jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

Listy paschalne do Dobrego Człowieka: Ostatnia samotność

Pierwszy list
Drugi list

Wielka Sobota, 3 kwietnia 2010 r.

Dobry Człowieku!

Czy nie czujesz tej pustki obnażonego krzyża? Czy nie czujesz pustki przed zapieczętowanym grobem? Tylko ten, kto nie myśli, nie pyta się co dalej. Bo przecież trzeba żyć. Choć wstyd i płacz i lament. Dla Ciebie wczoraj Chrystus umarł na krzyżu. Bał się, cierpiał, ale nie walczył. Nie w taki sposób jak Ty walczyłbyś, gdybyś jako niewinny został oskarżony i skazany w tak absurdalny sposób. Chrystus walczył inaczej- bo walczył o Ciebie, nie o Siebie.

I dzisiaj, kiedy Jego Najświętsze Ciało spoczywa w grobie, a Ty zostałeś wraz z innymi nie wiedząc co począć po odejściu Mistrza, widzisz jak Twoje życie wygląda bez Niego. Przez ostatnie miesiące, może lata, może nawet przez całe swoje życie szedłeś za Nim. Teraz, gdy musisz iść sam, widzisz, że jest ciężej. A przecież cały ten czas mówił o swojej śmierci, że zostanie wydany za życie ludzi. Nie znasz słów, by określić ton Jego głosu czy spojrzenie, gdy to mówił. Były jakieś takie... dziwne. Teraz, gdy Go nie ma obok Ciebie i możesz jedynie zbliżyć się do Jego grobu rozumiesz czym były przepełnione Jego słowa. Miłością do Ciebie! A tyś nie uczynił nic!

Bóg jednak nie chce byś się załamywał i oskarżał. Towarzyszyłeś mu przed Ostatnią Wieczerzą, w Jej trakcie, później w Ogrójcu, przed Piłatem i w drodze na krzyż. Widziałeś wszystko, wszystko słyszałeś. Jeśli teraz się załamiesz nie zrobisz z tego użytku. Bóg zawsze daje Ci wolny wybór, ale nie ukrywa czego od Ciebie oczekuje. Mówi o zasadach, które musisz zachować, aby osiągnąć życie wieczne. Teraz też daje Ci wybór. Możesz uciec, zamknąć się w swoim pokoju i udawać, że nic się nie stało. Możesz także odejść, aby z dala kontemplować wszystko to, czego nie jesteś w stanie pojąć: Bóg dał się za Ciebie ukrzyżować, poddał się haniebnej i męczeńskiej śmierci, ale przed nią wycierpiał tyle, ile Ty nie zdołałbyś wytrzymać dla nikogo, choćbyś nawet miał więcej żyć niż jedno. Ale najlepszym wyjściem, o czym wiesz najlepiej, jest wyjście do ludzi - do tego jednak nikt Cię nie zmusi. Widziałeś ilu z nich patrzyło na Jezusa podążającego na Golgotę. Ilu Twoich znajomych nie zainteresowało się nawet tym wydarzeniem. "Syn cieśli umierający na krzyżu? Podczas, gdy mogę obejrzeć w telewizji dobry film, pograć na komputerze lub zwyczajnie nie robić nic? Przecież dziś wolne od szkoły, studiów, pracy". Twoi znajomi być może nie rozumieją różnicy między wolnością, a biernością. Ważne, że Ty ją dostrzegasz.

A wiara i wiedza mają wbrew pozorom bardzo dużo wspólnego. Bo jaki jest pożytek z wiedzy jeżeli z nikim jej nie dzielisz? A jaki z wiary, której nikomu nie pokazujesz? I tutaj jest podobnie. Jeżeli oni nie chcieli przyjść, by zobaczyć największą Miłość, musisz im o Niej opowiedzieć. Ty nie tylko o Niej wiesz, nie tylko w Nią wierzysz, ale widziałeś Ją na własne oczy. Oni nie mieli tego szczęścia, więc cóż mogą wiedzieć o prawdziwej Miłości? Musisz im powiedzieć o śmierci Jezusa i o tym, że pozwolił się ukrzyżować także dla nich. Nie dlatego, że nie potrafił się bronić. Nie dlatego, że chciał odejść. Ale dlatego że Was wszystkich umiłował.

I tylko w głowie kołatają słowa o trzech dniach...

Zatroskane
Twoje sumienie
Tekst: Tomasz Adamski
Czwarty list

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl