jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Formacja > Animatorzy

Mistrzostwa Polski Liturgicznej Służby Ołtarza - Elbląg 2015


Reprezentacja naszej diecezji w postaci trzech ministranckich drużyn z Połomii, Katowic Koszutki i Chełmu Śląskiego, pojechała na rozgrywki ogólnopolskie. Zachęcamy do przeczytania ciekawej relacji jednej z drużyn.


Po zwycięstwie w marcowym turnieju o miano najlepszej drużyny diecezji katowickiej, chełmscy ministranci reprezentujący parafię myśleli tylko o zbliżającym się finalnym etapie mistrzostw, który miał się odbyć w Elblągu 1 i 2 maja. W końcu nadszedł upragniony dzień - 30 kwietnia, kiedy to przed południem udaliśmy się na północ Polski by walczyć o upragnione mistrzostwo kraju. Po dotarciu na miejsce w pierwszej kolejności zawitaliśmy do głównej hali mistrzostw, gdzie zarejestrowaliśmy naszą drużynę i otrzymaliśmy informacje dotyczące pierwszego etapu rozgrywek. Okazało się, że w turnieju bierze udział taka liczba drużyn, że musi być on rozgrywany we wszystkich dostępnych halach w mieście. Po załatwieniu spraw organizacyjnych mogliśmy się już udać do hotelu by wypocząć przed zmaganiami czekającymi nas kolejnego dnia.

1 maja mistrzostwa zostały zainaugurowane Mszą świętą o godzinie 8:30 w elbląskiej katedrze św. Mikołaja. Stamtąd każda drużyna udała się do uprzednio wyznaczonej hali, w której tego dnia miała walczyć o wyjście z grupy. Gdy dotarliśmy do naszej "areny" i przyglądaliśmy się wcześniej rozpoczętym meczom, byliśmy pod wrażeniem prezentowanych przez zawodników umiejętności. Ale nie ma się czemu dziwić, jak mawiał klasyk: "na tym etapie rozgrywek nie ma już słabych zespołów". W końcu przyszła pora na nasz pierwszy mecz, emocje były ogromne, gdyż okazało się, że naszym pierwszym rywalem będą triumfatorzy turnieju sprzed dwóch lat. Po zaciętej grze zremisowaliśmy z nimi 0:0 i uznaliśmy to za całkiem dobre otwarcie. Niestety następna była porażka. Nasi zawodnicy, zaczęli tracić wiarę w swoje umiejętności i końcowy sukces, mimo, ze mieli jeszcze 4 razy wyjść na boisko. Wtedy do akcji wkroczył nasz opiekun -  ksiądz Paweł Gajda, potrafił tak przemówić do swoich ministrantów i zmotywować ich, że z pozostałych czterech gier wygrali trzy! W tym ostatnie - najważniejsze spotkanie, które decydowało o tym czy zajmiemy trzecie miejsce w grupie i będziemy mieli szansę na awans do najlepszej szesnastki mistrzostw. Nie wszystkie drużyny z trzeciej pozycji mogły awansować, tylko dla 4 z największą ilością punktów był przewidziany ten zaszczyt, ale by dowiedzieć się czy my go dostąpimy musieliśmy poczekać do uroczystej gali, która miała odbyć się wieczorem. Oczywiście nikt z nas nie chciał tak długo czekać i w hotelu próbowaliśmy dowiedzieć się od innych zawodników ile punktów wywalczyły drużyny, które zajęły trzecie miejsce w ich grupach. Niestety nikt nie potrafił udzielić nam konkretnej odpowiedzi, więc musieliśmy czekać. Cała artystyczna oprawa wieczornej imprezy nie miała dla nas znaczenia, czekaliśmy tylko na koniec i ogłoszenie oficjalnych wyników. Wreszcie doczekaliśmy się, nadszedł ten wyczekiwany od długich godzin moment. Nasz sztab szkoleniowy poszedł na zamknięte zebranie, gdzie wszystko miało stać się jasne. Po kilkudziesięciu minutach pojawili się, ale nie mogliśmy nic wyczytać z ich twarzy, już zaczynaliśmy się bać, że to przez to, iż nie udało się dostać do mistrzowskiej szesnastki? Jednak po chwili na twarzy naszego księdza opiekuna pojawił się promienny uśmiech i byliśmy już pewni - UDAŁO SIĘ, a jutro czekają nas zmagania na najwyższym poziomie z najlepszymi!

W sobotę 2 maja nikt nie miał problemu ze wczesnym wstaniem z łóżka. Podobnie jak poprzedniego dnia - 8:30 Eucharystia w katedrze, a po niej obraliśmy kierunek na główną arenę mistrzostw. Tego dnia rywalizowaliśmy na wspaniałej nowoczesnej hali, która mogła pomieścić około 3 tysiące kibiców. Robiło to niemałe wrażenie. Po sprawdzeniu harmonogramu gier okazało się, że naszym przeciwnikiem w 1/8 finału będzie zespół, który wygrał dotąd wszystkie mecze, ale tylko zmotywowało nas to do walki. Wreszcie wybiła godzina zero i sędzia rozpoczął spotkanie. Mimo iż warunkami fizycznymi byliśmy znacznie przewyższani to nadrabialiśmy to ambicją i wolą walki. Przez cały czas dzielnie odpieraliśmy ataki i staraliśmy się kąsać strzałami, niestety nic nie chciało wpaść.

Dwie minuty przed końcem spotkania spełnił się najgorszy możliwy scenariusz - straciliśmy bramkę. Nie mając nic do stracenia nasz trener - Grzegorz Wyciślok, postanowił zaryzykować, zdjął bramkarza i wstawił zawodnika z pola by wzmocnić siłę ataku. Wszystko szło zgodnie z planem, nasza drużyna nacierała na bramkę przeciwnika i oczyma wyobraźni już widzieliśmy piłkę w siatce - niestety nagle straciliśmy futbolówkę i powędrowała ona do naszej pustej bramki, a mecz zakończyliśmy porażką 0:2. Tak dobiegła końca nasza przygoda z Mistrzostwami Polski. Smutek po meczu trwał długo i pewnie nadal do końca nie przeminął, bo przecież byliśmy tak blisko awansu do ćwierćfinału. Niestety nie zawsze wszystko może być po myśli i trzeba umieć przełknąć gorycz porażki, tym bardziej, że nie poddaliśmy się bez walki, a zespół z którym odpadliśmy zdobył pierwsze miejsce w całym turnieju, wygrywając wszystkie swoje mecze , więc nie przegraliśmy z byle kim.

Teraz czeka nas kolejny rok pracy i treningów, jeśli w przyszłorocznej edycji Mistrzostw Polski Liturgicznej Służby Ołtarza chcemy przynajmniej powtórzyć ten sukces. Na pewno liczne turnieje dekanalne i diecezjalne, które w tym czasie rozegramy przyczynią się do wzrostu naszych umiejętności i przybliżą nas do tego celu.

Marcel Orzechowski


© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl