jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Uroczystości, święta i okresy lit.

Rozważania na VI Niedzielę Wielkiego Postu


Już za niespełna tydzień będzie odsłaniany i wywyższany krzyż, na którym Zbawiciel oddał za nas życie. Dziś ostatni raz spotykamy się w ramach tegorocznych rozważań wielkopostnych. Dlatego też chciejmy po raz ostatni zanurzyć się w ranach, tym razem duchowych, które zadali Chrystusowi najbliżsi oraz oprawcy. W ranach, których początkiem był pocałunek Judasza w ogrodzie Getsemani, ranach pogłębionych zdradą Piotra oraz wyparciem się Mesjasza przez Naród Wybrany. W ranach wewnętrznego poczucia opuszczenia przez Ojca: „Eloi, Eloi, lema sabachthani”. (Mt 27, 46; Mk 15, 34). Niech zatem prowadzi nas po raz ostatni przez mękę Pana Jezusa Starotestamentowy Prorok.

Izajasz kontynuuje swoją czwartą pieśń o słudze Pana: „Kto uwierzy w to, co usłyszeliśmy, i komu objawiło się ramię Pana? (…) On był zraniony za nasze grzechy, zmiażdżony za nasze winy(…). Dla naszego zbawienia znosił karcenie, przez jego rany zostaliśmy uzdrowieni. (…) Po upokorzeniu i sądzie został zabrany, ale czy ktoś się przejmuje jego losem? Gdyż został wyrwany z krainy żyjących ze względu na grzechy mojego ludu, który zasłużył na karę.”(Iz 53, 1. 5. 8). Są trzy rodzaje zranień wewnętrznych. Związane są ściśle z okolicznościami oraz osobami, które tych zranień na nas się dopuszczają; w znacznej mierze zależą też i od nas samych.

Pierwsze to takie, jak zdrada Judasza. On być może nie pomyślał o tym w chwili decyzji o zdradzie - nie przejął się losem Jezusa. Nie przejął się przyszłością Tego, za którym podążał już od prawie trzech lat. „To był tylko nauczyciel, zresztą często nie zgadzaliśmy się w wielu kwestiach spornych, szczególnie tych dotyczących finansów. To była przecież tylko naturalna konsekwencja naszej znajomości. Wziąłem to, co mi dał, teraz jest mi już zupełnie niepotrzebny!” – zapewne myślał Judasz. A jak taki rodzaj zdrady - nazwijmy go roboczo samobójczym - widział Jezus z perspektywy zdradzonego. „Kogo szukacie?” (J 18, 4n) – zapytał. Przecież doskonale wiedział w jakim celu przyszli, więc po co to jego pytanie? Należało wtedy uciekać, bronić się, może wykręcić jakimś małym kłamstewkiem – bo to dla dobra sprawy! Nie…. Jezus dał mu jeszcze jedną szansę. Być może widział w Judaszu małą iskierkę miłości, którą zapalił Bóg w jego sercu w momencie poczęcia, ponieważ zapala ją w sercu każdego dziecka. I chciał rozniecić w nim żar miłości, żar żalu za podjęte postanowienie popełnienia zła. Co więcej, zapytał ponownie, już po otrzymaniu odpowiedzi „Kogo szukacie?”(por. J 18, 7).

On, Bóg nie przekreślił człowieka po jego złym czynie zdrady dla zysku. On rozluźnił pętlę egoizmu zaciągniętą na szyi Judasza. Dziś też rozluźnia pętle na naszych szyjach zaciągnięte przez ciągłe stawianie na pierwszym miejscu w naszym życiu, wszystkiego, tylko nie Boga. Jezusowi na Tobie i na mnie zależy zawsze. A wtedy, gdy go traktujesz tylko jako wróżkę do spełniania zachcianek i życzeń On Kocha Cię jak swe jedyne dziecko!

Kolejnym rodzajem zdrady jest ta, na wzór Piotra, przyjaciela Jezusa, jednego z umiłowanych uczniów.Panie „życie moje oddam za Ciebie”(J 13, 37), mówił swego czasu Kefas. I kogut zapiał ponownie (por. J 18, 27; Łk 22, 60n). Przyszła na niego próba, której nie podołał. Coś zaczęło się w jego życiu układać nie po jego myśli. Jezus, ze swoją „drogą zbawienia” wkroczył na dobre do jego życia. Teraz potrzeba tylko silnego aktu woli, by do końca wytrwać. A tu upadek – zaparcie się przyjaciela! Ileż to razy zapieramy się Jezusa, Tego, którego kochamy, za którym idziemy, dla którego jesteśmy ministrantami, z którym spotykamy się w swojej służbie? Ileż razy każdy z nas odwraca się od Jezusa plecami i wypiera się Go?

Jest taka piękna scena w filmie Mela Gibsona „Pasja”, gdy Piotr zapiera się po raz trzeci Jezusa, wtedy jego wzrok spotyka się ze spojrzeniem Pana. Spojrzeniem pełnym miłości, ciepłym, choć ociekającym już krwią od zadanych przy pojmaniu ran. Wtedy następuje przemiana, coś pęka w Piotrze. On zaczyna rozumieć, że źle zrobił. „Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał” (por. Łk 22, 62). My też, za każdym razem, gdy wyprzemy się Jezusa klękamy u kratek konfesjonału, niejako wychodzimy na zewnątrz i duchowo płaczemy. Może też i czasami przydałyby się takie łzy oczyszczenia, zupełnie normalne - fizyczne, spływające po policzku, które powodują, że na nowo zaczynamy kochać i odbudowywać relację z Bogiem zniszczoną przez nasze, Jego przyjaciół, wyparcie się? A Jezus patrzy na nas, dalej nas kocha, jak swoich przyjaciół. Patrzy i czeka, aż zapłaczesz, ale nie po to, byś po prostu płakał, ale po to, by się do Niego się przytulić – to znaczy powrócić.

Pozostał trzeci rodzaj zdrady przeżywany całkowicie wewnętrznie. Jest zupełnie intymny. Dokonujący się pomiędzy naszą najbardziej wewnętrzną warstwą, a Bogiem. Tak jak Jezus wołał na drzewie krzyża, tuż przed oddaniem ducha: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”(Mt 27, 46).

Czy nie towarzyszy Ci, Ministrancie, takie uczucie, jakby Boga nie było? Patrzę czasami na otaczający mnie świat, wiadomości, świeże newsy z Internetu na temat tego, co dzieje się na odległych wyspach Galapagos, czy w sąsiedniej dzielnicy miasta, w którym mieszkam i posługuję. Jednych mordują inni się rodzą, tam ustanawiają prawo niezgodne z chrześcijańskimi wartościami, wulkany wybuchają, ziemia się trzęsie, fale tsunami zalewają Japonię, chmura radioaktywnego pyłu dokonuje skażenia wschodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych, legalizuje się związki homoseksualne nadając im prawa zrównane z rodziną. Pytam się gdzie jest Bóg? Pytam się gdzie On jest i czy widzi to wszystko, co się dzieje na świecie? I dlaczego mnie opuścił, a właściwie: dlaczego mnie opuścił w godzinę próby?

Synu! Ja jestem tam, gdzie często mnie nie dostrzegasz. Jezus na krzyżu mówiąc do łotra: „dziś ze mną będziesz w raju” (Łk 23, 43) doskonale zdawał sobie sprawę z tego, czym zakończy się Jego okrutna męka – życiem wiecznym na łonie Ojca w Duchu Świętym. A jednak zawołał! Pokazał mnie i Tobie, że to ludzkie pytać się o Boże działanie w świecie. Pytać pomimo wiedzy o Życiu po życiu. Pytać, bo Bóg oczekuje tego pytania#. Tak, jak kiedyś zadawano je po odkryciu piekła obozów koncentracyjnych. Wtedy Jan Paweł II odpowiedział. On był, w każdym więźniu, jako milczący świadek cierpienia. On niósł krzyże katorgi więziennej, obozowej razem z każdym skazanym. Tak jest również dzisiaj. Jest tu obok nas i chce pomóc nam nieść krzyże naszych codzienności. Tylko jako nasz przyjaciel nie chce się nam narzucać. Cierpliwie czeka, aż przyjdziesz i po prostu - bo jak już sobie wielokrotnie mówiliśmy, Bóg jest prosty - zaczniesz budować z nim prawdziwą relację.

Niech nam pomogą w tym budowaniu relacji z Jezusem szczególne słowa psalmisty, przez rozpoczynający się Wielki Tydzień, ale i w codzienności, już po świętach, na co dzień też! Niech duchowe zanurzenie się w rany wewnętrzne Tego, którego przebili (por. Za 12, 10) będzie początkiem naszej wielkiej przyjaźni z Chrystusem, bądź też dla niektórych jej pogłębieniem. „Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał? Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze? Dokąd w mej duszy będę przeżywał wahania, a w moim sercu codzienną zgryzotę? Jak długo mój wróg nade mnie będzie się wynosił? Spojrzyj, wysłuchaj, Panie, mój Boże! Oświeć moje oczy, bym nie zasnął w śmierci, by mój wróg nie mówił: Zwyciężyłem go, niech się nie cieszą moi przeciwnicy, gdy się zachwieję. Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu; niech się cieszy me serce z Twojej pomocy, chcę śpiewać Panu, który obdarzył mnie dobrem”(Ps 13, 2-6).

Ks. Paweł Czyrnik


© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl