jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

Trzy... dwa... jeden... EURO!

Koniec z sędziami nieudacznikami! Dosyć przypadkowych, "zakupionych" faworytów! Wynocha nudo! O nadchodzącym huraganie emocji - pisze kjm*

Pisząc te radykalne słowa moja dobra pamięć skłania mnie do refleksji nad fatalnymi mistrzostwami świata w ryżowym landzie sprzed dwóch lat. Niedawno pisałem nieco o tym Mundialu-widmie, nokautując na łamach naszej wspaniałej strony sędziów piłkarskich. Stop! Nie ma co wracać do traumatycznych przeżyć druzgocących ducha i raniących tę cudowną dyscyplinę! Może czasem, drodzy sadystyczni antykibice Legii - warto porzucić dawne antypatie i skłonności do gniewu. Utlenić daremną złość i zapamiętliwe spory o przedawnione sytuacje. Zacząć patrzeć na piłkę nowym, odświeżonym wzrokiem. Czasu i tak nie cofniemy, a co się stało to się nie odstanie. "Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba", pisał niegdyś król polskiej komedii imć hrabia Fredro. I tak też trzeba nam postąpić przed nadchodzącymi świętami. A będzie, mam taką słodką nadzieję, co świętować.

Mistrzostwa świata w piłce nożnej nie zawsze są życzliwe dla wszystkich. Pewne drużyny (jak np. Iran w roku 1998) i tak nigdy nic nie zwojują na tej imprezie, która - choć wielkie i wspaniałe ma tradycje, wiele straciła w mych oczach dwa lata temu. Igrzyska olimpijskie. Wizja stawianych pomników i wieńca z liści laurowych już dawno odeszła do lamusa. Teraz na igrzyskach grają reprezentacje młodzieżowe, a to nie zawsze jest gwarantem dobrej piłki i emocji. Co pozostaje? - spyta podirytowany malkontent. Spiesząc mu z pomocą zabłyskam w oczy Pucharem Henri Delaunay'a, uderzę globusem tam gdzie leży Portugalia i wspomnę wreszcie o Europejskim Championacie. EURO nigdy nie zawodzi. Tu nie ma naprawdę przypadkowych drużyn, co nie oznacza wcale, że nie ma niespodzianek, jak choćby w 1992, kiedy to w stan hiperwentylacji przy zachwycie wprowadziła nas Dania. Spotyka się tu sama śmietanka z całego baru mlecznego, zwanego piłkarską Europą. To, że podczas tych wielkich wydarzeń zabraknie orzełków znad Wisły już jest dowodem, że jest to silnie obsadzona impreza... Żartuję oczywiście i kpię podstępnie teraz z naszej reprezentacji, która zamiast szlifować formę i ostrzyć korki na EURO, sama stała się sparing partnerem dla Grecji czy Szwecji.

Czy uda się powtórzyć wyczyn mistrzostw sprzed chwalebnych czterech lat? Wówczas impreza przeszła samą siebie - nie było meczów nudnych, średnia goli, przy dzisiejszej dysproporcji ataku do obrony, podniosła się i była przyczyną milionów westchnień kibiców. Nie zabrakło niczego- brutalnych fauli (niezrównoważony Mihajlowic) i pięknych przejawów fair-play, co wydatnie było zauwarzalne na koszulkach piłkarzy (na każdym lewym rękawie znajdowała się naszywka z głoszącym to hasło logo). Widzieliśmy cudowne, wynikające z geniuszu gole (Figo z Anglią, czy kanonadę Kluiverta z Jugosławią) oraz przypadkowe bramki ("swojak" Jugosłowianina Govedaricy). Europę zadziwiły przepiękne akcje (Gomesa czy Zidane'a) oraz nasączone szczęściem strzały (przewrotka Antonio Conte w meczu z Turcją). Nie zabrakło świetlistych objawień nadchodzących gwiazd, żeby wspomnieć Milosevica czy Henry. Nie obyło się jednak, i, co było do przewidzenia, bez pożegnań. Tych smutnych, a w niektórych przypadkach nawet żałosnych- Gheorge'a Hagi, Lothara Matthaeus'a czy geniusza bramkarzy, samego Petera Smeichela. Byli jednak ci, którzy odeszli w chwale, przysypani deszczem confetti po meczu finałowym - Didiera Deschampesa i Laurenta Blanca. EURO, w obliczu prorokowanego wtedy kryzysu piłki nożnej, zadało bolesny cios temu twierdzeniu.

Każde Mistrzostwa Europy niosą ze sobą nowe zjawiska i wydarzenia. Francji nie będzie już tak łatwo zdobyć tytułu jak przed czterema laty, kiedy to, co tu dużo mówić, z dużą dozą szczęścia pokonała efektywną Squadrra Azurra 2:1. Nie zobaczymy już tych, dla których piłka toczy się teraz za szybko, aby do niej dobiec. Może wyrośnie nowa potęga - np. Łotwa, która wykorzystała jeden jedyny błąd w meczu z Polską i wykazała się większym sprytem taktycznym? Czy z blamażu podniosą się wielcy przegrani ostatniego Euro 2000 - Niemcy i Anglia? Kto będzie królem strzelców - nieziemski Henry, który tym mistrzostwom zawdzięczył swoja karierę? Ruud Van Nistelroy - piłkarska hiena czatująca na każde zachwianie obrony rywala? A Hajto... Eeee! to jedyna pewna rzecz, jakiej możemy się spodziewać podczas rozpoczynających się 12 czerwca mistrzostw. Tam nie będzie Polaków. W sumie - czy mamy się temu dziwić? Z taką grą; czy mielibyśmy czego szukać na naszpikowanym gwiazdami turnieju? No, może oprócz kolejnego guza do annałów piłki nożnej. Wreszcie (coś ku pokrzepieniu malkontenta) - nic się nie stało! Na kontynentalnym Championacie nigdy nas nie było, więc czym się tu przejmować. Statystyk nie popsujemy...

W obliczu tak bezlitosnej rzeczywistości piłki warto postawić sobie pytanie; czy nasi piłkarze, jeśli nie w zespole, to z osobna, są gorsi od innych? Czy nie są w ich zasięgu takie reprezentacje jak Łotwa, Grecja (co udowodniliśmy niedawno) czy Chorwacja?

EURO już niedługo. Tylko dlaczego zawsze przed wielkimi świętami piłki tak bardzo boli to czekanie. Okrutna męka odliczania dni i godzin do pierwszego spotkania - Portugalia-Grecja jest nie do zniesienia. W dodatku dręczy nas szkoła, sejm i rzeczywistość dnia codziennego. Przed tak wielkim problemem należy usiąść spokojnie w zapadniętym fotelu i powiedzieć sobie: niech się to już wszystko zacznie! Wspaniałe EURO - przybywaj!!!

an-am
* kibic jakich mało

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl