jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Kultura

Modlitwa w... kinie

2 kwietnia 2005 roku zmarł Jan Paweł II, nasz ukochany papież i niedościgły autorytet moralny. Kto przypuszczał wtedy, że w rok później będziemy oglądać na ten temat filmy...

A jednak. Z pierwszą propozycją kinową wystąpili Polacy, kręcąc film "Karol - człowiek, który został papieżem", z Piotrem Adamczykiem w roli głównej. Warto było jednak cierpliwie czekać na koprodukcję amerykańsko-włosko-polską, nakręconą przez Johna Kenta Harrisona pt. "Jan Paweł II". Czyż można było sobie wymarzyć lepszy tytuł?

Dzieło to w sposób trzytorowy pokazuje nam postać Ojca Świętego. Oglądamy Go, i dobrze, że tak się stało; z trzech perspektyw: komercyjnych Amerykanów, "lokalnych" dla papieża Włochów i uczuciowo podchodzących do sprawy Polaków. Zachęcający jest dubbing, gdyż głosów najważniejszym postaciom w filmie użyczyli znani w Polsce aktorzy, m. in. Krzysztof Kolberger, Zbigniew Zamachowski, Henryk Talar, Michał Żebrowski i Jerzy Radziwiłowicz. Aby umożliwić odbiorcom ogarnięcie olbrzymiego materiału, jakiego twórcom filmu dostarczył 27 letni pontyfikat tego wybitnego Polaka, film został podzielony na dwie części: Powołanie i Pontyfikat.

Pierwsza to powolne dochodzenie młodego Karola (rola Caryego Elwesa) do przekonania, iż to jemu Bóg wyznacza istotne miejsce w swoim planie. Widzimy jego przyjaźnie i wątpliwości związane z wojną, pierwsze kroki na scenie i ciepłą relację z ojcem. W sposób niezwykle płynny, niczym rzeka, na której ksiądz Karol organizuje studenckie spływy kajakowe, przechodzimy do dalszych wydarzeń: nominacji na biskupa, następnie kardynała, dochodząc wreszcie do konklawe. Do tego momentu, gdzie wszyscy kardynałowie świata muszą nauczyć się poprawnie wymawiać nazwisko "Wojtyła". By przez następne 27 lat nie popełnić gafy...

Osobiście bardzo przeżyłem ten film. W wielu wątkach, co może z mojej strony okazać się nieskromnością, odnajdywałem samego siebie. Z drugiej strony - czy to źle, ze przyrównujemy siebie do bohaterów filmowych, skoro może nam to pokazać w pewnym sensie nas samych? Tu jednak sprawa rozbija się o samego Jana Pawła II...

Sądzę, iż film ten choć wystąpiła w nim gwiazda Hollywood (choć starszej daty) - John Voight, jest jak najbardziej godny obejrzenia. Warto zwrócić uwagę na wspaniałą charakteryzację, Dzięki za wszystko której widzimy nieraz przed sobą prawie identycznego Wojtyłę, a zwłaszcza już jako papieża - Jana Pawła II. Jest scena, gdy niemal wydaje się, iż to sam Jan Paweł II gra przed kamerą... Znajdź ją. Koprodukcja ta została utrzymana w lekkim, czasem humorystycznym klimacie, co nadaje filmowi ciepłej wymowy, nawet w momentach dramatycznych - bo przecież i tych nie brakowało w tamtym pontyfikacie. Wracamy do wzniosłych Światowych Dni Młodzieży, licznych pielgrzymek i historycznych momentów, w których swój ślad, pełen miłości i zrozumienia drugiego człowieka, pozostawił Jan Paweł II. Nic wiec dziwnego, że w pewnym momencie projekcji zacząłem się modlić...

Jest jeszcze jeden powód, który może nas zachęcić do odwiedzenia kina i spędzenia tam 2,5 h we wzruszeniu i wspominaniu chwil z "żywym" Ojcem Świętym. Film obejrzało w Polsce już ponad milion ludzi!

A Ty?

Piotr Lewandowski

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl