jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Wydarzenia

Relacja z rekolekcji animatorskich 2006 w Kalnej

W kręgach ministrantów, a nawet animatorów, można się spotkać z opinią, która mówi, że rekolekcje ministranckie to 9 dni słodkiego lenistwa i rozróby pod przykrywką modlitwy i formacji. By złamać ten stereotyp grupa 30 animatorów udała się na swoje rekolekcje do Kalnej koło Żywca.

Gorąco przywitani przez księdza moderatora Grzegorza Śmiecińskiego oraz kadrę (niezawodni klerycy WŚSD) zaczęliśmy się poznawać. Towarzystwo było przednie. Ale nie to było najważniejsze. Centrum każdego dnia była formacja. Albo przynajmniej takie prawo sobie rościła...

Codziennie modliliśmy się brewiarzem (jutrznia i nieszpory) oraz spotykaliśmy się z miejscową ludnością na Apelu Jasnogórskim pod jakże pięknie oświetloną grotą Maryjną. Tam też nauczyliśmy się nowej pieśni ku czci Matki Boskiej oraz modlitwy przed snem. Jednak z taką formacją mamy do czynienia na niemal każdych rekolekcjach. Co więc wyróżnia te 'animatorskie' od tych 'ministranckich'? Spotkania w grupach. O ile wśród młodych jest jedna osoba, która spotkania prowadzi, o tyle w przypadku nas, animatorów miało się to zgoła inaczej. Każde z pięciu spotkań prowadziła inna osoba, w inny sposób, na inny temat. Dzięki temu mogliśmy się lepiej przygotować na te spotkania, które kiedyś sami będziemy mieli okazję poprowadzić, lub już prowadzimy. Jedno ze spotkań: na temat strony internetowej Duszpasterstwa Ministrantów, prowadzili przedstawiciele jej redakcji.




A co z rekreacją? Już pierwszego dnia wyszliśmy na Skrzyczne (bynajmniej nie do Szczytna :) Byliśmy również w Szczyrku u Sióstr Elżbietanek oraz w sanktuarium NMP Królowej Polski na Górce. Była również okazja by grać i wygrać z miejscowymi piłkarzami. Trzy wieczory nosiły miano 'filmowych'. Obejrzeliśmy 'Joshuę', 'Szkołę uczuć' i 'Czekoladę'. Była możliwość gry w ping-ponga oraz w piłkarzyki. Wydaje mi się, że wszyscy byli zadowoleni. Szczególnie było to widać na Agapie. Wszyscy mili, uśmiechnięci. No, ale kto nie byłby uśmiechnięty, skoro pani Dobrodziejka (inaczej pani Maryla, szefowa kuchni) przygotowała takie pyszności. Były jednak chwile smutne - pożegnanie. Dane teleadresowe pozostawione, obietnice kontaktu dane odpowiednim osobom, nawet już ustalone terminy kolejnych spotkań, ale jednak smutek w sercach się pojawił. Nie obyło się bez łez (mówię serio). Piszę to i mnie samemu znów wilgotnieją oczy na wspomnienie tych dni...

Na zakończenie wypada mi już tylko podziękować księdzu Grzegorzowi za duchową opiekę w ciągu tych 9 dni, diakonowi Łukaszowi i klerykowi Pawłowi za oprawę muzyczną, a klerykom Krzyśkowi, Łukaszowi i Mateuszowi za troskę i dobrą zabawę. No i oczywiście paniom z kuchni. Aha, zapomniałbym o Justynie, która wprowadziła nas na Skrzyczne. Dzięki piękne. No i oczywiście zapraszam wszystkich animatorów za rok. Obowiązkowo.

an. Łukasz Janota




© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl