jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

O co tak naprawdę chodzi światu?

"Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia lub figi z ostu?"
Mt 7, 15-16

Ostatnio pojawią się osoby, które próbują niszczyć autorytet Kościoła poprzez promowanie takich dzieł jak "Kod Leonarda da Vinci" czy ewangelii Judasza, bądź też poprzez szukanie przysłowiowego "wczorajszego dnia" w teczkach IPN-u, bawiąc się w "teczkowych cowboyów" polujących na kolejnych duchownych, którzy rzekomo mieli być agentami Urzędu Ochrony Państwa w czasach PRL-u. Codziennie media zalewają nas falami nowych sensacji. Za niedługo dojdą do wniosku, że ś.p. Jan Paweł II też był agentem SB. Widocznie się ludziom nudzi... Uważajcie na fałszywych proroków woła do nas Chrystus. To zawołanie pozostaje aktualne także dzisiaj. Bo to właśnie dziś, wielu ludzi próbują mącić odwieczną prawdę, prawdę, która przetrwała 2000 lat! Prawdę, za którą tysiące ludzi oddało swe życie na przestrzeni wieków. Najgorsze jest to, że wielu ludzi, którzy podają się za katolików, wierzy w te historie wyssane z palca.

Ostatnimi czasy dużo mówiło się o ewangelii Judasza, zdrajcy, który wydał Chrystusa, sprzedając go za 30 srebrników. Te 30 srebrników jest symboliczne, ponieważ w tamtych czasach była to cena jaką płacono za jednego niewolnika. W owej "Ewangelii" są opisane dzieje Jezusa widziane oczami Judasza. Możemy się z niej niby "dowiedzieć", że tak faktycznie Judasz nie zdradził Jezusa ale wypełnił wolę Bożą, którą miał w swoich widzeniach. Jednym słowem cały ten apokryf (ewangelia nie zatwierdzona przez Kościół) zaprzecza wszystkim faktom, które potwierdzają nie tylko Ewangeliści lecz także, żyjący w owych czasach kronikarze rzymscy tacy jak Tacyt czy Pliniusz Młodszy.

Teraz czas na omówienie "Kodu Leonarda da Vinci". Czytałem tą książkę i muszę przyznać, że Brown ma doskonały styl i książkę się czyta szybko i przyjemnie. Tyle, że książka ta powinna być raczej komedią typu science-fiction, bo takie historie są naprawdę wzięte z kosmosu. Nieźle się uśmiałem przy lekturze tej książki. Choć przyznaję, iż to chyba wcale nie jest śmieszne, skoro duża część czytelników uznała, że Dan Brown mówił rację. Podejrzewam, że autor tej książki sam nie wierzy w to co napisał, zależało mu tylko i wyłącznie na zyskach. A co najlepiej się sprzedaje jak nie sensacja? Niestety ludzie chwytają te proste sztuczki marketingowe i wierzą w przekazy, które nie są niczym powiązane z prawdą historyczną.

Tak, więc reasumując tą moją krótką, aczkolwiek płynącą z głębi mego serca refleksję, chciałbym zaapelować do wszystkich, by nie wierzyli wszystkiemu co usłyszą. Często bywa tak, że ludzie próbują niszczyć autorytet Kościoła, wymyślając różne historie nie mające pokrycia. Niestety wielu katolików daje się nabrać tym "fałszywym prorokom", przez co często tracą wiarę. Szczególnie podatni na to są młodzi ludzie tacy jak my. Dlatego pamiętajmy by zawsze strzec dobrego imienia Kościoła, imienia Jezusa Chrystusa, któremu wyłącznie mamy wierzyć.

Michał Makowski

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl