jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

Dzień świstaka? Niestety nie...

Drodzy MINIstrowie!

Zbliża się szczególny dla Was, i dla mojej skromnej persony, moment. W tą niedzielę obchodzimy wspomnienie naszego głównego patrona: św. Tarsycjusza, o którym możecie przeczytać szerzej na naszej stronie. Z resztą myślę, że wiedza na temat naszego powiernika w niebie jest Wam już doskonale znana. Z tego jednak miejsca, znad zakurzonej klawiatury mego laptopa, pragnę przywołać słowa Ewangelii św. Łukasza "(...) bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę." (Łk 10, 7). Święto św. Tarsycjusza, przypadające jak zawsze pod koniec roku liturgicznego, jest naszym osobistym świętem. Ową biblijną zapłatą jest przypomnienie o nas tym, którzy zapominają lub nie doceniają naszej całorocznej posługi w kościele oraz pracy nad sobą. To nasz dzień. Warto w nim powspominać dawne czasy wraz z kolegami na jakimś mniej lub bardziej oficjalnym spotkaniu przy kawusi i ciachu. Można też podyskutować nad naszą przyszłością, jako ministranta, zaplanować nowe inicjatywy. Nasza uroczystość patronalna winna stać się także kolejną dobra okazją do naszego wzajemnego poznania się, wymienienia doświadczeń (w "szarym, codziennym roku" nie zawsze wszyscy się widujemy).

W tym jednorazowym dniu najważniejsza jest jednak wspólna dla całej formacji Służby Liturgicznej Msza święta. Powinniśmy zadbać o mądry i wieloraki rozdział funkcji, a także zatroszczyć się o piękno tej wyjątkowej liturgii. Powinno tak być, szczególnie, że w tym dniu przyjmowani są nowi kandydaci do zaszczytnej służby przy ołtarzu oraz następuję obrzęd przyjęcia ministrantów. Należałoby także zaprosić rodziców, by przeżywanie tego wspaniałego święta było jak najpełniejsze nie tylko w duszach samych MINIbusów, ale także ich rodziców, którzy są pośrednio zaangażowani w animację duchową (czy też prasowanie alby :).

Przed samymi obchodami święta (choć może teraz już na to za późno) warto przeprowadzić poważne spotkanie z kandydatami i przyszłymi ministrantami na temat wielkiej godności służby wokół Ołtarza Pana i konieczności nieustannego wzrostu wewnętrznego. Oczywista jak biel komży wydaje się w tygodniu poprzedzającym wspomnienie naszego patrona szczególna mobilizacja animatorów. Powinniście zadbać o godne przygotowanie waszych podopiecznych, zapewnienie wszystkim stroju na Mszę (u mnie jak co roku; bitwa o sutanki) oraz o załatwienie innych formalności (uzgodnienie liturgii z księdzem opiekunem, 'załatwienie' fotografa i inne). Z drugiej strony pragnę podreślić, że wysiłki i stresy włożone w przygotowanie uroczystości w porównaniu do satysfakcji, jaką ona daje, mają się jak 1:1000. Zadowolenie i duma z własnej Wspólnoty ministranckiej, którą wreszcie zauważyli parafianie są więc opłacalne i dają dalszą motywację do pracy.

Tyle o samym święcie. Tymczasem korzystając z mojego 'miejsca antenowego' chciałbym podziękować; najpierw wszystkim moim aniamtorom. Za wszystkie 'Tarsycjusze' w mojej (co bym się brzydko wyraził): karierze, które dały mi poczucie wartości i sensu kontynuowania służby oraz umocnienie we Wspólnocie. Dalej pragnę (pomimo wszystko :) powinszować mojemu byłemu księdzu opiekunowi, który zawsze starał się o dobrą organizację święta i był prawdziwym motorem grupy: Bóg zapłać! Wreszcie wypada podziękować wszystkim, którzy wraz ze mną pięli się w górę posługi ministranckiej, czynią to nadal lub których dane było mi wprowadzać w zaszczytne progi służby w Kościele. Dawaliście i dajecie mi nadal wiele radości i satysfakcji z tego co robicie, umacniacie moją wytrwałośc w pracy z Wami. Jesteście rzeczywiście bandą, zgrają i chordą... naprawdę wspaniałych ludzi! Ze swej strony mogę obiecać, że będę się starał ze wszystkich sił być dobrym animatorem (z drugiej strony gra się tak, jak przeciwnik pozwala...).

Szkoda, że uroczystość ministranta, kiedy wszyscy sobie o nas przypominają, dziękują nam za trud włożony w pracę i doceniają nasze wysiłki, nie jest 'Dniem świstaka', czyli takim, który powtarza się na nowo nazajutrz o świcie. Ale cóż to byłoby za święto? Jak powtarzam to nieustannie podległym mi ministrantom: na przyjemność trzeba sobie zasłużyć...

Dziękując za cały rok wspólnego odwiedzania naszej strony, pragnę wraz z całą zapracowaną redakcją naszej strony ministranckiej, życzyć Wam, drogie MINIbusy wytrwałosci w podjętej służbie, a także wdziecznosci ze strony ludzi za wasz trud, który będzie was mobilizował do niustannego stawania się lepszym, na wzór waszego patrona.
Piotr Lewandowski

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl