jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Artykuły

IV Niedziela Wielkiego Postu

Ile razy wstawałeś rano dużo wcześniej niż twoi rówieśnicy z szkolnej ławki? Jak często śpieszyłeś się rano na poranną msze Św.? Ile trudu wkładałeś, aby ze starannością przeczytać czytanie? Ile razu ćwiczyłeś z organistą śpiew psalmu? Ile razy z cierpliwością przypominałeś młodszym ministrantom o ich powinnościach? Po co tyle trudu, przecież nie jednemu brakłoby chęci na te gesty? Ale ty masz te chęci, masz wiele siły. Przecież ministrant ze względu na nieustanne obcowanie z Jezusem Chrystusem to ktoś szczególny, sprawiedliwy z sprawiedliwych. Jednak nie o to mi chodzi. Nie o chęci, trudy czy jakąś wyjątkowość. Chcę zadać pytanie fundamentalne: Po co to wszystko?

Chyba mi nie powiesz że ze robisz to dla kilku miłych słów pochwały ze strony opiekuna ministrantów, chyba nie robisz tego tylko dla proboszcza. Mam nadzieję że słowa "jaki fajny z niego synek" wypowiadane z ust Pani Heleny (czwarta ławka, po lewej) nie są dla ciebie żadną nagrodą za trud wkładany w służbę przy ołtarzu. Gdyby tak było to twoje postępowanie było by takie jak starszego syna z dzisiejszej Ewangelii. On nigdy nie przekroczył rozkazu ojca a jednak według swojego mniemania nie otrzymał nagrody. W konfrontacji z swoim bratem, tym który roztrwonił majątek, domaga się on nagrody za swą prawowierność i sprawiedliwość. I co? Nic nie otrzymuje, bo już dostał to, co najważniejsze- pełnie uczestnictwa w Ojcowskiej Miłości, jednak on tego nie dostrzega.

Drogi ministrancie i ty nieraz tego nie dostrzegasz, zapominasz że: jesteś zawsze przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. Te piękne słowa zastępujesz jakimiś marnymi zastępnikami. Mówisz o sobie że czytanie na ambonie to idzie ci trochę "gorzej" ; o śpiewaniu powiesz że "fajnie"; a o wyglądzie że "super". I tak sobie przeliczasz, szacujesz, dodajesz, mnożysz, a to wszystko w oczekiwaniu na "jakieś" nagrody. Ale tak naprawdę ważne jest to że jesteś poprzez swoja służbę zawsze przy mnie, cały mój. I nic innego w relacji do Boga się nie liczy, to jest twoja największa nagroda. Plan uczestnictwa w Bożej miłości, ma być dla ciebie najważniejszy.

Ojciec Seraficki- Franciszek swoją myśl też kiedyś skierował na sprawę prymatu Bożej miłości we wszelkich działaniach liturgicznych swoich braci. Obawiał się że będą oni się skupiać przede wszystkim na zewnętrznym wymiarze swojej modlitwy, zapominając o tym co ważne, o Bożej miłości. Bał się że sens ich modlitwy brewiarzowej umknie im gdzieś między skomplikowanym systemem śpiewu gregoriańskiego. Że bardziej ważne będzie to czy w danym momencie zakonnik zaśpiewał dźwięk o długość półnuty, czy całej nuty, czy zaśpiewał C czy D. Mąż boży Franciszek obawiał się o zanik ducha modlitwy i pobożności . I co zrobił? W trosce o postęp duchowy swoich braci zakazał im śpiewać brewiarz, mogli go jedynie recytować.

Widzisz więc drogi ministrancie, że są sprawy ważne, ale jest też jedna sprawa bardzo ważna. I gdy pewnego marcowego poranka, wśród mrozu szarych budynków będziesz zmierzał do kościoła przypomnij sobie te słowa które mówią o tym co najważniejsze: Ty jesteś zawsze przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. Intencja wiernego trwania przy tobie Chryste niech ci przyświeca zawsze niech to będzie dla ciebie najważniejsze.

PAX ET BONUM

Br. Herbert Grzegorz Fronk OFM

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl