jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Wydarzenia

32. Europejskie Spotkanie Młodych. Taize

Poznań 2009/2010

Co ja - szary zjadacz chleba - robię dla światowego pokoju? Zwykle nic, ale 31 grudnia 2009 zrozumiałem, że tego dnia zrobiłem bardzo dużo. Tworzyłem 35-tysięczne zgromadzenie wznoszące modlitwę o pokój. Choć może to brzmieć jak jedynie piękna idea, to jednak było czymś więcej - choćby dlatego, że uczestnicy Spotkania wrócą do swych domów mając w sobie zasiane to ziarnko pokoju, które przekażą dalej...

Co ja tutaj robię?

Pierwszy dzień minął na sprawy organizacyjne. 18-osobowa grupa z Katedry została podzielona na trzy - każda z nich trafiła pod opiekę innej parafii w Poznaniu lub okolicach. Decydując się na Taize zrezygnowałem z sylwestrowej imprezy, więc ESM rozpoczęło się od obaw, że wynudzę się i będę żałował tego wyboru.

Bez fajerwerków

Dzień drugi. Na dworze mróz, pobudka ok. 7:00, a w ciągu dnia: śniadanie u rodzin, które nas przyjęły do siebie, msza w parafii, modlitwa, spotkanie w grupie, przejazd na teren MTP, posiłek, modlitwa, spotkania tematyczne, posiłek, modlitwa, powrót do parafii. Źle nie jest, ale jakoś nie jestem przekonany czy się cieszę...

Zaczynam czuć bluesa (czytaj: ekumenizm)

Trzeci dzień przebiegał podobnie, aż tu nagle - na hali, otoczony tysiącami ludzi - spłynęła na mnie radość, bo zrozumiałem, że jako młodzi reprezentanci wielu narodów przez samo bycie razem demonstrujemy JEDNOŚĆ. Nie manifestujemy przynależności do któregokolwiek wyznania, nie dzielimy się na lepszych czy gorszych. Byliśmy tam, by zobaczyć, że jesteśmy tacy sami: wierzymy w Chrystusa i wszyscy jesteśmy Jego dziećmi.




Z fajerwerkami

Późnym popołudniem dotarło do mnie, że jest Sylwester. I... właściwie co z tego? W kontekście ekumenicznych przemyśleń strzelanie korkiem od szampana w ogóle przestało mnie obchodzić. O 23:00 w parafii, w której mieszkałem, rozpoczęła się modlitwa o pokój. Francuzi, Portugalczycy, Litwini, Ukraińcy, Rosjanie i Polacy, w ciemności małego stuletniego kościółka wspólnie śpiewali kanony. Przed północą wyszliśmy ze świątyni i radośnie przywitaliśmy Nowy Rok, podziwiając sztuczne ognie rozbłyskujące nad Poznaniem.

Wojna i pokój

Czwartego dnia spadła gruba warstwa śniegu, ciesząc m.in. Portugalczyków, którzy pierwszy raz mogli go dotknąć. Jeszcze "świeżą" modlitwę o pokój przypieczętowaliśmy międzynarodową śnieżną wojną. Wszystkie te dni składające się na Spotkanie były dla mnie czasem bogatym w przemyślenia. Poczułem jakie to ważne, by wychowywać się w poczuciu wspólnoty z innymi narodami, zwalczać stereotypy i nieświadomość, które prowadzą do uprzedzeń i nienawiści.

Szybki koniec

Aż przechodzą mnie ciarki na myśl, że mogłem te 5 dni zmarnować w domu, zjadając poświąteczne resztki. Bo ciężko znaleźć równie wartościową sylwestrową opcję... Myślę, że to, co miało być dla mnie wyłącznie jednorazowym eksperymentem, chętnie powtórzę - może już za rok, w Rotterdamie.

Gorąco dziękuję parafii Chrystusa Króla Wszechświata w Rokietnicy, która wspaniale przyjęła mnie i moją grupkę z parafii pod tym samym wezwaniem w Katowicach :)

tekst: Piotr Mitko
foto (stopklatki z filmu): j.w.

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl