jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Wywiady

Wywiad z Panem Wojciechem Borońskim

Przewodniczącym Rady Miasta Katowice, byłym ministrantem przy kościele Piotra i Pawła w Katowicach

Wojciech Boroński Proszę powiedzieć, kiedy Pan został ministrantem?

Było to bardzo dawno temu. Miałem sześć lat, kiedy po raz pierwszy zostałem ministrantem. Mogę powiedzieć, że jestem nim do dnia dzisiejszego, z czego jestem bardzo dumny. Pierwszy raz zostałem ministrantem w małym kościółku pod Warszawą. Pamiętam, jak na gwiazdkę dostałem swoją pierwsza komeżkę. Ciotka, która była krawcową doszyła mi nawet do niej koroneczki. Kiedyś komeżki były całkiem proste.

Jak wspomina Pan okres ministrantury?

Początek koszmarnie, dlatego, że Eucharystia była po łacinie. Trzeba było się jej nauczyć, ciężko mi to szło. Niedawno znalazłem starą książeczkę z tekstem łacińskim do ministrantury. O, jak bym tym dzisiejszym ministrantom pokazał ile trzeba było się nauczyć, to by chyba zwątpili. Przypominam sobie, że w międzyczasie wyszła uproszczona ministrantura i nie trzeba było tego całego tekstu łacińskiego znać, więc już było o wiele łatwiej. Przypominam sobie ile razy przenosiło się mszał z ambonki na ołtarz. Pamiętam to credo, czyli: na początku było słowo, słowo było u Boga, które tak jakby drugą Ewangelię czytał ksiądz na zakończenie - było to oprawiane w takich drewnianych ramkach. Pamiętam jak przy kadzeniu Najświętszego Sakramentu dwóch ministrantów przytrzymywało kapłanowi kapę, żeby ona nie przeszkadzała. Jest, co wspominać.

Czy pamięta Pan swoją najśmieszniejszą sytuację przy ołtarzu?

Tak, ale ona nie była związana ze mną. Mianowicie, najśmieszniejszą sytuację, jakiej byłem świadkiem przy ołtarzu, to jak czekałem w zakrystii, żeby służyć do Mszy św. Przed Mszą św., był ślub. Nagle siostra mówi, że Pan Młody uciekł od ołtarza. I rzeczywiście widzimy z kolegą, jak szybkim krokiem, wręcz ucieka Pan Młody od ołtarza. Poruszenie było niesamowite. Kapłani odprawiający ślub, również wybiegli zobaczyć, co się stało. Co się okazało, Pan Młody, już w trakcie ślubu uświadomił sobie, że zapomniał obrączek. Były one u któregoś ze świadków z tyłu kościoła. Myślę, że do końca życia będę tą sytuację pamiętać.

Proszę powiedzieć, dlaczego warto być ministrantem?

Ministrantura, to wspaniała szkoła życia, polegająca na nieustającej służbie. Zawsze z olbrzymią radością i przyjemnością służyłem do Mszy Świętej. Zawsze zabiegałem, żeby móc służyć. Wielokrotnie mówiłem, że służba to ogromny zaszczyt. Podczas Mszy czułem się bliżej Pana Boga, przez to, że byłem blisko ołtarza. Czułem się w jakiś sposób wyróżniony. Ministrantura to również wielka radość, radość ze służby Panu Bogu i człowiekowi. Warto być ministrantem dla radości wewnętrznej. Człowiek raduje się, kiedy może np. przekazać innym ministrantom zdobytą wiedzę, przygotować chłopców do służby przy ołtarzu. Zawsze marzyłem, że jeżeli będę miał rodzinę i będę miał synów, to chciałbym, żeby każdy z nich był ministrantem.

Czy radość ze służenia przekazał Pan swoim synom?

Starałem się z różnym skutkiem. Wszyscy byli ministrantami. Był nawet taki okres, kiedy wszyscy byli. Niektórzy są jeszcze nadal. Jest to taka radość, że ojciec ze swoimi synami może być przy jednym ołtarzu. Kiedy synowie służą a ja jestem w ławce, to przypomina mi się moja młodość i trochę mi lat ubywa.

Na zakończenie dobra rada, dla tych, którzy chcą zostać ministrantami. Trzeba mieć łaskę powołania do zostania i byciem ministrantem. W ministranturze nie wytrzyma ten, kto nie będzie miał łaski Ducha Świętego. Ministrantura jest pierwszą szkoła życia, jak należy służyć innym. Trzeba poświęcać swój czas i być do dyspozycji.

Z wielką radością obserwuję jak na Mszy Świętej jest nie pięciu czy sześciu ministrantów, ale dwudziestu, trzydziestu. Oby ta pierwsza szkoła życia była w sensie pozytywnym. To znaczy szkoła uczynności, uczciwości, wierności oraz dawania świadectwa o wierze. Młodość to czas szukania wartości i zdobywania ich. Im lepsze środowisko, w którym się dojrzewa, tym większe prawdopodobieństwo, że wartości, które zostały zasiane w sercu młodego człowieka będą owocowały w życiu dorosłym. Ja ze swojej młodości wspominam, że to jest pierwszy rodzaj służby publicznej. Moja droga służby publicznej zaczęła się od ministrantury. Ministrantura uczyła mnie służby publicznej, służby, którą wykonuję po dzień dzisiejszy.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

rozmawiał Marek Grzymowski

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl