jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

"You'll Never Walk Alone"?

Czyżby hasło klubu FC Liverpool przestało mieć wartość?

Takie jest moje zdanie. Nie mam nawet zamiaru do niego przekonywać moich oponentów, bo uważam, że jest to kwestia bezsporna. FC Liverpool dopuścił się jawnej zdrady. Ten fakt raczej nie podlega dyskusji. Ewentualny spór może teraz rozpocząć się o to, jak zadośćuczynić popełnionej winie.

Chodzi oczywiście o bliską mi, i zapewne sercu niejednego polskiego kibica, sprawę Jerzego Dudka - naszego polskiego bramkarza w Lidze Angielskiej. Gdy przechodził tam we wrześniu 2001 z holenderskiego Feyenordu Rotterdam, był chyba najlepszym polskim piłkarzem. Anglicy przywitali go jak równego sobie (co zdarza się rzadko) i obdarzali go coraz większym zaufaniem. Wkrótce Dudi stał się ulubieńcem kibiców z Anfield Road i to nie tylko ze strony żeńskiej publiczności. Niedługo potem, na naszych omdlałych z niedowierzania oczach wygrał niemal w pojedynkę dla swojego klubu Ligę Mistrzów, gdy tak genialnie bronił karne, wykonywane przez graczy AC Milan. I co?

Jerzy Dudek jest w kropce. To już nie Dudek, lecz sójka wybierająca się za morze (prędzej sójka gdzieś poleci, niż on), a przyczyną tego stał się menager klubu, Rafael Benitez, który uczynił z niego nielota (Dodo). Nie dość, że nie wystawia Dudka w składzie (nawet na ławce rezerwowych) to jeszcze nie pozwala na jego wcześniejsze odejście z klubu. Gdzie w tym logika? Jerzy nie jest już nawet rezerwowym Liverpoolu, gdyż jeśli nie siedzi na ławce rezerwowych, nie można go za takiego uznać. Benitez boi się chyba, że w razie konieczności (kontuzja Jose Reiny - pierwszego goalkeepera), to będzie musiał przymusowo wystawić naszego Dudka. A wówczas Jerzy nie mógłby zagrać w pucharach w innym klubie w razie ewentualnego transferu. Tu sytuacja staje się kuriozalna.

Fakty są brutalne - Reina jest lepszy - nie puścił bramki od 6 meczów. Poza tym ma chyba jedną cechę, którą dominuje nad Dudkiem; tak jak Benitez - jest on Hiszpanem. Czy sympatie nacjonalistyczne mogą przedkładać się nad lojalność klubową? I właśnie tu klub FC Liverpool ukazał, pierwszy raz w historii, hipokryzję. Do niedawna moje wyobrażenie o tym klubie było takie, że jest to ostatni klub, który za cenę pieniędzy wyzbyłby się lojalności wobec zawodników, który troszczy się o swych graczy, słowem, czerpiąc z hymnu klubu - nie zostawia go samego ("You`ll Never Walk Alone"). Tymczasem szczerze zawiodłem się, podobnie jak nasz nielot Dudek, który nie może wylecieć ze swojego wyspiarskiego gniazdka.

Czy to oznacza kres pewnej ery w futbolu? Klub, który swą dewizą ustanowił wierność klubowi i troskę o zawodników, za sprawą chorej polityki personalnej trenera kpi z tych wartości? Dlaczego na oczach milionów ludzi marnuje karierą wspaniałemu i cenionemu bramkarzowi? Jak to w życiu; dużo pytań; mało budujących odpowiedzi...

Niewiele możemy. Benfika Lizbona, do której, przy dużej dozie szczęścia, może odejść i grać wreszcie Jerzy Dudek - awansowała do następnej rundy Ligi Mistrzów. Rafael Benitez swej upartej jak oślica Baalama decyzji chyba nie zmieni, a na kontuzję czy spadek formy Reiny też nie wypada nam liczyć (chociaż... :)

"Puść pan Jurka!!!" - chciałoby się ordynarnie zawołać do trenera Liverpoolu. Ale zamiast tego Jerzy Dudek może poczekać do końca kontraktu... Zagrać z Benfiką Lizbona w finale Ligi Mistrzów z Liverpoolem... i wygrać z nim po obronionych karnych! Panie Jurku! - głowa do góry; przecież Polak potrafi!

An-am

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl