jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

Panu Bogu świeczkę, a… czyli ministrant w szkole


Zachowanie wielu uczniów w szkole pozostawia wiele do życzenia. W tłumie klasy czy szkolnego korytarza łatwiej się popisać, „zabłysnąć” czymś, co niekoniecznie wartościowe i dobre. Niektórzy z uczniów wykazują wręcz wybitne zdolności w prowokowaniu szkolnego zamieszania i chaosu. Okazuje się, że są wśród nich także… ministranci!

Kim ministrant jest w szkole? Zanim odpowiemy na to pytanie, zastanówmy się: kim powinien on być w szkole!? W modlitwie do św. Tarsycjusza wypowiadamy takie słowa: „Chcemy nieść Jezusa do domu, szkoły, wszędzie przez dobry przykład”. Służba ministrancka nie realizuje się więc wyłącznie przy ołtarzu w kościele parafialnym. Jest ona odpowiednią postawą w szkole, w sklepie, na podwórku i w tysiącach innych miejsc, gdzie tylko możemy się udać i cokolwiek robimy.
Dlatego bycie ministrantem to przygoda na 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu, przez 365 dni w roku! Inaczej ktoś będzie mógł śmiało o tobie powiedzieć – słusznie zresztą: że tylko bawisz się w bycie ministrantem. Jak mówi stare powiedzenie: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. I często jest to początek końca służby…

Wielu ministrantów w szkole boi się kpiny i wyśmiewania z tego powodu, że są ministrantami. I niestety takie sytuacje nie są rzadkością. Ja, gdy byłem BUKSem; też je przeżywałem! Skutkiem tego dokuczania jest to, że ministranci wstydzą się przyznawania do bycia ministrantem, swojej posługi przy ołtarzu. Często zdarza się, że ich służba jest tym bardziej wyśmiewana, jako właśnie - coś wstydliwego, co trzeba ukrywać. Nieraz my sami prowokujemy takie sytuacje – choćby
przez to, że nie rozmawiamy o naszej służbie, zaangażowaniu we wspólnotę ministrantów, uznajemy to za coś „obciachowego”. Przez takie: „A co ja tam im będę mówił!?”, „To nie ma sensu, ich to i tak nie obchodzi!”, błędne koło naprzemiennego dokuczania i wstydu zamyka się… na twoją niekorzyść! A trzeba wiedzieć, że często różne ataki na służbę ministrantów są po prostu specyficzną formą zazdrości, braku zrozumienia, które tylko sami podsycamy. To jak podcinanie gałęzi, na której się siedzi…

Ale skoro my sami w tak sposób mówimy i w takim świetle pokazujemy nasza służbę, jakże dziwić się temu, że śmieją się z niej ci, którzy nie mają o niej zielonego pojęcia!? A może właśnie to rozwiałoby wiele wątpliwości naszych kolegów z klasy i ze szkoły, gdybyśmy zaczęli się wpierw przyznawać, a potem nawet rozmawiać o służbie?!

Wróćmy do sprawy zachowywania się ministrantów szkole. To, że wielu twoich kolegów nie rozumie twojej służby, być może wyśmiewa ją, a przy tym ciebie samego, ma coś wspólnego z… twoją postawą! Jeśli ktoś wie, że jesteś ministrantem, a patrząc na ciebie widzi coś gorszącego, zupełnie obcego duchowi służby, to służba ministrancka nie ma dla niego żadnej wartości! Wydaje się być obłudną komedią: graniem kogoś, kim się nie jest. A dwulicowości i sztuczności nie lubi nikt.

Chcę, byś wiedział jeszcze jedno. Katecheta czy ksiądz uczący w twojej szkole religii nie tylko wymaga, ale ma prawo wymagać od ciebie czegoś więcej, niż od twoich kolegów! Gdy mój katecheta dowiedział się, że jestem ministrantem, zaczął oczekiwać ode mnie więcej, niż od innych uczniów. I teraz, po wielu latach jestem mu za to bardzo wdzięczny! Nie chodzi tylko o twoją wiedzę religijną, o znajomość odpowiedzi na pytania katechety, ale właśnie o postawę, właściwe zachowanie. On ma prawo na ciebie liczyć! Ma prawo spodziewać się, że (często wśród wielu twoich kolegów, obojętnych
na to, co się dzieje na katechezie), właśnie Ty będziesz z zainteresowaniem brał udział w lekcji. Uwierz, że nic nie wpływa na twoich kolegów, nic tak bardzo nie ma mocy ich zmienić, niż twoja postawa! Pamiętaj: słowa się podobają, ale przykłady pociągają!

Z życzeniami odwagi i wytrwałości: ministrant DMAK’S! 


© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl