jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

Czy Niccolo miał rację?

Niccolo Machiavelli napisał kiedyś "książeczkę" pt. "Książę". Wszystko byłoby cacy, gdyby nie fakt, że została ona wpisana przez Watykan do indeksu ksiąg zakazanych. Dlaczego tak się stało i jaki to ma związek z ministranctwem? Już śpieszę z odpowiedzią!

Służyć - nie rządzić. Tak może ktoś powiedzieć początkującemu animatorowi prowadzącemu zbiórki i zajmującemu się grupą powierzonych mu łobu... to znaczy ministrantów. Nikt oczywiście nie chce żelaznego reżimu wprowadzanego przemocą i krzykiem, bo nie o to chodzi. Poza tym tacy animatorzy będą zapewne spotykać się z niechęcią i wrogością swoich podopiecznych, a tego nie chcą ani oni, ani pozostawiony im na pożarcie przełożony. Jak więc zadowolić rozrabiających maluchów i zdruzgotanego rzeczywistością animatora?

Wróćmy jednak do Machiavellego. Człek był to dziwny, jak dziwne były jego poglądy. Sądził, że władza jest dobra tylko wtedy, kiedy jest skuteczna. A, przyjmijmy na początek, że relację animator-ministrant nazwiemy władzą.

Otóż ta skuteczność jest usprawiedliwiona wszystkimi czynnikami. Rządy władcy to uosobienie nieustannej walki z ludem, z jego skłonnościami do przewrotności i gniewu. Władca żyje więc w nieustannym napięciu. Właśnie dlatego Machiaveli dostarcza mu w ręce jego broń - ten ma prawo posuwać się do zbrodni, przemocy, sprytu i podstępu, byle tylko zapewnić dobrobyt państwu i utrzymać władzę silnej pięści. Efektywność za wszelką cenę. Oj, straszna wydaje się wizja takich rządów; zapewne zaraz ciurkiem poleje się krew opozycji i popłyną łzy uwięzionych. Nikt nie chciałby raczej żyć w tak przygnębiających warunkach, choć wiele lat temu i nasz kraj był pogrążony we mgle konspiry i strachu przed okupantem. Nic więc dziwnego, że Machiavellego uznano za głosiciela amoralności i "mąciwodę", a wkrótce jego życiowe dzieło "Książę" (Il Principe) zostało włączone przez Stolicę Apostolską do Index Librorum Prohibitorum.

Jednak właśnie jego swoista filozofia władzy zainspirowała mnie do tego piśmidła, które właśnie moi drodzy czytelnicy wiercicie oczami. Nie chce oczywiście stawiać przekonań Machiavellego jako wzoru odnoszącego się w jakikolwiek sposób do religii. A ponieważ nurtując kontrowersyjne poglądy Włocha nie sposób nie odnieść go do dzisiejszych czasów. Gdyby schodzić po drabinie z napisem "siłą" na szczebel nazwany "dobrocią", nie możemy pominąć pytania, które wielu dręczy od dawna. Jak postępować z młodszymi ministrantami tak, aby słuchali, nie wchodzili na głowę, a z drugiej strony nie pocili się ze strachu na nasz animatorski widok. Siłą czy dobrocią? Niełatwe jest to pytanie, jak trudną byłaby jednoznaczna próba odpowiedzenia na to, czy Niccolo był zły. Miałem okazje brać udział w zajęciach w obu przypadkach. Kiedy z twarzy animatora płynął strumień pogodnej miłości, przebaczającej wszystko, z okien omal nie wyleciały szyby. Raz rozjuszona grupa potrafi do końca spotkania się nie uspokoić. Oni bawią się świetnie, ale zarówno ty, jak i temat zajęć - leżą. Wdzięczność ministrantów bywa jednak krótkotrwała. Jeśli zbytnio "skumplują" się ze swoim opiekunem może się to marnie skończyć. Nie będą Cię słuchali, ponieważ w ich "drabinie wartości koleżeńskich" będziesz się znajdował nie nad, ale obok nich. Będą posłuszni okazyjnie i z przymrużeniem oka. Wszystko cokolwiek powiesz, jeśli wcześniej zanadto żartowałeś, będą odbierali jako kolejny kawał. Jeśli zdołasz na nich nakrzyczeć (jak zdołasz...) albo Cię wyśmieją, albo doznają szoku i z poprawnej relacji nici. Przypadek drugi. Jeśli będziesz śmiertelnie poważny i sztywny, uznają, że jesteś ich wrogiem. Zamiast wykonywać polecenia będą się buntować i sprzeciwiać, byle tylko pokazać, że nie jesteś wyższy od nich. Zbiórki, choć pozornie prowadzone dobrze, będą tylko kumulować w nich gniew do Ciebie i staną się dla nich uciążliwym stresem. Oba wizerunki, zarówno z pozycji prowadzącego, jak i odbiorcy są, co by nie przebierać w słowach: "do kitu".

Ze swojej strony mogę zauważyć, że konieczne jest zastosowanie pewnej równowagi między skrajnościami. Należy być stanowczym, ale nie wrednie-dowcipnym, ale też nie przesadnie rozlazłym. W pewnym wieku należy Ci się, drogi animatorze odrobina szacunku, który powinien być pierwszym odruchem, jaki trzeba "wydusić" z ministrantów. Oni po prostu muszą wiedzieć kto tu rządzi, ale też powinni Cię znać z dobrej strony, jako wyrozumiałego i cierpliwego "ludzia". Jeśli na twój widok w zakrystii zamykać się będą drzwi do pomieszczenia dla ministrantów to wiedz, że już jest niedobrze. Z kolei muszę przyznać, że doświadczenie boleśnie doświadczyło mnie czymś gorszym. Niektórzy zbytnio zżyli się ze mną, a to jak wiemy prowadzi do zatracenia poczucia wyższości. Swoją postawa kreujemy młodemu wzór, zamiast kierować go na drogę naśladowania Boga. Nie jesteśmy "nadrzędną siłą wspomagającą"- stajemy się zrzędzącym starszym kumplem.

Myślę, że w "wychowaniu" sobie przyzwoitych podopiecznych i dobrym prowadzeniu formacji ministranckiej najistotniejsze są trzy czynniki. Po pierwsze. Budowanie w innych poczucia szacunku i zaufania. Nie pozwalaj im skakać po Twojej głowie. Jeśli ktoś nieustannie podważa Twój autorytet, pyskuje czy narzeka - poproś go na prywatną rozmowę. Im szybciej zmiażdżysz zagrożenie, tym, jak mówi artykułowy Niccolo, skuteczniej. Dwa. Rozmowa. Im częściej rozmawiasz z nimi, tym lepiej poznają Ciebie, a ty ich. Nie wyobrażam sobie tworzenia zaufania bez tej najprostszej, a jakże czasem najskuteczniejszej relacji z człowiekiem. Prowadzone zajęcia musisz skonstruować tak, żeby ich zaciekawiły, a nie przysparzały kolejnej okazji do tępego wpatrywania się w tarczę zegara z pytaniem: "Ile jeszcze?..." I wreszcie po trzecie i chyba najbardziej oczywiste. Bądź z powierzonymi Ci ministrantami, a także z najmłodszymi. Nie może być tak, że nie znasz kogoś ze swojej grupy; nie wiesz jaki jest. W przeciwnym razie będziesz dla nich intruzem spotykanym raz na tydzień. Poza tym kontaktując się z tymi najmniejszymi "kajtkami" budujesz sobie bezcenny pomnik szacunku i w przyszłości nie grozi ci przesłonięcie im wyższego autorytetu- Boga. Sądzę, że za rok o tej porze będę mógł cosik więcej powiedzieć na ten temat.

A Ty tymczasem, drogi animatorze - uważaj, bo nigdy nie wiadomo, kto przybędzie do Twej formacji...

Piotr Lewandowski

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl