jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

Portooogalskie preludium

W tegorocznym finale Ligi Mistrzów znalazły się właściwie nieoczekiwanie dwa nieobliczalne zespoły. Zwyciężyło jednak doświadczenie.

Początek meczu wiele obiecywał. Monaco rzuciło się do zmasowanego ataku na bramkę Baii, jednak wszystkie ofensywne próby były zupełnie nieudane. Aż do 5 min. Wtedy to doskonałe podanie z głębi pola Ibarry trafiło przed rozpędzonego Giuly. Przegrał on jednak tą piłkę, gdyż świetnie interweniował wybiegający z bramki Vitor Baia, który, jak się później okazało, zagrał jeden z lepszych meczów w LM. Znowu pokazywał się Morientes, ale jego wszystkie akcje były odgwizdywane jako spalone. Prawie wszystkie słusznie, oprócz kontry z 23. minuty, kiedy to ewidentnie pomylił się duński sędzia boczny. Mogło być już 1:0, kiedy nieoczekiwanej kontuzji doznał Giuly, którego szybko zmienił Dado Prso - strzelec czterech goli w fazie grupowej w meczu z Deportivo la Coruňa. Wreszcie do składnych i pięknych dla oka sytuacji dochodziło Porto. Jednak akcja z 38. minuty na zawsze zapisze się w pięknej historii klubu z Portugalii. Po ataku pozycyjnym na pole karne dośrodkował Nuno Valente. Piłkę sparował mało doświadczony obrońca Monaco - Givet i niemal wystawił ją młodemu Carlosowi Alberto. Ten bez namysłu, w stylu swojego wielkiego rodaka - Rivaldo, huknął z półobrotu wolejem prosto w siatkę zaskoczonego, niemal wmurowanego w murawę Flavio Romy. Było już 1:0. Wkrótce Alberto został ukarany za zdjęcie koszulki w geście radości żółtą kartką. Lekkość i swoboda z jaką ten zaledwie 19-letni Brazylijczyk grał w wielkim finale jest niesamowita. Zagrał bez żadnych kompleksów, pokazując, że wyszkolenie techniczne i zmysł piłkarski może ukształtować się w każdym wieku. Mecz w jego wykonaniu wyglądał tak, jak gdyby umówił się z kimś na koleżeński sparing na boisku szkolnym. Sądzę, że cena za tego zawodnika po meczu z As Monaco już jest niebotyczna - i będzie stale rosła. 41. minuta: następna akcja Monaco i... kolejny spalony. Tym razem sam na sam z bramkarzem był Bernardi, ale jego zamiary ukrócił nie tylko gwizdek arbitra, ale przede wszystkim wspaniały wślizg goalkeepera FC Porto. Pod koniec połowy cudowną akcję przeprowadził podirytowany nieporadnością kolegów Hugo Ibarra - pomocnik AS. Wydryblował Costinhę, minął z obiegu kolejnego defensora Porto i odchodzącym od bramki podaniem chciał uruchomić wchodzącego wślizgiem Morientesa, który nie trafił w piłkę. Po przerwie nieoczekiwanej zmiany dokonała wschodząca gwiazda trenerska - genialny taktyk z Porto - Jose Murinho - zdejmując dopiero co rozgrzanego Carlosa Alberto, zastępując go Alejniczewem. Czas pokaże, że było to zagranie trenerskie godne mistrza. Zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy, już nie zmasowane, ale szaleńcze próby uzyskania kontaktowego gola podjęło AS Monaco. Znakomite podanie do Prso na polu karnym było wielkim zaskoczeniem nie tylko dla perfekcyjnie zorganizowanej w tym dniu obrony Porto, ale przede wszystkim dla samego... Dado Prso. gdyby ten lepiej przyjął niemal 30-metrowe podanie ze środka pola, być może Vitor Baia byłby zupełnie bezradny wobec jego strzału. W 62. minucie kolejna pomyłka arbitra bocznego wstrząsnęła sumieniami kibiców z księstwa Monaco. Po podaniu Prso Morientes bezapelacyjnie znajdował się na jednej linii z Ferreirą. Po raz kolejny sędzia liniowy (posługujący się nowymi chorągiewkami w paski) wpłynął nie tylko na wynik, ale na psychikę Monaco. Ta zaprzepaszczona sytuacja zupełnie podłamała podopiecznych trenera rogu (wg mnie) - Didiera Deschampsa. Wkrótce desperackie strzały z dystansu Morientesa i spółki sprawiły, że niejeden kibic mógł po meczu pochwalić się posiadaniem oryginalnej piłki z finału LM. Duża przewaga Porto utrzymywała się do 71. minuty, dlatego, że później była już miażdżąca.

W tym czasie znakomity kontratak po zupełnym zagapieniu się obrony Monaco wykorzystało Porto. W sytuacji trzech na trzech Alejniczew skupił na sobie uwagę zdezorientowanych i zziajanych 80-metrowym powrotem pod własną szesnastkę obrońców z Francji. Oddanie piłki do niepilnowanego Deco. A ten niezwykł marnować takich sytuacji, zwłaszcza w historycznym dla Porto meczu. zaczekał, aż Rodriguez i Evra zbiegną się na linię jego strzału i z właściwą sobie precyzją przysadził w przeciwnym kierunku. Po zdobyciu gola pomocnik Porto cieszył się jak dziecko. Przy jego strzale Roma był bez szans, a jego mina dobitnie równała się też z sytuacją Monaco. A ta była opłakana. Odtąd każda akcja Monaco była chaotyczna, niezorganizowana i nerwowa. Ale jakaż mogła ona być, jeśli czas płynął nieubłaganie szybko i działał korzystnie dla poderwanego widmem srebrnego pucharu Europy rywala? Ale korrida na Arena auf Schalke nie była zakończona. Decydujący cios w stronę byka z Monaco padł w 74. minucie. Wprowadzony za Alberto Rosjanin Alejniczew po znakomitej akcji Derleia, którego podanie odbiło się jeszcze od Rothena znalazł się sam przed bramą do szczęścia. A ta była jeszcze strzeżona przez jednego smoka. Był nim Roma, który pragnąc sparować potężny strzał Alejniczewa złożył się w kulkę. A jak wiadomo wszystko po obłej powierzchni łatwo się zsuwa... Bez żadnych złudzeń. Przy wyniku 3:0 już nic nie wychodziło zespołowi debiutującemu w finale Champions League.

Ostatnie minuty meczu należały do bramkarza Porto. Dwa razy został on zmasakrowany przez zdesperowanych napastników rywala. Najpierw w 78. minucie po rzucie rożnym został przygnieciony i zdeptany przed dwóch zawodników Monaco, których tożsamości nie ustaliłem, ponieważ koktajl zlepionych ciał, jaki się wówczas wytworzył uniemożliwił mi to. Ale to wydarzenie było niczym wobec tego, co uczynił Hugo Ibarra. W pełnym pędzie cztery minuty potem wbił się z wychodzącego z własnej "budy" Baię. Na stadionie Schalke widzieliśmy kawałek niezłego kung-fu.

Dodatkowo trzeba zaznaczyć, iż to co widzieliśmy w wykonaniu zespołu z Porto, może być wspaniałym preludium przed koncertem gry, jaki w połowie czerwca rozpocznie się w ojczyźnie tego klubu. Koncercie EURO 2004!



AS MonacoFC Porto
03
Składy:
RomaBaia
IbarraFerreira
RodriguezJorge Costa (zółta)
Givet (72. Squillaci)Carvalho
EvraValente (żółta)
BernardiCostinha
ZikosManiche
Cisse (64. Nonda)Mendes
RothenDeco (85. Pedro Mendes)
Giuly (24. Prso)Carlos Alberto (żółta) (60. Alejniczew)
Morientes
Bramki: Carlos Alberto (38), Alejniczew (71), Deco (74)
sędziował: Kim Milton Nielsen (Dania)
Stadion: Arena auf Schalke (Gelsenkirchen)
widzów: 53 000 + miliony przed telewizorami...
animator-amator

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl