoły podstawowej rozpocząłem swoją przygodę ministrancką, która trwała aż do czasów studenckich, a tak naprawdę do dzisiaj…. W liceum myśli o seminarium nie były dla mnie wcale takie oczywiste. Gdzieś w sercu człowiek słyszał ten „głos”, lecz niejednokrotnie starał się go zagłuszyć. Zbliżał się czas matury, podejmowania wiążących decyzji na całe życie. Po wielu przemyśleniach z wielką bojaźnią, w 1995 roku przekroczyłem mury naszego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach.



Red.: To może teraz kilka słów o seminarium?
Ks. Czarek: O seminarium - jak również o całym swoim życiu - mógłbym wiele opowiadać. Seminarium jest to wielki czas próby, ale też niesamowitych odkryć, szczególnie na płaszczyźnie duchowej. Człowiek, który chce naprawdę iść za głosem Chrystusa musi się wiele namęczyć. Tylko to co trudne, tylko to co nas kosztuje wiele wysiłku, tylko to, jest wartościowe i piękne. W tym wypadku jest to szczególna praca nad charakterem, wadami, nad swoim wnętrzem... Czas seminarium, pomimo różnych trudności jest również piękny. Człowiek przez te wszystkie lata „dojrzewa” do pewnych decyzji, do przyjęcia na siebie pewnych zobowiązań. I tak się stało w moim życiu. Na V roku przyjąłem święcenia diakonatu, które miały miejsce w Kochłowicach, potem obrona pracy magisterskiej. Kolejny etap to święcenia kapłańskie w 2002 roku w naszej katedrze Chrystusa Króla w Katowicach. Gdybym dzisiaj miał na nowo wybierać od razu wybrałbym kapłaństwo!

Red.: Gdzie była pierwsza Księdza parafia, czy jeszcze ją Ksiądz wspomina?
Ks. Czarek: Moją pierwszą placówką była parafia św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Rybniku Chwałowicach. To tam stawiałem swoje pierwsze kroki jako ksiądz, wychowawca, nauczyciel... Spotkałem wielu życzliwych ludzi począwszy od ks. Proboszcza Teodora Suchonia i współwikarych, po wspaniałych otwartych parafian, dzieci, młodzież, dorosłych. Nie ukrywam też, że trudno mi było zostawić po pięciu latach Chwałowice, bo przecież to była „pierwsza miłość”. Bardzo często ją wspominam i zawsze bardzo pozytywnie i z lekkim utęsknieniem! Oczywiście druga parafia w Łaziskach też pozostawiła niezatarte piękne wspomnienia…

Red.: Jaka część Księdza pracy była najbardziej satysfakcjonująca?
Ks. Czarek: Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ inna jest radość z wykonywanych posług kapłańskich (np. sprawowania sakramentów), a jeszcze inna z pracy np. z grupami parafialnymi. Ale jeśli chodzi o tą drugą, to z pewnością praca z dziećmi i młodzieżą przynosiła najwięcej zadowolenia, spełnienia i poczucia pełnienia misji…

Red.: Może zdradzi nam ksiądz swoje zainteresowania, a może nawet ulubione miejsce odpoczynku?
Ks. Czarek: Jeśli chodzi o zainteresowania to na pewno lubię (a w zasadzie lubiłem) chodzić po górach, słuchać dobrej muzyki (np. dobry polski rock lub poezja śpiewana) i mnóstwo innych drobnych spraw. Jedno jest pewne w moim życiu nie ma takich pojęć jak: „nudzenie się”, albo „nie mam co robić”...
Jeśli chodzi o ulubione miejsce, to jest ich kilka np.: Sopot, Zakopane, nasze Beskidy. Jednakże miejscem, które zawsze ciągnie mnie jak magnes jest Paryż. Miasto to posiada niezwykłą magię i siłę przyciągania. Pokazuje też wspaniale historię Europy i Kościoła. Można być tam wielokrotnie, ale za każdym razem odkrywa się coś nowego np. niedawno znalazłem w zakamarkach jednego z muzeów zapomnianą figurę św. Tarsycjusza, patrona ministrantów w Polsce bardzo mało znaną…

Red.: To może opowie nam Ksiądz o swojej przygodzie z ministranctwem?
Ks. Czarek: Bardzo chętnie! Do bycia ministrantem namówili mnie starsi bracia. Na początku nie chciałem iść na spotkania, ponieważ nikogo tam nie znałem. Po drugiej czy trzeciej zbiórce sam ciągnąłem braci, nawet na pół godziny przed jej rozpoczęciem, by już wychodzić, bo tak mi się spodobało. Dzisiaj wiem na pewno, że bycie ministrantem spowodowało, że nigdy nie straciłem więzi z Jezusem, że zawsze wiedziałem i byłem tego pewien, że jest On moim najlepszym Przyjacielem i chce dla mnie jak najlepiej. Chociaż był okres dojrzewania, buntu, wiedziałem, że Jezus chce dla mnie szczęścia.



Red.: Czy jest coś czego szczególnie ministranctwo Księdza nauczyło?
Ks. Czarek: Bycie ministrantem nauczyło mnie bardzo ważnych cech, które dla dorastającego chłopaka niekoniecznie są tak oczywiste. Te cechy to obowiązkowość, punktualność, sumienność, kultura osobista, umiejętność właściwego zachowania się w kościele, w towarzystwie, świadomość, że muszę mieć czystą komżę, albę, być samemu czysto i schludnie ubranym….

Red.: Co jeszcze Ksiądz wspomina z lat dziecięcych, a co miało związek z byciem ministrantem.
Ks. Czarek: Wspominam wspaniałych Kapłanów, których przez całe życie dane mi było spotykać. Byli to przewodnicy, którzy kształtowali moją osobowość i pomagali odpowiadać na pytania, których młody człowiek ma zawsze mnóstwo. Pamiętam wiele wspólnych wyjazdów. To dzięki byciu ministrantem byłem pierwszy raz w górach, nad morzem, za granicą itd. Ministranctwo to świetna „szkoła normalności”, ucząca podstawowych prostych zasad. Musi być czas dla Boga i dla człowieka. Musi być czas na zabawę, na naukę, na odpoczynek itd. Wtedy wszystko jest normalne, nie ma przegięć i wtedy życie staje się piękne…

Red.: Od wielu lat prowadzi Ksiądz Rekolekcje adwentowe i wielkopostne dla służby liturgicznej. Jakie cechy widzi Ksiądz w Animatorach, których spotyka?
Ks. Czarek: Szczerość, prawdomówność, pasja, upór w dążeniu do celu lub przezwyciężaniu trudności oraz posiadanie własnej duchowości, która odbija się w ich życiu. Ponadto kierowanie się w życiu zasadami. Nie chcą być jak chorągiewki na wietrze. Widzę, że każdy z nich stara się być naprawdę pięknym człowiekiem w oczach Bożych…

Red.: Czasem w kazaniach słyszymy o problemach z modlitwą czy wiarą. Jakie ma Ksiądz doświadczenia, spostrzeżenia co do swojej modlitwy i wiary?
Ks. Czarek: Są to sprawy, które z pewnością zmieniają się wraz z wiekiem. Małe dziecko nie ma większych problemów, ponieważ to co wie, to mu w zupełności wystarcza i nie zastanawia się wcale, albo prawie wcale nad swoją wiarą. Człowiek dorosły, czy dorastający chciałby dotknąć, sprawdzić, empirycznie stwierdzić – i tu spotyka się z problemem, że wiara to nie wiedza. I często rodzą się rozczarowania, kryzysy. Patrząc na swoje życie, stwierdzam, że moja modlitwa i wiara też nieustannie ewoluowały. Kiedyś, gdy dorastałem i miałem kłopoty z modlitwą, pewien bardzo mądry spowiednik powiedział mi, że z modlitwą to jest tak, jak ze spotkaniem z dziewczyną. Jeśli ktoś kocha, to pragnie się spotykać. Jeśli nie może dojść do spotkania, to próbuje szukać innego kontaktu poprzez list, SMS, e-mail, telefon – i podobnie jest z nami. Pan Bóg z pewnością obdarza nas miłością i pragnie spotkania. Jeśli my uświadomimy sobie to samo i popatrzymy na Boga, jako na kogoś kto nas kocha, kto pragnie naszego szczęścia, kto jest naszym Przyjacielem – to sami będziemy dążyli do tych spotkań i będzie wtedy łatwiej... Dzisiaj wiem na pewno, że jest to fundament. Jeśli nie ma modlitwy, to prędzej czy później pojawią się kłopoty, bo człowiek będzie chciał wszystko robić po swojemu, a nie po myśli bożej.



Red.: Czy Księdza zdaniem kapłaństwo jest potrzebne jeszcze współczesnemu człowiekowi i światu?
Ks. Czarek: Gdybym uważał, że jest niepotrzebne z pewnością nie zostałbym księdzem. Dzisiejszy świat ma tak wiele propozycji, które odciągają od Boga, od wartości, że muszą być ludzie, którzy wskazują na sprawy, które są o wiele istotniejsze niż pójście do supermarketu, czy kupienie sobie najnowszego reklamowanego produktu. Człowiek bardzo często nie zauważa, że to co jest istotą, to co jest najważniejsze „jest niewidzialne dla oczu” – jakby powiedział Mały Książę. I muszą być ludzie, którzy będą znakiem sprzeciwu, którzy będą pokazywali, że jest inna droga. Czasami księża sami nie wiedzą, że posiadają ogromny skarb, który im Pan Bóg ofiarował. Powołam się może na przykład wspomnianej Francji. Tam religijność, a zarazem i wiara bardzo osłabły. Pojawiła się pustka. Ludzie szukają gorączkowo szczęścia, ale go nie znajdują. Bo szukają go tylko w namiastkach... Ostatnio moi znajomi powiedzieli mi, że co trzeci Francuz cierpi na depresję, a ponad połowa mieszkańców nie znajduje sensu życia w tym co robi.... Gdy człowiek zagubi wiarę, co włoży w to puste miejsce?

Red.: Z jakimi nadziejami wiąże Ksiądz czas posługi w Duszpasterstwie Ministrantów w naszej Archidiecezji?
Ks. Czarek: Staram się znać swoje miejsce w szeregu i wiem, że ode mnie świat się nie zaczyna i na mnie się nie kończy. Jestem posłuszny księdzu Arcybiskupowi, który mnie do tej funkcji skierował oraz swojemu Proboszczowi, gdzie jestem wikarym. Jestem też świadomy, że wszelkie dobro które się dzieje w duszpasterstwie ministrantów to najpierw łaska „z góry”, a później praca wielu moich wspaniałych poprzedników, szczególnie w ostatnich latach ks. Bogdana Kornka. Sam również będę starał się jak najlepiej tą posługę wykonywać…
Mam nadzieję, że będzie to czas wzrostu dla mnie i Ministrantów, że będę mógł umocnić swoją wiarę, realizować swoje powołanie, a także podzielić się tym co jest dla mnie ważne z innymi i tak po prostu odnajdywać szczęście w codzienności.

Red.: Dziękujemy za rozmowę

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl