jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Artykuły

Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje

rekolekcje na Wielki Post 2011 - II niedziela

Tomasz Adamski

Chrześcijanie są w ciele, ale nie żyją według ciała.
Żyją na ziemi, lecz są obywatelami nieba”

Autor nieznany, II w.

Już na wstępie musimy sobie powiedzieć, iż każde słowo użyte w Modlitwie Pańskiej ma swoje bardzo głębokie znaczenie. Żadne nie jest wypowiedziane bezpodstawnie. I chociaż nie ma potrzeby zatrzymywać się w szczególny sposób nad wszystkimi wyrazami pojedynczo (w celu dokładniejszej analizy odsyłam np. do Katechizmu Kościoła Katolickiego) to warto zwrócić uwagę na najważniejsze kwestie, które pomijamy w czasie modlitwy.

Godność dziecięctwa

Sam fakt nazwania Boga Ojcem streszcza całkowicie historię zbawienia. Ludzie, którzy zostali stworzeni „na obraz i podobieństwo” podejmują decyzję złamania wierności przez popełnienie grzechu – tym samym niszczą bezpośrednią relację Stwórcy i stworzenia. To wydarzenie nie jest tylko starotestamentową przypowieścią, lecz dotyczy każdego z nas bezpośrednio. Na szczęście Bóg w niezgłębionym miłosierdziu posyła do nas Swojego Syna, aby podnieść grzesznika do rangi Dziecka.

Na tej podstawie św. Ambroży przestrzega przed szukaniem w relacji z Bogiem Ojcem przywileju. Jesteśmy niegodnymi sługami, którzy tylko bezgranicznemu miłosierdziu Najwyższego zawdzięczają swoje dziecięctwo względem Boga. Warto o tym pamiętać, ponieważ poczucie godności Dziecka Bożego i pycha to zupełnie dwie różne postawy. Pierwsza jest prawidłową konsekwencją Chrztu świętego, druga – grzechem, złą interpretacją swojej roli wobec świata i ludzi.

Zatem nazywanie Boga Ojcem stanowi wielką godność chrześcijanina. Warto przy tym zaznaczyć dwie istotne kwestie, których siłą rzeczy nie uświadamiamy sobie modląc się słowami Modlitwy Pańskiej.

Po pierwsze – ani Abrahamowi, ani Mojżeszowi, ani Dawidowi, słowem: żadnej z wielkich postaci Starego Testamentu nie została objawiona tajemnica ojcostwa Boga wobec ludzi. Sam Mojżesz, który wprost zapytał Boga o imię, a w czasie Wyjścia Izraelitów rozmawiał z Nim wielokrotnie, nie poznał tej relacji. Została ona objawiona dopiero wydarzeniem Chrystusa. Poprzez naśladowanie Jezusa – Syna, stajemy się zatem Dziećmi Bożymi i w pełni świadomie możemy nazywać Boga swoim Ojcem.

Po drugie – powiedzieliśmy sobie o godności, jakiej doświadcza w ten sposób każdy chrześcijanin. Ojcostwo Boga to dla chrześcijanina ogromny przywilej, ale jeszcze większe wyzwanie. Wyzwanie do naśladowania Syna, bo dopiero w braniu przykładu z Chrystusa dopełnia się nasza przynależność do Boga.

Naśladownictwo Chrystusa

Powstaje pytanie, na czym ma polegać to naśladownictwo. Ewangelia mówi o tym bardzo jasno: „miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 44-45a). Zatem pełnię naśladownictwa Chrystusa – a zarazem pełnię relacji dziecięctwa – ukazuje Jezus przez swój Krzyż, gdzie wzgardzony i opuszczony modlił się o miłosierdzie dla tych, którzy ukrzyżowali Go i szydzili z Niego pod krzyżem.

Warto również chwilę zastanowić się nad słowem „nasz”. Logika wskazywałaby raczej na użycie słowa „mój” szczególnie w chwili prywatnej modlitwy.

Przede wszystkim trzeba uświadomić sobie, że zaimek „nasz” wskazuje na wyjątkową przynależność nas, wierzących do Boga, nie odwrotnie: Boga do nas. Tym samym „Ojcze nasz” jest modlitwą z jednej strony indywidualną, z drugiej – wspólnotową, ponieważ wymaga od modlącego się wyjścia poza klosz własnego „ja” i otworzenia się na innych ludzi, którzy nie są ani bardziej ani mniej umiłowani niż on, trwający w modlitwie. Wspólnotowy charakter Modlitwy tłumaczy jej szczególne miejsce w Liturgii. Bóg objawia się zatem jako Ojciec wszystkich ludzi.

Zobowiązanie i czyn

I tak pierwsze słowa Modlitwy Pańskiej stanowią dziękczynienie za objawienie Imienia. Kolejną częścią są błagania i nie bezpodstawnie pierwsze dotyczy właśnie tego, co rozważaliśmy przed chwilą.

„Święć się imię Twoje” zawsze uważałem za bardzo tajemniczą prośbę Modlitwy. Bo co ona tak naprawdę oznacza? W swoim poszukiwaniu po raz kolejny posłużę się cytatem z Nowego Testamentu. Św. Paweł użył następujących słów w swojej krytyce Żydów z Listu do Rzymian: „Z waszej to bowiem przyczyny (...) poganie bluźnią imieniu Boga” (Rz 2, 24). W tym kontekście pierwsza prośba Modlitwy Pańskiej nie jest błaganiem bez pokrycia, rzuconym w eter bezosobowym zawołaniem, ale jawi się jako oczywisty obowiązek każdego chrześcijanina. Jest prośbą o umocnienie w wierze i umiejętne dawanie świadectwa wszystkim wokół.

Odnoszę wrażenie, że w naszym dzisiejszym rozważaniu uświadomiliśmy sobie przede wszystkim jedną prawdę: Modlitwa Pańska jest uznana za tak istotną nie tylko ze względu na jej Autora, Tego, który nas jej nauczył, ale także dlatego, że nie może być ona pustym wołaniem, ale wespół z nią musi iść czyn. W pierwszych słowach Modlitwy stajemy we właściwej relacji ze swoim Stwórcą i Ojcem i w pokorze prosimy o to, by dopomógł nam w zachowywaniu świętości. Dopiero ta postawa stanowi właściwy fundament dla pozostałych próśb.


© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl