jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Wydarzenia

Animatorzy w deszczu

Dwa dni w domu bez wychodzenia na zewnątrz. Tyleż samo brak telefonu komórkowego, który w większości przypadków u osobników ludzkich kończy się nerwicą lub przynajmniej ostrym zniecierpliwieniem. Zapomnienie o tym, co niedawne, chwilowe odwrócenie od tego co przyszłe. Tylko tu i teraz. Ja i ON. TEN, którego mam poznać.

Rekolekcje dla animatorów wspólnot ministranckich naszej Archidiecezji pierwszy raz miały taką formę. Były to rekolekcje ewangelizacyjne, w dodatku odbywające się w dniach 3-5 marca 2006 już w Wielkim Poście. Ich organizatorem był animator Maciej Misztal wraz z diakonią animatorów (serdeczne podziękowania dla nich, dla: Kamila "D", Andrzeja, Patryka, Pawła oraz Rafała), którzy prowadzili spotkania w grupach i pomagali nam w formacji. Nad całością pieczę trzymał miejscowy opiekun ministrantów - Ks. Cezariusz Wala.

Rekolekcje te przebiegały niejako dwutorowo. Po pierwsze ich celem była nasza osobista formacja, do której jesteśmy oczywiście powołani i zobligowani przez sam fakt ustanowienia nas animatorami. Oczywiście wielu z nas odczuwa taką potrzebę z własnej woli; nie możemy formować innych, gdy sami nie jesteśmy "nad" nimi; gdy nam samym brak pracy nad sobą i formacji. Poza tym dowiadywaliśmy się, lub po prostu utrwalaliśmy sobie podczas konferencji, podstawy prowadzenia grup, animowania innych. Poznawaliśmy jakie cechy powinien mieć animator, jak należy z pokorą, ale i z pomysłowością współpracować ze swoim opiekunem ministrantów, w jaki sposób właściwie przewodniczyć spotkaniom ministrantów "na naszych podwórkach".

Sobotnie popołudnie upłynęło pod znakiem tańców, występu kabaretu oraz pokazu iluzjonistycznego jednego z animatorów z Katowic.

W tym dniu mieliśmy okazję do adoracji Najświętszego Sakramentu - wylania przez Jezusem; Tym, którego mieliśmy poznać i to poznać na nowo, naszych próśb i marzeń. W osobistej i wspólnotowej modlitwie przedstawialiśmy mu także nasze szczere dziękczynienie za Jego łaskę do nas płynącą. Przede wszystkim, w obrębie tych zaledwie dwóch dni, próbowaliśmy zgłębić ogrom Bożej Miłości (jest to zadanie niewykonalne), i Jej historię w Piśmie Świętym. Chcieliśmy także sobie uświadomić, jak bardzo Bożą Miłość bywa przez nas marnowana i odrzucana poprzez grzech. Przybiliśmy dosłownie swoje grzechy do drewnianego krzyża, obarczonego licznymi już przewinami, by oddać je naszemu Panu. Smarujący się błotem an. Maciek, mający symbolizować nas - grzeszników, na długo zapadnie w mojej pamięci. "Byłoby to jednak smutne, rozstawać się w takiej atmosferze. Bowiem zapłatą za grzech jest śmierć" - słusznie zauważył prowadzący rekolekcje. Dlatego też chwilę potem mogliśmy nie tylko symbolicznie obmyć się w wodzie z błota grzechu, ale także skorzystać z kolejnego przejawu Bożej Miłości - sakramentu Pokuty i Pojednania. Pierwszy raz tak głęboko przeżyłem spowiedź, tak niesłychanie trudno wyznałem swoje przewinienia wobec Pana. aLEWARto było... Im ciężej przychodzi nam spowiedź i żal za grzechy jest większy - tym owocniejsza była nasza spowiedź, bo prowadzi do poprawy - słowa te mogliśmy usłyszeć tego samego, sobotniego wieczoru w czasie Eucharystii w naszej skromnej kaplicy. Któż zapomni ten płynący z serca śpiew... I te nocne, animatorskie rozmowy...

Nazajutrz; w Dzień Pański, po jutrzni i konferencji ewangelizacyjnej, prowadzonej przez naszą diakonię, mieliśmy niezwykłą okazję do przyjęcia swego rodzaju ślubowania. Po danym nam czasie zastanowienia; wolnej woli, mogliśmy przyjąć (tak - my grzeszni mogliśmy przyjąć!) Jezusa do naszego serca, jako naszego Pana i Zbawiciela! Czyniąc znak krzyża podczas indywidualnego błogosławieństwa ludzkiego, czuliśmy, jak wielka łaska spływa na nas w tym dniu. Jak bardzo możemy odmienić swoje życie poprzez ten fakt. Przez to szczególne oddanie naszych słabości i trosk naszemu największemu przyjacielowi - Jezusowi. Z drugiej strony - fakt ten tym silniej zobowiązuje do postawy czuwania i odpowiedzialności za swoje postępowanie.

Zwieńczeniem naszych rekolekcji, które już wtedy były wyjątkowe, była Msza św. w miejscowym kościele pw. Św. Teresy od Jezusa, sprawowana przez proboszcza i kustosza tego sanktuarium - ks. Teodora Suchonia. Grono animatorów, które szczelnie wypełniło stalle prezbiterium, dziękowało za ten czas we wspólnocie i prosiło o łaski po powrocie do swych domów.

Jeszcze tylko zbiorowe zdjęcie, drobne sprzątanie, pyszny obiad (Chwała kucharkom! :) i opuszczaliśmy Chwałowice. Każdy z innymi doświadczeniami, z odmiennymi przeżyciami i przemodlonymi sprawami. Jedno nas łączyło - niespotykany deszcz Miłości Jezusa, który spływa na nas "jak ciepły deszcz" codziennie...

An-am




© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl