jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Wywiady

Mając kromkę chleba można ją jeszcze podzielić na pół...

Wywiad z panią Janiną Ochojską - szefową Polskiej Akcji Humanitarnej

Janina Ochojska Człowiek dzisiejszych czasów odwraca głowę od sprawy cierpienia, traktuje ten temat jako tabu. Jakie są tego przyczyny?

Na pewno boimy się cierpienia, ale myślę, że niesłusznie. Istnieje takie powiedzenie "cierpienie uszlachetnia", ale tak naprawdę dzisiaj unika się mówienia o nim w taki sposób. Ja doświadczyłam tego, że jednak tak jest. Cierpienie uszlachetnia dopiero wtedy, gdy zostaje zaakceptowane, przyjęte i zrozumiane; dopiero wówczas może być twórcze. Wierzę, że cierpienie jest sytuacją, przed którą zostajemy postawieni w jakimś celu. Najczęściej zadajemy sobie pytania "dlaczego ja?", "czemu to dotknęło mnie?". Stawiając sobie tego typu wątpliwości nie odnajdziemy na nie odpowiedzi - powiększymy tylko swoje cierpienie. Jeśli sobie zadamy pytanie "co to cierpienie może mi dać, co ono oznacza?", możemy dojść do wniosku, iż każde cierpienie mogło być źródłem jakiegoś dobra - lecz nieraz zapominamy o tym. Osobiście każde cierpienie pomaga mi wydostać się z takiego marazmu, lenistwa duchowego. Ja przyrzekłam sobie, że będę zawsze dziękować Panu Bogu za wszystko co mi daje; również za cierpienie.

Czy cierpienie może pogłębić wiarę?

Oczywiście, ale jest to możliwe tylko wtedy, gdy człowiek się nie buntuje, ale próbuje odnaleźć w bólu dobro i sens. Wydawać by się mogło, że istnieją takie cierpienia, w których istocie nie można odnaleźć żadnego sensu. Kiedyś poznałam człowieka, którego bardzo zdolny syn został okrutnie zamordowany. Myślałam, że ten człowiek doświadczył tak silnego wstrząsu, że nie odnajdzie w tym dobra. Okazało się jednak, że ojciec tego zabitego nastolatka powiedział, iż otrzymał przez to wielki dar. Wraz z innymi rodzicami, których dzieci zostały zamordowane, założył stowarzyszenie zrzeszające rodziny, w których wydarzyły się takie tragedie. "Ja pomogłem tylu ludziom, doznałem takiego dobra - to mój syn pozwolił mi pomagać innym" - mówił mi ten człowiek. To przykład, że nawet z najstraszniejszego cierpienia można wydobyć dobro, które można przekazać innym. To może uczynić każdy z nas.

Czy wiara może pomóc w przezwyciężaniu cierpienia?

Myślę, że wiara nie jest warunkiem absolutnie koniecznym. Znam ludzi niewierzących, którzy mają własną, bardzo silną wewnętrzną konstrukcję duchową i moralną, a świetnie radzą sobie z tym problemem. Poznałam też ludzi głęboko wierzących, którzy nie potrafią się podnieść z cierpienia. Uważam, że wiara może pomóc, ale nie musi.

Jak można to zmienić?

My uciekamy od obrazu ludzi umierających, nie chcemy by nasi najbliżsi umierali w domu, boimy się hospicjów. Według mnie nie można aż tak bać się cierpienia. Dlaczego ludzie odwracają wzrok, gdy widzą kogoś niepełnosprawnego? Dlaczego spuszczają oczy, gdy zauważą kogoś zdeformowanego, np. z naroślą na twarzy, a na przykład chętnie patrzą w kinie na obrazy morderstw i zabijania? Gdy myślimy o tym, że mielibyśmy towarzyszyć umierającemu, ogarnia nas strach. Dlaczego? Dlatego, że za mało mówi się o tych sprawach. Trzeba pokazywać i uświadamiać społeczeństwu, że cierpienie jest częścią życia, czy tego chcemy czy nie. Przecież jedynym wyjściem jest pogodzenie się z cierpieniem.

Skąd w pani ocenie, bierze się cierpienie?

Kiedyś po Mszy św. podszedł do mnie człowiek i zapytał się; "jak pani może pogodzić się z tym, że Bóg jest dobry, skoro pozwolił na to, że maturzyści jadący autokarem na Jasną Górę tragicznie zginęli w wypadku?". Przecież to nie Bóg spowodował wypadek. To człowiek jest temu winien. To nie pan Bóg czyni zło, tylko MY - ludzie. Zło nie istnieje w świecie; to MY je czynimy. To nasza wina, że ono nam towarzyszy. Jeśli potrafimy przyznać się do tego, że to MY jesteśmy sprawcami cierpienia, to istniej szansa, że będziemy również potrafili mu sprostać i przyjąć je.

A jak pani znosi cierpienie?

Tak jak wcześniej mówiłam; staram się modlić i rozumieć sens każdego jednego cierpienia. Odnajduję w nim to, co może okazać się dobrym darem. Tak naprawdę zawsze go znajduję. Co jest najważniejsze w pomocy drugiemu człowiekowi? Na pewno dzielenie się, nie tylko tym, czego nam zbywa, lecz głównie tym, czym możemy się podzielić ("Mając kromkę chleba można ją jeszcze podzielić na pół" - cytat pani Janiny Ochojskiej ze spotkania). Istotne jest współodczuwanie, postawienie się w sytuacji tego człowieka; a więc myślenie kategoriami potrzebującego, a nie wg własnego "wyobrażenia pomocy".

Czy zgadza się pani, że pomoc bez dawania nadziei, szansy na samodzielną egzystencję, może uwłaczać godności człowieka?

Tak, istnieje tzw. zła pomoc. Jest to pomoc, która niszczy godność człowieka, uzależnia go od wsparcia innych, może wzbudzać złe instynkty; powoduje, że może on stać się chciwym i zazdrosnym - żeruje na pomocy humanitarnej. Jednak to nie on jest temu winien, lecz ten, który tej pomocy udziela. Udziela w sposób niewłaściwy. Pomaganie samo w sobie jest dobrem, ale tylko czynione w sposób właściwy. Trzeba liczyć się z tym, że pomagając człowiekowi, nawet w małym stopniu, wpływamy na jego życie i bierzemy niejako częściowa odpowiedzialność za nie.

Czy pomoc udzielana w dobrej wierze, mająca jednak złe skutki jest grzechem; jest złem?

Zdecydowanie tak. Cóż z tego, że mam dobre intencje, gdy wywołuję zło, nie dopasowując sposobu pomocy do potrzeb. Jeśli wysyłamy na przykład do krajów muzułmańskich wieprzowinę (która jest zakazana przez religię - przyp. aut.), to oznacza, że jest to absurd i nawet nieświadome - czynienie ogromnego zła tym ludziom. Wysyłając stary, trochę przybrudzony sweterek wydaje nam się, że jest to niewielka przeszkoda, żeby komuś go posłać, ale przecież człowiek żyjący np. w obozie dla uchodźców najczęściej nie ma możliwości by go sobie wyprać. Dziecko chcąc pomóc komuś w innej części świata oddaje swoja ukochaną lalkę, ale bez oczka i rączki. Gdy dostanie ją jakieś biedne dziecko zaniknie ten kontakt uczuciowy - będzie to już tylko zniszczona zabawka; bez wartości. Nie zawsze to, co my kochamy, będzie dawało szczęście komuś innemu.

Czy uważa pani, że człowiek realizuje się dopiero w pomaganiu bliźnim?

Może inaczej. Sądzę, że istota bycia człowiekiem polega na tym, że jesteśmy dla drugiego człowieka. Jest to wpisane w istotę naszego człowieczeństwa. Nie jesteśmy na Ziemi dla siebie. Pomoc jest czymś zupełnie naturalnym - tak jak zaspokajanie pragnienia, głodu, potrzeba snu. Dla mnie jest to oczywiste...

Jednak nie dla wszystkich. Wiele osób boi się, że poprzez pomoc innym zostaną wystawione na świecznik. Jakich rad udzieliłaby pani osobom, które chcą pomagać, by przełamały te bariery niesienia pomocy.

Nie sadzę, że ludzie wstydzą się tego - lubią przecież nieraz pokazać się, że robią coś dobrego. To z drugiej strony jest niebezpieczne - taka pomoc na pokaz. Istotne powinno być to, bym ja rzeczywiście kogoś wspomógł. Ten ewentualny lęk wynika z pozornej odmienności ludzi cierpiących, niepełnosprawnych, inaczej wyglądających. Jednak to nieprawda. To są ludzie tacy jak my. Nie wiemy, kiedy nas spotka coś podobnego. Jakiej udzieliłabym rady? Myślę, że każdy winien indywidualnie odnaleźć swój sposób na przełamanie lęku. Nigdy nie ma takiej sytuacji, że nie moglibyśmy komuś pomóc. Nie wierzę w to. Każdy w każdym miejscu może zrobić coś dobrego dla drugiego człowieka.

Na czym polega edukacja humanitarna?

Powinniśmy uczyć tego, jak pomagać innym. Powinno się to odbywać poprzez rozwijanie w sobie tolerancji, współodczuwania, poszerzaniu wiedzy i znajomości potrzeb innych kultur. Nam wydaje się nieraz, że żyjemy we własnym, odosobnionym świecie. My Polacy nie znamy takiej sytuacji, w której "wręcz" umiera się z nędzy. Mówię "wręcz", bo w innych miejscach na świecie jest to codziennością.

Czy ma pani teraz czas na poświęcanie się astronomii?

Niestety nie. Ogromnie żałuję, ale nie mam teraz na to czasu. Astronomia jest dziedziną, która wymaga pochłaniania wielu pozycji książkowych. Sporadycznie tylko dowiaduję się o jakichś odkryciach. Z kolei za czasów, gdy miałam na to czas, nie było internetu. Teraz umożliwia on większy dostęp do informacji. Zawsze można popatrzeć w gwiazdy...

Na przykład. Dziękujemy za udzielony wywiad.

Rozmawiali: Piotr Lewandowski i Marek Grzymowski

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl