jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Wydarzenia

Ustanowienie animatorów - wiosna 2011

21.05.2011

Tekst: neoanimator Rysiek (Bogucice)
Zdjęcia: Tomasz Kawka

„Tirli, tirli! Tirli, tirli!” Odzywa się głos budzika, obwieszczający wybicie godziny siódmej trzydzieści. Wyłączam go szybko, bo i tak już nie spałem. Oczy miałem utkwione w leżącym na szafce krzyżu animatorskim, to właśnie dziś będę miał zaszczyt nosić go po raz pierwszy! Zrywam się więc z łóżka, tak, jakby od tego zależało to czy zostanę dzisiaj animatorem. Potem sprawy toczą się swoim zwykłym torem: modlitwa, śniadanie, toaleta. Już elegancki, biegnę do kościoła po albę i pas.

Po godzinie dziewiątej docieram pod katedrę, gdzie spośród ponad setki kandydatów na animatorów odnajduję Kamila, Adriana i Radka. Oni byli tu już wcześniej, nie mogą się doczekać momentu gdy założą pas. Rozmawiamy, żartujemy, ale widzę po ich twarzach, że są niesamowicie przejęci całym wydarzeniem. Wspólnie wchodzimy do krypty katedry. Zająłem już swoje miejsce, gdy nagle ktoś łapie mnie za ramię. To Sebastian i Łukasz, dołączyli do naszej paczki. Oni tak jak ja otrzymają dzisiaj krzyż.

Siedzimy na swoich miejscach, dookoła łącznie prawie 160 przyszłych kandydatów oraz animatorów. Gwarno, chociaż temat rozmów jest tylko jeden. „Stary za chwilę będziemy animatorami!” mówi mi Potoc, uśmiechnąłem się do niego, żeby mu nie pokazać, że strasznie łapie mnie trema. W końcu zaczyna się próba. Ksiądz Bogdan wita nas serdecznie, a naszych rodziców zaprasza na zwiedzanie katedry. Teraz w krypcie pozostajemy już tylko my. Rozpoczyna się próba, poznajemy detale liturgii, każdy wie już co ma robić.

W krypcie poruszenie, to skończyła się próba, możemy przebrać się w stroje liturgiczne. Ubieram swój pas, dla mnie to nic nowego, nosiłem go przecież już cały rok, ale odwracam się i patrzę na naszych trzech kandydatów. Radzio uśmiecha się do mnie, Fiszu też próbuje, ale ze stresu wychodzi mu tylko jakiś uśmiechopodobny grymas, Perzan oczywiście uśmiechnięty od ucha do ucha. Wszyscy trzej doskonale prezentują się w swoich pasach, widać, że rozpiera ich duma.

Klerycy prowadzą krótką konferencję o wzorze jakim powinien być dla wszystkich młodszych animator, nie tylko w kościele ale i w codziennych sytuacjach. Dużo śpiewamy, a nasze głosy rozbrzmiewające echem w krypcie dodają mi otuchy. Gdzieś wśród chóru kleryków dostrzegam naszego znajomego kleryka Piotrka…

Konferencja się skończyła, pozostaje już tylko kilka minut do mszy. Jestem skupiony na zbliżającej się mszy do tego stopnia, że prawie nie zauważam czerwonej smugi która przeszła tuż obok mnie. To wyrywa mnie z zadumy, przyglądam się uważnie i mnie mogę uwierzyć własnym oczom! Nasi ministranci przybyli wraz z nami cieszyć się ustanowieniem. Łukasz, Patryk, Mateusz, Krzysiu, Kornel, Franek, Kuba i Kamil machają do nas dodając nam animuszu. W końcu jako jedyni przybyli w strojach liturgicznych i ze sztandarem! Naprawdę byliśmy wyróżniającą się parafią

Dzwonek. Rozpoczyna się msza święta. Mija liturgia słowa, ksiądz Piotr Kurzela wygłasza kazanie o tym, jak powinniśmy dostrzegać Boga w drugim człowieku. Po kazaniu następuje ten upragniony moment. Ksiądz Bogdan prosi kandydatów o powstanie, co wszyscy natychmiastowo robią. Wypowiadają słowa przysięgi, każdy z kamienną twarzą. Na kolejną część będą musieli poczekać rok. Teraz następuje zaprzysiężenie animatorów. Serce wali mi jak młotem, boję się, że będę mówił niewyraźnie, ale spoglądam jeszcze raz na krzyż i się uspokajam. Po przysiędze, ksiądz Piotr nas błogosławi i nakłada krzyż. Poczułem się niesamowicie, gdy dołączyli do mnie Sebastian i Łukasz obaj z minami które łączyły w sobie elementy szoku, zakłopotania, rozluźnienia i przede wszystkim radości. „Jestem animatorem!” wykrzyknąłem w duchu i skupiłem się na mszy. Po ustanowieniu biegła dalej swoim zwykłym uświęconym tokiem. Gdy dobiegła końca zrobiliśmy zdjęcia grup.

Teraz już można się było rozluźnić. Dostrzega naszą szóstkę ksiądz Cezariusz, każdego wypytując „Jak się czujesz”, odpowiedzi padają różne, ale wszyscy są szczęśliwi. Wychodzimy z katedry gdzie witają nas ministranci, wszyscy gratulują, uśmiechają się. Gdy mi gratulowali zauważyłem , że z lekką zazdrością patrzą na krzyż na mojej piersi. Chyba każdy z nich pragnąłby być teraz na moim miejscu. Robimy sobie wspólne zdjęcie i rozjeżdżamy się. Część do domów, do swoich zajęć, ja natomiast poszedłem uczcić swoje włączenie do grona animatorów wraz z kandydatami i ministrantami do pewnej restauracji młodzieżowej (na Happy Meala).

Wróciłem do domu. Gdy usiadłem w fotelu i zamknąłem oczy, zacząłem rozmyślać nad moją dotychczasową posługą. Wiem, że ustanowienie animatorem nie oznacza końca obowiązków i osiągnięcia szczytu „kariery” ministranta. To właśnie dopiero teraz wszystko zacznie się przede mną otwierać, pojawią się nowe obowiązki i możliwości. Ten dzień był przełomowym w moim życiu.





© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl