jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Felietony

Szybciej, wyżej, dalej!

Zakończyły się Letnie Igrzyska Olimpijskie 2004

Od 13-29 sierpnia, ten najbardziej przygnębiający miesiąc (zbliżające się widmo szkoły...) rozświetlił się za sprawą niepowtarzalnych emocji sportowych - Igrzysk XXVIII Olimpiady w Atenach. Nikt i nic bowiem nie może się równać z medalem olimpijskim, a cóż dopiero z tym najcenniejszym. Choć jego rynkową wartość da się określić (chociażby kierując się kursem złota), już wiadomo, że jest bezcenny. Tytuł mistrza olimpijskiego jest o tyle niepowtarzalny i niezastąpiony, że nawiązuje do najpiękniejszych źródeł i czasów sportu. Czasu pierwszych, starożytnych zmagań zwykłych ludzi, robiących niezwykłe rzeczy. Walka o te trofea zawsze elektryzowała miliony fanów sportu. W tym roku po prostu nie mogło być inaczej.

Dziś, oblicze sportu, jak wszystkiego, co nas otacza, zmienia się z biegiem czasu i postępu. To zbyt duży i oczywisty temat, aby go tu poruszać. Ale zmieniają się także ludzie. Dzisiejsi zwycięzcy to w większości przetrenowane maszyny, owoc badań i testów, wspomagani całą maszynerią zaplecza medyczno-naukowego. Nic dziwnego - dzisiejsi sportowcy muszą nadążać za dawnymi rekordami i być stale w dobrej formie. Muszą, jeśli chcą. Mieliśmy jednak nadzieję, że walka o złoto olimpijskie będzie czysta; bez niedozwolonego dopingu. Jednak po raz kolejny znalazły się czarne owce sportu (głośna afera greckich lekkoatletów Kenterisa i Thanou), Tak naprawdę, jak pokazują to we wzruszający sposób paraolimpiady, liczy się rywalizacja i udział. Samo reprezentowanie własnego kraju, zarówno na igrzyskach specjalnych, jak i tych "normalnych", powinno być już przygniatającym krtań i cisnącym łzy do oczu przeżyciem dumy. Niech zdrowy duch sportu będzie ze wszystkimi; z zuchwałymi Amerykanami i nieustępliwymi Rosjanami. Z biednymi i upartymi Kenijczykami oraz z finezyjnymi Hiszpanami. Szkoda, że tak marnie wypadli na igrzyskach nasi reprezentanci. 10 medali to najgorszy wynik od 1960 roku (od IO w Rzymie). To mogło trochę popsuć nam humory. Nic nie odbierze jednak radości z ostatniego sukcesu Roberta Korzeniowskiego. Najlepszego sportowca Polski.

An-am (ten, który zobaczył wszystko)

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl