jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

Najsłynniejszy proces świata


Słyszało o nim około 40% populacji, gdyż mniej więcej tylu jest obecnie chrześcijan na świecie. Stanowi najbardziej bezpośrednie preludium dzieła zbawczego. Czytany dwukrotnie do roku, w jednej z synoptycznych wersji, a także metafizycznym opisie Janowym, wydaje się być najlepiej znanym wydarzeniem całego Pisma. I tu jest racja – wydaje się…

Rys geohistoryczny

Na samym początku koniecznym wydaje się określenie punktu w czasoprzestrzeni historycznej, stanowiącym scenę procesu. Nie jest to jednak proste zadanie. Autorzy Ewangelii, które stanowią najlepsze źródło poznania przebiegu procesu, nie precyzują kiedy miał on miejsce. Św. Łukasz podaje, że początek publicznej działalności Jezusa, zainicjowanej przez chrzest w Jordanie, miał miejsce w 15 roku panowania Tyberiusza Cezara (Łk 3,1). De facto nawet określa tylko, że w tym czasie działalność swoją rozpoczął Jan Chrzciciel, nie precyzując ile czasu upłynęło do spotkania tych dwóch postaci. W oparciu o rzymskie źródła początek panowania Tyberiusza datuje 767 roku od założenia miasta Rzym, tak więc opisane wydarzenie musi przypadać na 27/28 rok po narodzeniu Chrystusa (według współczesnego systemu). Na podstawie zawartych w Ewangelii św. Jana informacji wiadomo znowu, że Jezus odbył trzy podróże do Jerozolimy, łączone z żydowskim świętem Paschy. O ile przy pierwszej i ostatniej święto to jest wspomniane, to przy drugiej autor tylko wspomina o żydowskim święcie (J 5,1). Jeśli za tradycją przyjmując, że ono także było żydowską Paschą, można uznać, że działalność publiczna Jezusa trwała trzy lata. Nie do końca bezpiecznym jest jednak wybiórcze traktowanie Ewangelii w celu poparcia pewnej tezy. Stanowią one niejako odrębne historie, zawierające informacje o Jezusie i jego życiu, będące ze sobą w zgodzie, jednak posiadające odmienny charakter. Ewangelie synoptyczne przedstawiają życie Jezusa jako proces, którego zwieńczeniem są wydarzenia w Jerozolimie. Jan skupia się bardziej na doświadczeniach metafizycznych. Stąd też na przykład rozbieżność w wypadku oczyszczenia świątyni, które u Jana dokonało się podczas pierwszej podróży, zaś u pozostałych autorów tuż przed samą męką.

Jeśli połączyć ze sobą datację u Łukasza z trzema latami działalności u Jan uzyskamy rok 30 po narodzeniu Chrystusa uznawany przez część historyków. Druga grupa opowiada się za rokiem 33, głównie przez wzgląd na przyjęty wiek Chrystusa w momencie śmierci. Niestety próba powiązania tych dwóch faktów jest jeszcze bardziej karkołomna. Brak tu niestety punktu odniesienia, którym jest narodzenie Jezusa. Obecnie w nauce przyjmuje się, że miało ono miejsce między 12 rokiem przed, a 7 rokiem po narodzeniu Chrystusa (jakkolwiek paradoksalnie to nie brzmi). Także sam wiek, 33 lata, ma bardziej znaczenie symboliczne niż rzeczywiste. Liczba ta uznawana jest za doskonałą, ponieważ jej składowymi są dwie trójki – boskie cyfry (o związku z Trójcą Świętą przypominać nie trzeba). Przychylając się do głosu zwolenników roku 30 można obliczyć, że Święto Paschy miało miejsce 8 kwietnia, zaś dla zwolenników drugiej teorii przypadło 4 kwietnia. Tutaj pojawia się następny problem. Synoptycy twierdzą, że Jezus spożywał ucztę Paschalną w święto Paschy (Mt 25,17; Mk 14,12; Łk 22,7), zaś u św. Jana czytamy, że miało to miejsce przed świętem (J 13,1). Pewnym jest, że, ukrzyżowanie miało miejsce w przeddzień szabatu Święta Przaśników, trwającego siedem dni po święcie Paschy.

Miejscem wydarzeń była Jerozolima, duchowa stolica żydowskiego narodu. Ziemie, które przemierzał Jezus od blisko stu lat znajdowały się w obrębie państwowości rzymskiej. W roku 63 aC rzymski dowódca Gnejusz Pompejusz, niejako na życzenie walczących o tron Hirkana i Arystobula z dynastii hesmonejskiej, podbił Judeę i podporządkował ją rzymskiej prowincji Syrii, pozostawiając jednak na jej czele miejscowego władcę, zaś w 6 roku pC, ponownie na życzenie samych Żydów, została utworzona samodzielna prowincja Judea na czele której stał rzymski namiestnik. Takim właśnie namiestnikiem, między rokiem 26 a 36 pC był Poncjusz Piłat. Administracyjną stolicą prowincji była Cezarea Nadmorska, w której znajdował się pałac wybudowany przez Heroda Wielkiego, stanowiący miejsce stałego pobytu zarządcy. Jednak na czas większych świąt żydowskich, głównie ze względu na niebezpieczeństwo wybuchu rebelii, namiestnik zobowiązany był przenieść się do jerozolimskich pałacu Heroda lub do Twierdzy Antonia. Na jego użytek przy pacyfikacji prowincji było dostępnych ok. 3000-6000 żołnierzy, zgrupowanych w pięciu kohortach piechoty i jednej alae jazdy, którzy w razie niepowodzeń, mogli liczyć na wsparcie z sąsiedniej Syrii, dysponującej większą ilością sił zbrojnych. Sam namiestnik, obok sprawowania władzy administracyjnej i militarnej w powierzonej mu prowincji, stanowił także organ sądowniczy w sprawach karnych, a także gardłowych, zaś procesy religijne pozostawione były lokalnemu trybunałowi - Sanhedrynowi, głównie ze względu na zawiłość żydowskich zwyczajów i praktyk. Właśnie te uprawnienia doprowadziły do przecięcia się ścieżek Piłata i Jezusa.

Zarzuty i pierwszy proces

Przemierzając Ziemię Świętą Jezus wielokrotnie stawał w opozycji do żydowskich nauczycieli wyjaśniając właściwe rozumienie Prawa i Proroków tak faryzeuszom, jak i saduceuszom, czy też uczonym w prawie. Zazwyczaj były to spory o podłożu religijnym dotyczącym np. przestrzegania szabatu czy też kwestii zmartwychwstania. Nie przysporzyło Mu to zwolenników wśród kręgu adwersarzy, jednak nie niosło ze sobą nadzwyczajnego niebezpieczeństwa. Ewangeliści podkreślają, że chcieli oni pochwycić Jezusa w mowie, przez co obniżyć Jego autorytet wśród ludu. Prawdziwym niebezpieczeństwem okazał się konflikt z arystokracją świątynną i arcykapłanami, które zakończyło się dla Jezusa śmiercią. Według św. Jana do pierwszego starcia doszło podczas oczyszczenia świątyni przy pierwszej wizycie Jezusa w Jerozolimie po chrzcie w Jordanie. Eskalacja konfliktu miała jednak miejsce podczas ostatniej pielgrzymki. Wszystko rozpoczęło się wraz z triumfalnym wjazdem Jezusa do świętego miasta. Witany jak król, korzystający z królewskich uprawnień, które opisał w drugiej części Jezusa z Nazaretu Benedykt XVI, wywołał niemałe poruszenie w Jerozolimie. Jeśli dodać do tego sumę wszystkich cudów, których Jezus dokonał, wraz z kulminacyjnym wskrzeszeniem na kilka dni wcześniej Łazarza – wydarzeniem świadczącym o niezwykłej mocy Jezusa – nie można się dziwić przerażeniu, którego doświadczyli arcykapłani. Widząc zwiększoną ilość żołnierzy rzymskich, a także ogromny tłum ludzi zamkniętych w murach miasta obawiali się wybuchu powstania. Powstania, które zagrażało nie tylko ich pozycji społecznej czy nawet groziło utratą życia, ale także mogło zniszczyć cały naród – o czym mówił Kajfasz na posiedzeniu Wysokiej Rady. Jej członkowie mieli jeszcze w pamięci niedawne krwawo stłumione powstania różnych obwoływanych przez naród mesjaszy. Ten naród, za który kapłani poczuwali się odpowiedzialni. Dlatego to uznano, „że lepiej (…) gdy jeden człowiek umrze za naród, niż miałby zginąć cały naród”. Na wniosek Sanhedrynu Jezus został pojmany w ogrodzie Getsemani, po którym odbył się pierwszy proces. Św. Jan wspomina jako jedyny o wstępnym przesłuchaniu u Annasza, po którym nastąpiło właściwe przed arcykapłanem Kajfaszem i całą Wysoką Radą, którą zwołano w pośpiechu w środku nocy. Nocne posiedzenie było nie zgodne z rzymskim prawem i tradycją żydowską, które zakładały możliwość zwoływania posiedzeń tylko za dnia. Do tego sam przebieg procesu może budzić zastrzeżenia. Za wszelką cenę chciano wydać wyrok skazujący na śmierć, jednak okoliczności nie sprzyjały oskarżycielom. Z zeznań świadków nie można było sformułować jasnego aktu oskarżenia obciążonego karą śmierci. Zabrakło także zgodności co najmniej dwóch świadectw, która była konieczna w podobnym wypadku (Mk 14,59). Dlatego arcykapłan zdecydował się na wybieg gwarantujący sukces: zapytał czy Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym. Twierdząca odpowiedź, po której teatralnie zostały przez Kajfasza rozdarte szaty na znak ogromnego wzburzenia, wystarczyła, aby uznać oskarżonego za winnego bluźnierstwa i skazać na śmierć. Jednak wyrok nie mógł zostać wykonany dopóki nie uzyskał akceptacji ze strony władz rzymskich. Z tego powodu z samego rana został Jezus przetransportowany do pałacu Piłata.

Przed Piłatem

Namiestnik zapytał o co Jezus jest oskarżony. Dalsza część dialogu ukazuje zmianę zarzutów względem ustalonych w nocy. Odpowiedź o niemożności wydania wyroku śmierci przez starszyznę żydowską sygnalizuje, że Jezus nie będzie skarżony o bluźnierstwo. Padają słowa o wzniecaniu niepokojów społecznych, namawianiu do zaprzestania płacenia podatków, a także przywłaszczenie sobie godności królewskiej. Skąd ta nagła zmiana? Gdyby Piłat usłyszał zarzut, którym skończył się proces przed Sanhedrynem, zapewne zachowałby się w sposób podobny do Galliona, prokonsula Achai, przed którego Żydzi z Koryntu wnieśli oskarżenie przeciwko św. Pawłowi: Gdyby tu chodziło o jakieś przestępstwo albo zły czyn, zająłbym się wami, Żydzi, jak należy, ale gdy sprawa toczy się o słowa i nazwy, i wasze Prawo, rozpatrzcie to sami (Dz 18, 14n), jednak wobec podobnych treści nie mógł zostać obojętnym. Wszystkie trzy oskarżenia dotyczyły crimen laese maiestatis – zbrodni obrazy majestatu. Piłat zapytał Jezusa czy przyznaje się do ostatniego oskarżenia, zaś po otrzymaniu odpowiedzi twierdzącej doszedł do wniosku, że jest niewinny. Zachował się w sposób zapewne podobny do większości z nas, gdybyśmy znaleźli się na jego miejscu. Oskarżony przyznaje się do winy, nie próbując zaprzeczyć ani wyjaśniać. Krótko stwierdza Tak, Ja nim jestem, wiedząc jaki spotka Go los. Wniosek nasuwa się jeden: musi być niepoczytalny. Niepoczytalność, podobnie jak i dziś była wystarczającym krokiem do uniewinnienia. Jednak oskarżyciele nalegają dalej. W tym momencie w opisie św. Łukasza Piłat pyta o pochodzenie Jezusa, a dowiedziawszy się, że pochodził z Galilei, przekazał więźnia Herodowi. Wydarzenie to powoduje wśród badaczy liczne kontrowersje. Dlaczego Piłat odesłał więźnia do niezależnego namiestnika oddzielnej prowincji, przebywającego w tym czasie na obcym terenie, przez co nie posiadającego władzy sądowniczej? W prawdzie Jezus był bezpośrednim poddanym Heroda (jako Galilejczyk), a także większość swojej działalności spędził na terenie jego tetrarchii, jednak w danym momencie nie miało to żadnego znaczenia. Możliwe, że Piłatowi zależało na poprawieniu stosunków z północnym sąsiadem, co poświadczają słowa Ewangelisty (23,12) lub po prostu chciał pozbyć się problemu, przenosząc go na kogoś innego. Herod był bardzo zainteresowany osobą Jezusa i mitem, który na Jego temat krążył. Chciał doświadczyć Jezusa, jak szatan na pustyni, co zostało w rewelacyjny sposób oddane w głośnym musicalu Jesus Christ Superstar A.L. Webbera. Przez cały proces i mękę wraca ta diabelska pokusa Jeśli jesteś Synem Bożym… Rozczarowany zwykłością Człowieka przed nim stojącego, wysłuchał oskarżeń po czym odesłał Go do Piłata, ubranego w lśniący płaszcz – symbol królewskiej władzy.

Dwa wyroki uniewinniające nie powstrzymały oskarżycieli. Dalej domagali się kary śmierci. Namiestnik Judei zorientował się, że Żydom za bardzo zależy na skazaniu Jezusa. Dlatego podejmował próby pogodzenia własnego stanowiska z ich nieustępliwością. Pierwszą z nich było wychłostanie oskarżonego. Chłosta mogła stanowić karę samą w sobie w wypadku drobniejszych przestępstw, lub też stanowić wstęp do kary głównej jaką na przykład było ukrzyżowanie, kiedy jednak przyjmowała raczej charakter biczowania. Zasadnicza różnica między nimi polegała na narzędziu wykonania wyroku. Chłosta polegała na uderzaniu kijami, które nie niosły większego niebezpieczeństwa dla karanego. Podczas biczowania używano jednak rzemiennego bicza, zakończonego haczykami rozrywającymi skórę, bądź ołowianymi kulkami, które przy odpowiedniej technice mogły nawet połamać żebra. Rzymskie prawo nie przewidywało określonej ilości uderzeń – ich ilość zależała od odporności winnego i oceny kata, zaś żydowskie prawo zakładało 39 uderzeń – po 13 na każde z ramion i klatkę piersiową. Biorąc pod uwagę okoliczności miejscowe można przypuszczać, że żołnierze rzymscy, dla których stanowiła ona jedyną rozrywkę i możliwość odreagowania podenerwowania wynikającego z napiętej atmosfery w mieście, nie szczędzili uderzeń. Potwierdza to także niewybredna zabawa, którą zorganizowali sobie kosztem Jezusa – purpura, korona cierniowa i policzkowanie. Ewangeliści ponownie nie są zgodni czy ubiczowanie było samodzielnym wyrokiem, czy też wstępem do ukrzyżowania. Tylko u św. Jana mamy wspomniane, że była to alternatywna kara, która jednak nie przyniosła zamierzonego skutku. Jednak opis przez niego pozostawiony pozwala raczej przypuszczać, że jest to wątek o charakterze moralizatorskim niż historycznym. Ewangelista chciał zapewnie pokazać, że wybór mniejszego zła, którym właśnie było to ubiczowanie, w żaden sposób nie pozwolą na uniknięcie większego, dostarczając jednak tylko większej ilości cierpienia. Synoptycy wskazują, że ubiczowanie odbyło się już po wydaniu wyroku, a przed samym ukrzyżowaniem, było zatem karą towarzyszącą, a nie zastępczą.

Przed samym wyrokiem Piłat odwoływał się jeszcze do lokalnego zwyczaju privilegium paschale, na mocy którego mógł ułaskawić jednego z więźniów ze względu na święto paschalne. W miejscu trybunału zdążył się już zebrać znaczący tłum ludzi. Od nich właśnie namiestnik oczekiwał, że zażądają uwolnienia Jezusa, wydanego przez starszyznę. Jednak tłum, którego część została przekupiona przez kapłanów, a reszta poddała się psychologii zbiorowej, domagał się uwolnienia Barabasza – aresztowanego za rozruchy w mieście i wynikłe w nich zabójstwo (jedno z oskarżeń wniesionych przeciwko Jezusowi). Kiedy i to zawiodło Piłat zasłonił się własnym osądem, wedle którego Jezus był niewinny. Jednak wzrastające wzburzenie, a także słowa Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem (amicus) Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi, sprawiły, że wydał wyrok skazujący. Właśnie to amicus Caesaris oznaczające nie tylko przyjaciela, ale także stronnika cesarskiego, było podstawą władzy Poncjusza Piłata. Groźba wniesienia przed cesarski majestat oskarżenia o wypowiedzenie tej przyjaźni kończąca się w najlepszym wypadku śmiercią winnego, zaowocowała w końcu wyrokiem, jakiego spodziewali się oskarżyciele. Później zasiadł na trybunale, wydał wyrok i obmył ręce. Samo obmycie rąk raczej nie było symbolem przeniesienia odpowiedzialności na Żydów, mimo towarzyszących temu słów, gdyż organ władzy ponosił pełną odpowiedzialność za podjęte przez siebie decyzje, jako jak raczej pogodzenia się z własną bezsilnością i sprzecznością osądu sumienia wobec wyniku procesu.

I w tym momencie zakończył się proces Jezusa. Proces, który zaowocował skazaniem na śmierć niewinnego człowieka. Proces, który pokazuje, że przepisy nie są stworzone dla bezpieczeństwa. Pokazujący, że prawo można bezkarnie naginać, aby w świetle tego samego prawa zapewnić korzystne dla siebie rozstrzygnięcie sprawy. Pokazujący, że w bezpośrednim zetknięciu ze złem nie można zasłaniać się przepisami, zagłuszając jednocześnie sumienie.


© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl