jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

"Kto chce być największy spośród was, niechaj stanie się sługą"

Drogie MINIbusy!

Spotkało mnie coś naprawdę świetnego! Ciężko to wyrazić tak zawodnym i nieprecyzyjnym nośnikiem jakim jest słowo. Niektórym może się to wydać prozaiczne i z mojej strony małostkowe. Niedawno zostałem animatorem służby ministranckiej. Znowu skłamałem! Uważam, że animatorem zostaje się, tak jak Minibusem, przez całe życie, a i tak ten długi czas jest zbyt krótkim, aby dokonać tego w sposób zadowalający. Pamiętajcie; nigdy nie jesteście tacy, żebyście nie mogli być lepsi.

Teraz chyba dopiero, choć w małym stopniu, poczułem, co przeżywał taki Korzeniowski albo Małysz na podium MŚ czy Igrzysk Olimpijskich. Zadowolenie z tego co się robi, satysfakcja i poczucie tego, że jesteś zauważony i doceniony. I ta motywacja. Zostając jednak Mistrzem świata można zakończyć karierę, pozostawić dla reszty nieziemskie rekordy i wyśrubowane rezultaty. Zejść ze sceny. Bo i tak wszystko będzie trwało dalej (Show must go on). Jeśli zostajesz animatorem, który opiekować się będzie określona formacją ministrantów, nie możesz poprzestać na laurach. To nie koniec. "To dopiero początek, śledziu"- powiedziałem jednemu ze "współszczęśliwców" po zakończonej mszy ustanowienia nowego grona animatorów. Trzeba działać dalej, z większą motywacją i wkładem w to, co się będzie czynić. Podczas kazania na Eucharystii na Kostuchnie, ksiądz słusznie wg mnie zauważył, ze idealna relacja z Chrystusem jest priorytetem- gwarantem dobrego podłoża dla posługi animatora w parafii. Dopiero później przyjdzie czas na "wykonywanie zadań", dbania o to, co zewnętrzne.

Jeśli ktoś zamierza robić inaczej, to tak jakby stawiał piękny, wypolerowany (kremem NIVEA) kredens na dywanie, pod którym trzeszczące klepki grożą zawaleniem stropu. Niby wszystko cacy, ale pod spodem kryje się niebezpieczeństwo upadku. Tak jak w Biblijnej przypowieści o domu na skale i piasku.

I coś jeszcze. Zostając animatorem naprawdę nie myśli się o jakiejś wyższości, "władzy" i nadarzającej się okazji, żeby dać popalić młodszym, włażącym na głowę małym ministrantom. Ta władza (nie lubię tej nazwy, ale jak trza to trza) powinna być wykorzystywaniem swoich kompetencji i umiejętności dla dobra powierzonych ludzi, naprawdę służbą. Nie mówię tego szlachetne MINIbusy, żeby Wam zachlapać oczy jakimś tkliwym cytacikiem albo wymądrzać się. Z biegiem czasu zauważycie, że tak po prostu jest. Kiedy stajesz się formalnie animatorem, nie doznajesz tego wszystkiego. Czujesz tylko ogromne zaufanie swojego x.O* wielką odpowiedzialność nałożoną na Ciebie i zaufanie, powierzone Ci po latach służby. I to jest właśnie to, co wtedy w Tobie siedzi. Osobiście nigdy nie byłem tak skupiony na mszy, jak wtedy, kiedy ustanowiony zostałem animatorem. To po Komunii, mszy mianowania ministrantem i Bierzmowaniu najważniejsze wydarzenie, w jakim brałem udział. I Wam z mojej zakurzonej klawiatury, wypada życzyć takich przeżyć, jakie stały się moim skromnym udziałem.

Zawsze stawiajcie piękne kredensy na solidnych podłogach!
Max Lewandowski (animator-amator)
* x.O - Ksiądz Opiekun

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl