jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

Rzecz krótka o zabijaniu

...nudy oczywiście. Czyli jak młodzież (w tym ministranci) z parafii Chrystusa Króla w Katowicach, spędza wakacyjne popołudnia tudzież wieczory...

Pomysł zrodził się już dawno. I to nie w parafii katedralnej; granie w piłkę nożną to znany już od dawnych czasów sposób na zabicie nudy. I to sposób całkiem atrakcyjny. Tym razem jednak połączone w tym celu zostały siły zarówno ministrantów, jak i wspólnoty Oazowej. Nie ukrywam, że pomysłodawcami byli Ci drudzy (wreszcie coś zrobili... żartuję! :), a w szczególności parafialny opiekun młodzieży, ks. dr Jacek Plech. Inicjatywa miała na celu dalszą integrację obu grup parafialnych i ożywienie życia młodzieży.

Najpierw mecze piłki nożnej odbywały się cyklicznie co piątek lub sobotę; później (im bliżej błogosławionego czasu wakacji) graliśmy już co trzeci dzień. Areną naszych zmagań stał się stadion katowickiego klubu KS Start, który lata świetności (o ile w ogóle zaistniały) ma już dawno za sobą. W ostatnim czasie zorganizowano ścięcie trawy, której rozmiary mogły śmiało stworzyć warunki do Mistrzostw Polski dla "Kosiarzy" (Kłosy sięgały do kolan i wyżej). My zajęliśmy się w zamian zgrabianiem powstałego siana.

Nasze mecze sędziują zgłaszający się (dobrowolnie i nieodpłatnie) ochotnicy, znający rzecz jasna przepisy. Chcemy uniknąć dwuznaczności decyzji, a poza tym zawsze warto mieć sprawiedliwego rozjemcę. Sędzia nie popuszcza: karze wszystkie "normalne" przewinienia, nie umykają bez kary okazjonalnie wymykające się przekleństwa, kartki także są w zasięgu ręki. Planujemy wprowadzenie sędziów liniowych. Obok chłopców i mężczyzn (ciężko tak nie powiedzieć o staczających ciężkie boje dryblasach), do gry dopuszczane są też dziewczyny. Za wzór w tej kwestii uchodzi niejaka Zosia, która swymi zagraniami wzbudza niejednokrotnie podziw wśród wyrozumiałych graczy płci przeciwnej! Pozostałe dziewczyny, niezainteresowane futbolem, grają nieopodal w siatkę lub... po prostu plotkują. W czasie gry nie oszczędzamy się: liczne bolesne obtarcia, rozcięcia, jedna złamana noga, wybite palce i naciągnięte mięsnie to tylko niektóre z urazów, jakie miały dotychczas miejsce. Ale na tym także polega piękno piłki... Trzeba je tylko (z zaciśniętymi zębami) dostrzec i brać pod uwagę. Zabawa jest jednak przednia - chętnych zatem nie brakuje.

Każdy mecz kończy się o godzinie 21.00 Apelem Jasnogórskim i błogosławieństwem księdza Jacka (który rzecz jasna też z nami gra! Tak jak nasz opiekun ministrantów, ks. Krzysztof Wojaczek). To jedyny "tańczony" Apel, podczas którego niesposób ustać choćby chwili w bezruchu, a to za sprawą MILIONÓW komarów, które w ogromie swej dobroci zsyła nam Stwórca...

Następnie udajemy się na rowerach lub samochodami do domów, choć (dla graczy "alternatywnych") jest okazja do dalszego grania w piłkę, tyle, że już... w całkowitych ciemnościach - dopóki widać biel piłki.

Od czasu do czasu urządzamy sobie wspólne ogniska (ostatnie za zgodą i życzliwością JE. Ks. Arcybiskupa Damiana Zimonia); w ogrodach kurialnych.

Prawda jest taka, że już widać efekty tego zgrania, które, choć wypracowywane przez dłuższy czas, na pewno zaprocentuje w przyszłości i być może przyciągnie nowe dusze do wspólnot.

Tym skromnym artykułem chciałem Wam, drogie MINIbusy i ANIMAtorzy, uzmysłowić, że można i warto organizować sobie czas "poza kościołem": czy to na boisku, czy przy ognisku, na rowerach, na basenie i na tysiąc różnych innych sposobów spędzać razem czas. Integracji i wzajemnego poznania - nigdy za wiele!

ciekawe zdjęcia
An-am

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl