jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Uroczystości, święta i okresy lit.

Uroczystość NMP Częstochowskiej

W 50. rocznicę złożenia na wałach jasnogórskich ślubów narodu polskiego.

Golgota, 33 r.

Kiedy (...) Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia (...) rzekł do Matki: "Niewiasto, oto syn Twój". Następnie rzekł do ucznia: "Oto Matka twoja". I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Lwów, 1656 r.

Wielka człowieczeństwa boskiego Matko i Panno! Ja, Jan Kazimierz, Twego Syna, Króla królów i Pana mojego, i Twoim zmiłowaniem się król, do Twych najświętszych stóp przychodząc tę oto konfederację czynię: Ciebie za Patronkę moją i państwa mego Królową dzisiaj obieram.

Jasna Góra, 1956 r.

Wielka Boga-Człowieka Matko! Bogarodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo! Królowo świata i Polski Królowo! Gdy upływają trzy wieki od radosnego dnia, w którym zostałaś Królową Polski, oto my, Dzieci Narodu Polskiego i Twoje Dzieci, krew z krwi Przodków naszych, stajemy znów przed Tobą, pełni tych samych uczuć miłości, wierności i nadziei, jakie ożywiały ongiś Ojców naszych.

My, Biskupi polscy i Królewskie Kapłaństwo, Lud nabyty zbawczą Krwią Syna Twojego, przychodzimy, Maryjo, znów do Tronu Twego, Pośredniczko Łask wszelkich, Matko Miłosierdzia i wszelkiego pocieszenia.

Matka Boska. Przedstawiona na drewnie w niebieskiej szacie ze złotymi liliami - symbolem niewinności, wskazująca prawą dłonią, jak przez wszystkie wieki, na Jezusa, jakby mówiła: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie...

Jest zadumana i zasmucona. Czy wymagam od was zbyt wiele? Czy to naprawdę zbyt trudne? Bóg nigdy nie daje nam krzyża, którego nie bylibyśmy w stanie unieść. Nie każe nam go również nieść samemu. Przecież Krzyż Jezusa pomagał nieść Szymon z Cyreny. Nasze krzyże mogą wydawać się dla nas zbyt ciężkie, ale przecież nie musimy ich nieść sami. Naszym Szymonem może być ktoś ktoś nam bliski, ale i nawet zupełnie obcy, spotkany przypadkowo. Czy jest jednak ktoś bliższy od Matki? Kiedy Jego uczniowie uciekli, a On pozostał Sam, pozbawiony wszystkiego, Matka stała pod Krzyżem. Jej serce jak kielich pełne było boleści, tym jednak od kielicha różne, że nie mogło ulać nadmiaru goryczy. Jednak nie opuściła Go. Musiała wytrwać, nie mogła pozostawić cząstki siebie. I usłyszała Testament: (...) oto syn Twój. Nas też nie opuści, gdyż przez te słowa my również jesteśmy częścią. Wytrwa z nami do końca, a później weźmie nas w ramiona, przyjmie na łono, jak przyjęła martwe Ciało.

Na jej twarzy blizny. Pamiątka po piętnastowiecznych rabusiach. Tak wymowne, nie oznaczają tylko ich. To również my, nasze grzechy, te którymi przybiliśmy Jezusa, te same są szablą pozostawiającą rany na Jej świętej twarzy. Grzechy lenistwa, lekkomyślności, marnotrawstwa, pijaństwa i rozwiązłości, z którymi walkę przyrzekaliśmy pięćdziesiąt lat temu na wałach jasnogórskich, do tej pory toczą nasze serca. Od tego momentu nieustannie w naszych umysłach brzmią słowa przysięgi:

Przyrzekamy wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu i rozwiązłości.

Przyrzekamy zdobywać cnoty: wierności i sumienności, pracowitości i oszczędności, wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i sprawiedliwości społecznej

Królowo Polski, przyrzekamy!

an. Maciej, Ruda Śląska

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl