jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Wywiady

Ministrantki przy ołtarzu? "Jestem za, a nawet przeciw..."

Wywiad z ks. dr Jerzym Palińskim, Rektorem WŚSD w Katowicach, liturgistą, prelegentem konferencji na pielgrzymkach ministranckich 2005

ks. dr Jerzy Paliński Księże doktorze: proszę powiedzieć, czy był ksiądz ministrantem, a jeśli tak, to gdzie i ile lat ksiądz służył?

W związku z tym, że byłem we wczesnej Komunii świętej, byłem ministrantem już od siódmego roku życia. Do kiedy? Możnaby powiedzieć, że aż do świeceń diakonatu. Zaś ministrantem zostałem i cały czas byłem w Łagiewnikach. Nie tych znanych z Bazyliki, ale w Łagiewnikach koło Bytomia. Wiele miast ma swoje Łagiewniki; nazwa ta jest to związana z historią danej wsi, pochodzi od wytwarzanych tam łagwi - takich dużych dzbanów.

Mówi się, że jest się nim przez całe życie...?

Tak, termin ministrant pochodzi od łacińskiego słowa minister - sługa, pomocnik, służyć Bogu i ludziom, trzeba przez całe życie.

Czy był ksiądz animatorem?

Za moich czasów, choć były zbiórki, nie było takiej funkcji, jak animator. Był za to ktoś taki, kogo można nazwać Ober-ministrantem; najstarszy z grupy, który niejako pilnował wszystkich; był prawą ręką księdza opiekuna.

Co lub kogo najlepiej wspomina ksiądz z okresu bycia ministrantem? Jakieś miłe wspomnienia, doświadczenia itp.

Z tego co pamiętam, podobała mi się sama grupa ministrancka jako taka. Było naprawdę wspaniale; łączyły nas więzi koleżeńskie, nawet przyjacielskie. Jeździliśmy na różne wycieczki, które nas ze sobą łączyły. I choć podróżowalismy nie w tak "luksusowych" warunkach jak dziś; tramwajem, PKS-m, to jednak były fajne przygody.

A jeśli chodzi o jakąś jedną śmieszną sytuację, która zapadła w pamięć?

(chwila zastanowienia) To raczej sytuacja śmieszno-tragiczna. Kiedyś podczas przenoszenia mszału z jednej strony prezbiterium na drugą; było to związane z przedsoborowym porządkiem Mszy św. - teraz już tego zwyczaju nie ma, zdarzyło się coś strasznego. Tuż przed Ewangelią, gdy trzeba było ów ciężki mszał przenieść na lewą stronę ołtarza, jeden z moich kolegów runął z hukiem ze stopni, wraz z księgą, a wyrzuciwszy na zewnątrz wszystkie wstążeczki do zaznaczania tekstów, na jakieś pięć minut zakłócił przebieg Mszy. Księża jednak pospieszyli na ratunek i zaczęli ustawiać zakładki we właściwych miejscach.

Co jeszcze...

Innym razem po zakończonej procesji rezurekcyjnej w Wielką Sobotę, jedna z części niesionego paschału spadła pewnemu ministrantowi wprost na głowę. Co ciekawe ów chłopiec przekonywał w koło wszystkich, że na pewno komuś się to przydarzy, ciekawe tylko, kto to będzie. Okazało się, że to... byłem ja! Cały płynny wosk znalazł się na mojej głowie i okularach. Szczęście w tym, że stało się to, po zakończonej liturgii, bo inaczej cała powaga procesji "leżałaby" już do końca.

Skąd wynika księdza naukowe zamiłowanie do liturgii?

Liturgię lubiłem od zawsze. Wybrałem ją jako przedmiot pisania swojej pracy magisterskiej - jako temat wybrałem pracę o liturgii i rodzinie, zaś moim promotorem był znany Wam biskup ordynariusz Legnicki - wtedy jeszcze ksiądz Stefan Cichy. Później studiowałem liturgikę w Wiedniu. Można powiedzieć, że nadal z zamiłowaniem param się tą dziedziną.

Wielu ministrantów waha się co do wybrania drogi kapłaństwa. W jaki sposób możnaby ich utwierdzić w obraniu drogi tego powołania?

Motywacją może być ukazywanie piękna służby kapłańskiej. Czasem słowa jako takie są niepotrzebne. Wystarczy nierzadko sam przykład, czynne świadectwo; na przykład nabożne odprawianie Mszy, pokazywanie satysfakcji z powołania, by rozbudzić w kimś pragnienie kapłaństwa.

Czy Kościół powinien być otwarty na zmiany w liturgii?

Oczywiście, że tak. Kościół powinien i jest nadal otwarty na innowacje. Niektórzy zarzucają pewną stagnację liturgii, to, że jest nudna. Jednak liturgia ma wiele wspólnego z tradycją Kościoła i nie możemy tego poprawiać. Jeśli na przykład Chrystus wziął w ręce swoje chleb i wino i ofiarował je, my nie możemy tego zmieniać. Identycznie z pewnymi sformułowaniami, np. "to jest ciało moje" - są to słowa Chrystusa, których nie można zastąpić czymś innym. Są pewne stałe elementy. Z kolei zmieniać się mogą języki narodowe liturgii, "moda liturgiczna", a więc rodzaje szat kapłana, kwestia wprowadzania nowych śpiewów. Boję się natomiast sytuacji, gdzie Eucharystia stałaby się zbyt "awangardowa", odciągała swą oprawą uwagę od tego, co najistotniejsze. Z kolei ciekawostką jest to, że w Zairze w oficjalnym mszale zawarte są, związane z kulturą ludową, tańce liturgiczne; na wejście i na procesję z darami. Jeden z moich kolegów rocznikowych, przebywających na misjach, opowiadał mi, że on także - choć początkowo niechętnie - włączał się w ten rodzaj modlitwy; w taniec. Trzeba znaleźć "złoty środek" pomiędzy nowoczesnością, funkcjonalnością liturgii, a niepodlegającą zmianom tradycją Kościoła.

Zatem jaką dobra radę odnośnie liturgii mógłby ksiądz przekazać ministrantom?

Może nie tyle ministrantom, co animatorom i księżom. Bądźmy tradycjonalistami na Mszy św.; nie przedobrzajmy, chcąc ją na siłę ubogacić, a z kolei "wyżywajmy" się na nabożeństwach. Wystarczy popatrzeć na nowe formy "liturgii", modlitw i adoracji, jakie zaproponował w Lednicy o. Jan Góra. Są to niejako nowe sposoby prowadzenia liturgii.

Jakie ma ksiądz zdanie na temat przyjmowania Komunii na rękę?

Szczerze mówiąc, nie ma to dla mnie większego znaczenia, kto w jaki sposób przyjmuje Pana Jezusa. Każdy powinien zadecydować indywidualnie, czy chce dostawać hostię bezpośrednio do ust, czy na ręce. Mnie osobiście nie przeszkadza ani jedna, ani druga forma. Przez parę lat będąc w Wiedniu widziałem ludzi, którzy równie pobożnie i ze czcią przyjmowali komunię na rękę...

To zależy chyba od szacunku i naszego podejścia do sakramentu...

Dokładnie! Istota problemu nie tkwi w tym jak przyjmuję Komunię, a raczej w tym, czy robię to z szacunkiem i wiarą. Szacunek zaś jest różnie pojmowany przez każdego z nas. Ja mówię, że jeśli chodzi o szacunek, to przecież pierwsza Komunia, jakiej Pan Jezus udzielił podczas ostatniej wieczerzy, odbyła się na leżąco, a szacunek był (wynikało to ze sposobu ówczesnego spożywania posiłków). Kiedyś chrześcijanie, w obawie przed prześladowaniami, zabierali święte hostie nawet do swoich domów, co też wiązało się z ryzykiem profanacji...

Czy to prawda, że Polacy są swego rodzaju konserwatystami, jeśli chodzi o zmiany w liturgii?

Słowo "konserwatyści" nie jest tu najlepsze. Po prostu nasz naród ma inne podejście do kwestii przestrzegania tradycji i pojmowania szacunku. W Wiedniu zachęcałem wielu Polaków, by przyjmowali Komunię św. na rękę. Niewielu zdecydowało się na tą zmianę. Była to dla nich pewna bariera.

A co powie ksiądz w kwestii ministrantek przy ołtarzu...

(śmiech wszystkich) To nie ja zadałem to pytanie!!! (śmiech). Od roku 1992, za zezwoleniem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w Kościele mogą służyć ministrantki. Jednak swobodę w decydowaniu o dopuszczeniu kobiet do służby, pozostawiono pasterzom Kościoła lokalnego - biskupom Ordynariuszom. Nasz ks. abp zabronił służenia dziewczynom, jako główny powód podając sprawę powołań kapłańskich; to, że ich główną kolebką są męskie wspólnoty ministranckie. Osobiście sam nie wiem, czy w tej sprawie jestem za, a nawet przeciw... Znam przypadek (z Wiednia), że w wyniku dopuszczenia ministrantek do służby, wszyscy chłopcy zbuntowawszy się, wystąpili ze wspólnoty, nie chcąc służyć wraz z dziewczynami. Z kolei w jednej z parafii w sąsiedniej diecezji (w Polsce) jest wspólnota, gdzie kapitalnie funkcjonuje grupa złożona z ministrantów "obu płci". Wytworzyła się swego rodzaju zdrowa rywalizacja na drodze służby. W takim przypadku ministrantkom jestem za, a nawet przeciw (śmiech).

Jak ksiądz radzi sobie z rutyną przy ołtarzu?

Przykro mi o tym mówić, ale po tylu latach kapłaństwa po prostu nie udało mi się uniknąć pewnego rodzaju rutyny. Po tak długim czasie niektóre czynności, nawet liturgiczne, wykonuję jakby automatycznie. Wykładam w Seminarium, uczę diakonów, jak odprawiać Mszę. To taka "Msza na sucho". Z rozrzewnieniem patrzę, jak ze wzruszenia trzęsą im się dłonie, oblewają się rumieńcem, lub gdy pod wpływem emocji załamuje im się głos. Wówczas zazdroszczę im takiego świeżego podejścia do sprawowania Mszy...

Nierzadko ministranci nudzą się w czasie Mszy św. Wobec tego co zrobić, by Eucharystia ich nie nudziła?

To apel do wszystkich animatorów i księży opiekunów, by poza, oczywiście ważnymi, kwestiami technicznymi, ukazywali im głębię duchową liturgii. Istotne jest także tłumaczenie symboliki Eucharystii, rozważanie modlitw, dyskutowanie, mające na celu coraz większe rozumienie liturgii. Podstawowy problem tkwi w rozróżnieniu nauczania służenia i uczestniczenia we Mszy św. Służyć, a uczestniczyć - to dwie różne sprawy, które trzeba we właściwych proporcjach połączyć.

W nawiązaniu do niedawnych pielgrzymek ministranckich: do kogo trudniej jest kierować słowo, mam na myśli homilię, lub konferencję; do dzieci czy do osób dorosłych?

Jedna i druga grupa jest otwarta. Nieprawdą jest, że chłopcy nie potrafią słuchać - to samo z młodzieżą; nieraz słuchają i odbierają słowo wspaniale. Problem tkwi w przekazie. Czasem ktoś nie potrafiąc dostosować języka lub treści do audytorium po prostu zanudza słuchaczy. Niektórzy księża mają nadany talent, do przekazywania trudnych rzeczy w sposób niesamowicie prosty i przystępny.

Jak wspomina ksiądz pielgrzymki ministranckie?

Kiedyś jeździłem na nie jako ministrant, czasem nawet wyruszaliśmy na piechotę. Muszę jednak przyznać, że od dawna nie byłem na żadnej pielgrzymce ministrantów. W tym roku byłem szczerze zachwycony postawą chłopaków. Pokazali, że potrafią słuchać tego, co się im przekazuje, potrafią służyć; nigdzie nie było najmniejszych problemów z dyscypliną.

Kończy się Rok Eucharystii. Jakie owoce tego czasu winniśmy zauważyć w swym życiu?

Powtórzę to, co powiedział Jan Paweł II, argumentując ustanowienie Roku Eucharystii; że jeżeli zrozumielibyśmy choć tylko tyle, że Eucharystia jest naprawdę wielkim darem, to już przyniosłoby to owoce. Zamierzeniem Ojca Świętego było to, abyśmy "zachwycili się Eucharystią". Jeśli rozmawia się o tym, dyskutuje, głosi kazania, podejmuje się ten temat na rekolekcjach. Nie da się zmierzyć efektów duchowych tego roku - to może ocenić tylko Pan Bóg.

Prosimy o skierowanie jakiegoś słowa do ministrantów, na rozpoczynający się nowy rok katechetyczny, szkolny.

Słuchajcie chłopaki! Musicie zrozumieć, ze służba ministrancka to naprawdę coś cudownego. Trzymajcie się grupy, poznawajcie Mszę świętą. To doda Wam sił; wówczas żaden ministrant nie będzie marudził i narzekał, że coś jest niemożliwe, że czegoś się nie da. Życzę Wam tego, byście z każdej Mszy wychodzili pełni tej siły, tego młodzieńczego entuzjazmu, z którym w życiu nie ma nic niemożliwego!

Serdecznie dziękujemy za udzielony wywiad oraz poświęcony czas!

Rozmawiali: Piotr Lewandowski i Marek Grzymowski

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl