jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Wydarzenia

Akcja Powódź

tekst: Agata Olek
- koordynator akcji pomocy,
wolontariuszka Pomocy Maltańskiej

Zdjęcia: Tomasz Kawka
- wolontariusz Pomocy Maltańskiej, fotoreporter redakcji DMAK

Właśnie wróciliśmy z Bierunia...

W sobotę pojechaliśmy do Bierunia spotkać się z rodzinami, które ucierpiały w czasie powodzi. Chcieliśmy sprawdzić czego potrzebują.

Media stopniowo tracą zainteresowanie tematem powodzi, więc pojawia się coraz mniej aktualnych informacji na ten temat. Musieliśmy się sami przekonać, jak wygląda Bieruń po powodzi.

Na miejscu okazało się, że powódź trwa. Są domy, które nadal znajdują się  pod wodą. Niektóre są przykryte aż po dachy. Ludzie, którzy do niedawna w nich mieszkali przychodzą nad brzeg rozlewiska. Mogą tylko patrzeć na wystające z wody dachy, kominy i czubki drzew. Do ich domów nie da się wejść. Nawet jeżeli woda opadnie już nic nie uratują. Stracili wszystko. Domy, które do tej pory są pod wodą, najprawdopodobniej nie będą się już nadawać do ponownego zamieszkania. Woda naruszyła ich konstrukcję. Rodziny, które w nich mieszkały stały się bezdomne…

Tam gdzie wody już nie ma trwa wielkie sprzątanie. Na podwórkach pełno jest ludzi. Wynoszą  zniszczone rzeczy i wypompowują z piwnic wodę. Nawet jeżeli w mieszkaniu było „tylko” około 1 metra wody, wszystkie meble i sprzęty nadają się tylko na śmietnik. Trzeba zedrzeć podłogi, skuć ściany, wyrzucić wypaczone przez wodę drzwi. Ludzie próbują ratować rodzinne pamiątki – zdjęcia, porcelanę, zastawy stołowe.

W domach, które były zalane po dachy, nie ocalało właściwie nic. Obraz po powodzi jest straszny. Siła wody była tak duża, że wybijała szyby, zrywała panele z podłogi, porywała fotele, ubrania i zabawki.

Ludzie, których spotykamy są  roztrzęsieni, załamani, jeszcze nie do końca wierzą w to, co się stało. Jednego dnia stracili dorobek życia. Nikt się  nie spodziewał, że powódź zabierze im domy. Tam, gdzie woda zakryła dachy, w czasie ostatniej wielkiej powodzi, nawet piwnice pozostały suche…

Setki rodzin z samego tylko Bierunia, muszą zacząć życie od nowa. Sami sobie nie poradzą. Potrzebują  naszej pomocy. Każdy może pomóc wystarczy chcieć. Potrzebne są pieniądze, meble, narzędzia, materiału budowlane i … dużo rąk do pracy. Już teraz w Bieruniu pracują wolontariusze. Spotkaliśmy Oazy Rodzin, które przyjechały pomóc w doprowadzaniu domów do stanu sprzed powodzi. 

Ewa i Franciszek

To pierwszy dom, który odwiedziliśmy. Pani Ewa i pan Franciszek są już emeryturze, oboje mają ponad 60 lat. Do niedawna mieszkali na parterze. Piętro zajmuje ich syn z rodziną. Gdy woda zaczęła zalewać ich dom, byli z wizytą u drugiego syna. O wszystkim dowiedzieli się przez telefon. Rozmawiam z panią Ewą. Jest roztrzęsiona, zdenerwowana. Opowiada mi o domu, który ma już ponad 70 lat i nigdy wcześniej nie został zalany. 

Synowi i synowej z mieszkania rodziców udało się uratować ubrania, niewielką szafkę  i komodę. Woda sięgała na wysokość około metra. Pozostałe rzeczy, meble i podłogi już zostały wywiezione na śmietnik. Ze ścian trzeba zerwać płyty kartonowo-gipsowe. Mieszkanie wymaga generalnego remontu.

W tej chwili pani Ewa i pan Franciszek mieszkają na piętrze. Zajęli pokój 4-letniej wnuczki Antosi. Oboje chcieliby jak najszybciej doprowadzić swoje mieszkanie do stanu sprzed powodzi. Pan Franciszek choruje na serce. Bardzo przeżył to co się stało. – Nie mogę tego ogarnąć – mówi. Oboje z żoną cieszą się, że nikt z rodziny nie ucierpiał. W czasie naszej wizyty, w ich domu pracują członkowie Oazy Rodzin. Bez ich pomocy nie udałoby się tak szybko uporządkować mieszkania.

Pani Ewa i pan Franciszek potrzebują  kołdry, poduszek i pościeli. Proszą też o wiadra, mopy i płyny czyszczące. Przydałaby się taczka.

Do remontu będą potrzebne płyty kartonowo-gipsowe, farby, drzwi. Podłoga została zrujnowana. Trzeba zrobić betonową wylewkę, na której później zostanie ułożona podłoga.

Potrzebni są ludzie do pomocy…  W tej chwili w Bieruniu i jego okolicy nie da się wynająć  żadnych ekip remontowych i fachowców. Wszyscy już pracują  i mają kolejne zamówienia.

Po remoncie będą musieli urządzić  swoje mieszkanie od początku. 

Agnieszka i Roman

Pani Agnieszka i pan Roman mają  dwójkę dzieci – 9-letnią Samantę i 8-miesięcznego Wiktora. Razem z nimi mieszkała 75-letnia babcia Marta. Ich dom woda przykryła aż okna strychu. Już do niego nie wrócą. Jeszcze wczoraj nie można było wejść do niego suchą stopą. Dzisiaj woda odkryła kawałek podwórka. Do środka można wejść tylko przez okno. Drzwi są jeszcze przykryte wodą. Pan Roman wziął urlop i sam porządkuje wnętrze. Kiedy rodzina została ewakuowana nikt nie spodziewał się, że woda sięgnie aż tak wysoko. Najcenniejsze rzeczy zostały ułożone na wyższych półkach. Tymczasem woda sięgała powyżej sufitu. Prawie nic nie ocalało.

– Zaczynamy życie od nowa – mówi pani Agnieszka. Jest uśmiechnięta. Cieszy się, że dzieciom nic się nie stało i wierzy, że jakoś sobie poradzą. Swoim optymizmem próbuje zarazić męża.

W tej chwili pani Agnieszka i pan Roman mieszkają u rodziny. Szukają mieszkania w Bieruniu lub najbliższej okolicy ponieważ nie chcieliby zmieniać szkoły Samancie, która bardzo przeżyła powódź, a zmiana szkoły jest dodatkowym stresem. Jeżeli ktoś ma informacje o mieszkaniu, które pani Agnieszka i pan Roman mogliby wynająć prosimy o kontakt.

Jak tylko rodzina znajdzie mieszkanie, będzie potrzebować mebli i sprzętu agd. Samanta jest w II klasie szkoły podstawowej. Jej pasją jest taniec. Potrzebuje przyborów szkolnych, plecaka, piórnika i biurka z krzesełkiem.

Już teraz rodzinie są potrzebne kołdry, poduszki, ręczniki i pościel. 





© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl