jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Wywiady

Internet, hip-hop i... polski papież

Czyli o dzisiejszej młodzieży, ministrantach i Janie Pawle II
w wywiadzie z ojcem benedyktynem Leonem Knabitem

Ojciec LeonJak ocenia ojciec współczesnych ministrantów?

Patrząc na dzisiejszych ministrantów, często bardzo młodo wchodzących w tajemnicę służby Bożej, mogę im pozazdrościć, bo ja sam zostałem ministrantem mając aż 13 lat. Będąc u spowiedzi zapytałem księdza, czy mógłbym służyć. Ten o nic nie pytał, tylko odpowiedział, bym przyszedł na godzinę 12.30. Było to 14 lutego 1943 roku - wówczas po raz pierwszy służyłem do Mszy świętej.

Co zdecydowało, że został ojciec ministrantem?

Myślę, że zainteresowała mnie sama Msza święta, której wcześniej za bardzo nie rozumiałem. Zazwyczaj stawałem z moim kolegą z boku ołtarza i wspólnie czytaliśmy Mszę z książeczki - on do Podniesienia, zaś ja - od Przeistoczenia do końca Eucharystii. Nie specjalnie wiedziałem, o co chodzi we Mszy, ale ona sama strasznie mnie pociągała; nawet same gesty, słowa. W siódmej klasie podstawówki zacząłem się uczyć Mszy po łacinie. Niedługo potem zrobiłem sobie z papieru ornat, za kielich mszalny posłużył kieliszek na jajka, za patenę - talerzyk, a z siostrą wypiekaliśmy z mąki na blasze coś na kształt opłatka. Dzwonki zastąpiłem kluczami. Tak narodziła się moja fascynacja Mszą świętą.

Jak oceniłby ojciec Światowe Dni Młodzieży w Kolonii; czy masowa impreza może przynieść indywidualne owoce?

Jestem przekonany, że może; nie mówię, że musi przynieść w stosunku do każdego uczestnika, ale na pewno może. Jest takie powiedzenie: "rzuć kamieniem w tłum, a na pewno kogoś trafisz". Kamieniem; kamieniem węgielnym, którym w tym przypadku jest Chrystus. Jestem pewien, ze ten entuzjazm towarzyszący tego typu imprezom masowym, udzielił się wielu młodym ludziom. Wielu zostało "trafionych", a i niejeden może powiedzieć, że był to punkt zwrotny w swoim życiu. Ważne decyzje można podejmować zarówno w ciszy, w modlitwie, w skupieniu, jak i we wspólnocie. To jest właśnie fascynujące.

Miał już ojciec kontakt ze śląską młodzieżą. Jak ojciec ją odbiera?

Jak inaczej, jeśli nie pozytywnie mogę odbierać śląska młodzież, która przychodzi na spotkanie z zakonnikiem cieszy się, bije brawo? Spotkałem się także jednak z młodzieżą z Dolnego Śląska, która jechała na jakiś koncert i nie była mi przychylna: obrzucono mnie wyzwiskami, mój brewiarz wyrzucono przez okno. Większość z nich była zapewne pod wpływem alkoholu. Z innych doświadczeń mogę wspomnieć o rekolekcjach w X LO w Katowicach, w których uczestniczyła cała młodzież szkolna; pełna otwartości i nadziei. Atmosfera była naprawdę wspaniała.

Ojciec LeonMówi się, że ludzie młodzi dzisiejszych czasów przeżywają kryzys wiary, kryzys wartości. Jak możnaby im pomóc; co jest ich problemem?

Oczywiście, ale nie wszyscy mają ten kryzys. Wiadomo, że okres dojrzewania to czas buntu; "Stürm und Drang Periode" ("okres burzy i naporu" - przyp. aut.). Wielu ludzi zbyt wiele czasu poświęca na przykład na pogoń za pieniądzem. Jednym z rozwiązań są na pewno słowa papieża Pawła VI, w których mówi, że za dużo mamy nauczycieli, a za mało świadków. Do tego zdania odwołał się Jan Paweł II i dodał, ze "potrzeba nam nauczycieli, którzy są jednocześnie świadkami". Ojciec Święty swoim życiem dawał właśnie takie piękne świadectwo: i wtedy gdy wspaniale, potężnie przemawiał, potem, kiedy był już starszy, kiedy nie mógł się już poruszać, a w końcu gdy przestał mówić. Wracając do ludzi młodych: jeśli spotkają się z dobrą, wyrozumiałą postawą księży, to ich młodzieńczy bunt po prostu wykipi, tak jak...na przykład mleko z garnka.


Czy zauważa ojciec istotne różnice miedzy młodzieżą współczesną, a tą sprzed 20-tu, 30-tu lat?

Rzecz jasna widać różnicę w jej otoczeniu: istnieją teraz rzeczy, o których mi się nie śniło: komórka, telewizor, Internet, hip-hop, a do niedawna... polski papież. Młodzież jest na pewno inaczej wychowywana, ma większy dostęp do sportu. Młodzi ludzie są kształtowani jako pewna masa wlewana do innej formy, która się zmienia. Dla nas ważne jest to, aby w swej istocie była mocna i silna, zaś dla niej - by nie "stygła" w taki sposób, który by jej szkodził. Ważne jest to, aby nie była to masa niemyśląca, ciemna, która daje się manipulować. Mówi się, że Kościół nawołuje do buntu młodzieży. To prawda, ale nie do buntu przeciw wartościom, ale przeciwko ich brakowi! Młodzież mówi, że gdy w telewizji pojawiał się papież, "to ja przełączałem na inny kanał". A teraz, gdy retrospektywnie i sugestywnie pokazywano go, uświadamiali sobie, że "to wszystko dla mnie", "ojej, ile ja zmarnowałem czasu, gdy On był, czemu nie interesowałem się Nim?". Istotą duszy człowieka jest dążenie do wielkości.

Ojciec LeonPapież miał doskonały kontakt z młodzieżą, ale czy On, jako osoba już niemłoda mógł tak naprawdę zgłębić problemy ludzi młodych, czym oni żyją, jacy są?

Kiedy właśnie okazywało się, że trafiał do niej. Gdyby ględził, to nawet gdyby go lubiano, nie słuchano by go. Młodzi ludzie przychodzili do Niego, pomimo zimna i deszczu, tylko po to, by Go wysłuchać. Kochał ich i to, co im mówił, przekazywał bardzo poważnie; nie zależało mu na poklasku. Pytali Go: "Co mamy robić?". A Ojciec Święty na to odpowiadał: "Wymagajcie od siebie, nawet wtedy, gdy nikt nie będzie od was wymagał". Ponadto papież poza oficjalnymi spotkaniami z wiernymi bardzo często widywał się z ludźmi indywidualnie. Mnie osobiście pozostały po korespondencji z Ojcem Świętym 182 listy podpisane przez Niego. Jestem przekonany, że potrafił zwyciężać zło; nie bał się niczego, nie bał się ludzi, ani cierpienia. Był właśnie i świadkiem i nauczycielem.


Na zakończenie naszego wywiadu, a u progu nowego roku szkolnego, katechetycznego, roku formacji, prosimy o jakieś dobre słowo, życzenia, skierowane do ludzi młodych, zwłaszcza do ministrantów.

Życzę przede wszystkim nadziei i tej świadomości, że wszystko skończy się dobrze. Choć nie wiemy, jak czeka nas droga, to powinniśmy mieć nadzieję, że u szczytu czeka nas radosna niespodzianka - pomyślne zakończenie. Powinniśmy jednak szukać tej drogi, którą przygotował nam Pan. Kiedy można najbardziej rozbawić Pana Boga? Właśnie wtedy, gdy przedstawimy mu swoje plany...

Ministrantom mogę życzyć i jednocześnie prosić ich o to, aby nie stanowili "zorganizowanej obrazy Bożej" poprzez niegodne służenie do Mszy, brak skupienia czy machinalne wykonywanie czynności bez "głębi". Gdy ministranci są naprawdę dobrze przygotowani, a najczęściej tak jest, stanowią oni rzeczywiście wzór dla wiernych, którzy mogą lepiej się modlić.

Dziękujemy za udzielony nam wywiad!

Rozmowę przeprowadziła redakcja DMAK, 14 września 2005
Foto: Marek Grzymowski
wywiad autoryzowany

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl