jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

Listy paschalne do Dobrego Człowieka: Ostatnia droga

Pierwszy list

Wielki Piątek, 2 kwietnia 2010

Dobry Człowieku!

Wróciłeś z dziwnej i męczącej drogi, nieprawdaż? Niewiele z niej pamiętasz, niewiele wiesz. Przypomnę Ci, bo ja wiem dużo. Wiem też kim na niej byłeś. A Ty?

Być może to Ty złożyłeś zdradziecki pocałunek na Chrystusowym policzku. Przecież lubisz dowodzić ludźmi i mógłbyś przyprowadzić całą kohortę, by pojmać Chrystusa. A może najbardziej brzydzisz się zdradą, dwulicowością i to Tobie Chrystus kazał odłożyć broń, kiedy odciąłeś ucho Malchosowi? W końcu niejednokrotnie w dobrej wierze robisz coś, co Jezus później musi naprawić. A może to Ty się dzisiaj go wyrzekłeś? Jesteś bojaźliwy, a Pan przecież przebacza nie takie grzechy. Może byłeś dziś sędzią? Przecież coś w tej układance nie pasuje i musiałeś to znaleźć. Ludzie by Cię wtedy uwielbiali, ale niestety, wciąż brakowało Ci argumentu.

A może byłeś biczującym? Tak bardzo lubisz pokazywać moc swoich rąk, po czym oczekujesz podziwu kolegów, bo przecież siła to Twój największy atut. Chociaż nie! Twoim największym plusem jest poczucie humoru! Ile razy udało Ci się doprowadzić do łez rozbawienia wszystkich kolegów? Niektórzy z nich mieli raczej w oczach łzy rozpaczy, gdy to ich wziąłeś na język, ale to nieważne. Mam rację? W takim razie purpurowy płaszcz to Twój pomysł, gratuluję! Masz przy sobie wiernych uczniów kpiarstwa. Jeden z nich dał nawet Chrystusowi ocet, gdy ten był na krzyżu. Nie zapomnij wystawić mu dobrej oceny, jeśli to Ty jesteś tym żartownisiem! Nie dziwię się, że przeczysz.

W takim razie może stałeś w tłumie? Arcykapłani prosili - dwie pieczenie na jednym ogniu: uratowałeś świat przed wichrzycielem i zarobiłeś trochę pieniędzy, a tych nigdy nie za dużo. A koszty własne? Niewielkie. "Precz! Precz! Ukrzyżuj go!" - każdy głupi by się nauczył. Nie? To może jednak Piłat? Czasami jest Ci trudno podjąć sprawiedliwą decyzję - przedłożyć czyjeś dobro nad swoje. Poza tym zastraszyli Cię! Zagrozili Ci! Czyż to nie usprawiedliwienie?

A może poszedłeś dziś z Nim razem na Golgotę? Widziałeś jak spotkał własną Matkę, jak upadał pod krzyżem. Widziałeś Cyrenejczyka. I właściwie już miałeś wyjść pomóc Chrystusowi, prawda? Szkoda, że to Weronika Cię ubiegła. W sumie mogłeś też być żołnierzem, który przybija gwoździem dłonie i stopy do krzyża, a później przebiłeś Jego bok. Rozkaz, to rozkaz, nie Tobie oceniać czy mądry. A przecież Ty byłeś najroztropniejszym z żołnierzy i to Ty wpadłeś na pomysł grania w kości o szaty Chrystusa. Roztargać taki piękny materiał? Przecież z niego można zrobić piękne ubrania. Takie modne, nigdy takich nie miałeś.

W sumie mogłeś też wytrwać do końca, do ostatnich słów. Aż Tobie stojącemu pod krzyżem Chrystus nakazał opiekować się Jego... Twoją Matką, a Ciebie nazwał Jej synem. Jako jeden z Jego uczniów mogłeś także poprosić o ciało Chrystusa, by złożyć je w swoim prywatnym grobie. W końcu Ty jeszcze żyjesz, On już nie. A może to Ty byłeś Nikodemem, który pomógł w pogrzebie, mimo innych obowiązków, związanych na przykład ze świętem Paschy?

Jedno wydarzenie, a mogłeś być wszędzie, przyjąć jakąkolwiek postawę. I co wybrałeś? Ja wiem, ale mogę Ci tylko podpowiedzieć. Znaleźć ostateczną odpowiedź musisz samodzielnie. Kim byłeś? Zastanów się co odpowiesz, gdy spytają, czy nie widzieli Cię z Nim w ogrodzie. Bo zapytają na pewno!

ze łzami w oczach
Twoje sumienie
Tekst: Tomasz Adamski
Trzeci list
Czwarty list

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl