jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

Wisienka na trumnie

W zasadzie tak można streścić nasz ostatni reprezentacyjny występ w towarzyskim meczu piłkarskim Polska - Szwecja.

Tym razem, z resztą tak jak zawsze, to Szwedzi sprawdzali siebie, tym razem przed EURO 2004. My byliśmy tylko pionkami, które dobrze byłoby stratować przed największą europejską imprezą piłkarską. I tak też wyglądało to spotkanie. Biało-czerwoni, którzy przygotowują "jakikolwiek" plan przed eliminacjami do Mundialu 2006 w Niemczech, jak zwykle udowodnili, że z nikim tak sromotnie nie potrafią przegrywać, jak ze Szwecją. Ostatnie pięć meczów tych reprezentacji udowodniło, że na świecie nie istnieje dla nas bardziej niewygodny rywal. Wystarczy popatrzeć na bilans bramkowy; aż 11 straconych bramek (o stylu lepiej nie mówić, bo podobno miałem nie przeklinać) przy tylko jednej naszej strzelonej, i to w 89 min. Wydawało się, że po pierwszej połowie meczu na Rasunda Stadium Polacy zmażą purpurową plamę blamażu, jaka ciążyła na nas od ponad roku. 11 czerwca 2003 na tymże obiekcie reprezentanci trzech koron obnażyli wszystkie nasze błędy, niedokładności i ślamazarstwa, miażdżąc nas pewnie 3:0. Po tamtym pamiętnym wydarzeniu, które najchętniej bym zapomniał, miałem nadzieję, że łomot, jaki spuścili nam Wikingowie będzie ostatnim... za mojego życia. Ale nie...

Już w 41. minucie po niezbyt groźnym podaniu dośrodkowanie na pole karne wykonał Ibrahimowic. Piłkę i naszych obrońców (głównie debiutanta Bosackiego) dopadł napastnik Henrik Larsson. Po jego główce nasz goalkeeper mógł tylko bezradnie rozłożyć ręce i ponarzekać na swą zaspaną defensywę. Druga bramka przypominała tą z cyklu "problematycznych". Strzał głową napastnika Szwecji sparował Dudek, następnie piłka zakręciła się w powietrzu nad linią bramkową. Pospiesznie wybił ją Rząsa, ale było już za późno. Gwizdek sędziego zabrzmiał jak wystrzał snajpera - zniweczył nasze nadzieje na dobry wynik. O zwycięstwie nie wspominam, bo nie uwzględnia tego nawet najbardziej entuzjastyczna czy naiwna prognoza kibica.

Powtórnie, pomimo znakomitej gry przez ponad 70. minut, Jerzy Dudek zanotował następną w swej karierze wpadkę, godną niesłychanych wyczynów Mariusza Luncika z GKS-u Katowice czy Bogusława Wyparło z ŁKS-u. "Do you dick" (czyt. po angielsku) zamiast przerzucić piłkę nad poprzeczką, wybił ją bezmyślnie przed siebie, gdzie czekał już cieszący się nie wiem z czego Allbäeck. Przy jego strzale nasz bramkarz mógł tylko oprzeć się z wrażenia o siatkę i pokląć na swoich obrońców (co też niechybnie zrobił).

Pod koniec meczu, kiedy z placu gry zszedł daremnie grający Maciej Żurawski, totalnie anemiczny i będący dla mnie zupełną pomyłką w kadrze Arkadiusz Radomski, gra "naszych" nieco się ożywiła. Po tym, jak napastnik Wisły Kraków (Żurawski) zaprzepaścił jedyną, 100% sytuację po podaniu Krzynówka, mam nadzieję, że jego reprezentacyjna przygoda zakończy się widokiem białej chusteczki. Niech sobie chłopak gra w klubie, ale do kadry niech się nawet nie zbliża. Jego bezsilność i brak zaangażowania może równać się tylko z postawą truchtającego Olisadebe. Z drugiej strony, kochany panie Janas - ustawianie rasowego atakującego na prawej pomocy to skandal i samobójstwo! Do tego - dla pana Maćka - współczucia. A Jerzy Dudek? Bramkarz o dwu twarzach. Najpierw czarujący szybkością i odwagą pewny punkt drużyny, po chwili - partacz i nieudacznik. Jak się do niego ustosunkować - nie wiadomo. Na jego obronę mogę dodać, że środkowi obrońcy i asekuracja przy dwóch pierwszych straconych golach były takie, jak Amerykanów pod Pearl Harbor. Żadne.

Wbrew opiniom uważam, że mamy świetnych obrońców. Tomasz Rząsa (Partizan Belgrad) niczego sobie - z powodzeniem mógłby zagrać w średniej-dobrej drużynie europejskiej, w stylu Newcastle czy Deportivo. Jacek Bąk - biedaczek kontuzjowany, ale chyba jeden z najlepszych defensorów ostatnich lat, obok równie solidnych Zielińskiego (Legia), Głowackiego (Wisła Kraków) czy Hajto (Schalke ?). Tomasz Kłos (Wisła) - bezsprzecznie pewniak w kadrze, pomimo wpadek. Grający w Anderlechcie Marcin Żewłakow to niezły obrońca (zawinił przy drugiej bramce w Sztokholmie), choć jeszcze zbyt mało włączający się w akcje ofensywne, gdzie wzorem i idolem dla niego powinien być Rząsa.

Nie warto rozpamiętywać w nieskończoność naszych błędów i katastrof. Ważne, żeby wyciągnąć zeń wnioski na przyszłość. Tegoroczne EURO już i tak liżemy przez szklany ekran, więc lepiej skupić się na programie jutrzejszym, zwanym Mundial 2006. Porzucę więc analizę naszej drużyny, bo jest to temat na niejedną pracę magisterską, a pisanie tych już na zapas mnie nudzi.

Szwedzi 5 czerwca br. po raz kolejny pokazali, z jaką łatwością strzelać potrafią, nie tylko nam, bramki. Zagrali swój futbol - brutalny, a w wykonaniu Ibrahimowica nawet miejscami brutalny. Dali się wyszumieć zdeterminowany Polakom, żądnych rewanżu i kości. Kiedy ci, po kilku raptem sytuacjach się zmęczyli, zadali parę precyzyjnych ciosów, nie męcząc się wcale a wcale. Akcje układały im się wręcz cudownie, choć nieco gorzej, niż rok temu o tej porze. To, że sprzyjało im szczęście to już inna bajka; bo nam Polakom nigdy ono jakoś nie sprzyjało. Ważne, że skutecznie odparliśmy ich najazd w roku 1655*.

Na pociechę pozostaje nam fakt, że do pierwszego meczu eliminacyjnego do MŚ w piłce nożnej zostało naszym zawodnikom niespełna trzy miesiące. Długie trzy miesiące, bo ktoś może wyleczyć kontuzję i potrenować. Krótkie trzy miesiące, bo na zmianę mentalności, taktyki i ustawienia jest już za późno. To, że nasi zawodnicy są jak puzzle nie z tego pudełka - już wiadomo. Strach pomyśleć, co będzie w meczach o jakąś stawkę np. z Anglią (tfu!) czy Walią. Iskierką nadziei Pawła Janasa i nas - patrzących na własną, boiskową rzeź, mogła być bramka świeżego i doskonale wg mnie grającego Gorawskiego w 89. minucie. I nic to, że była wisienką na trumnie...

POLSKA - SZWECJA 1:3
bramki: Gorawski (89.) - Polska, Larsson (41.), Jacobsson (55.), Allbäeck (72.) - Szwecja
kartki: Lewandowski (żółta)
sędziował: A. Kelly, Irlandia
stadion: Rasunda (Sztokholm)
widzów: 28 281

* Tamten mecz komentował niejaki Henio Sienkiewicz
an-am

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl