jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Artykuły

W poszukiwaniu Ducha wspólnoty…

Maciej Wacławik

Godzina 10:25, niedzielny poranek. Małe miasteczko Cortez w stanie Colorado powoli budzi się do życia. Za 5 minut w parafialnym kościele św. Małgorzaty Marii rozpocznie się pierwsza tego dnia Eucharystia. Ojciec Patric, w szatach liturgicznych stoi u bram świątyni i osobiście (sic!) wita uściskiem dłoni, wesołym uśmiechem i dobrym słowem (sic!) przybywających na modlitwę. Tuż po przekroczeniu progu do uszu dociera dźwięk pieśni mszalnych ćwiczonych przez wiernych wraz ze scholą. Po zajęciu miejsca w ławce, otwarciu znajdującego się w niej Ordo połączonego z lekcjonarzem i śpiewnikiem, miły głos przewodniczki scholii zachęca wszystkich do powstania w celu powitania siedzących w najbliższym otoczeniu sąsiadów. Chwilę później prosi nowo przybyłych, a także gości o powstanie i krótkie przedstawienie się. Wiadomość o grupie przybyłej z odległej Polski wzbudza zdziwienie, ale także nieskrywaną radość – z każdej strony da się słyszeć „Dzień dobry” i „Jak się masz” brzmiące zabawnie z środkowopołudniowym akcentem.

Po chwili środkiem kościoła przechodzi procesja posługujących, w której, co może dziwić, znajduje się obok celebransa tylko jeden ministrant. Towarzyszą im nabożne niewiasty, które po dotarciu do ołtarza powracają na swoje miejsce w ławkach, skąd później powracają do ambonki w aby brać aktywny udział w posłudze Liturgii Słowa. Homilia - z niedzieli Dobrego Pasterza (co, jak się okaże, będzie mieć ogromne znaczenie) – głoszona jest nie z wysokości ambony, czy odległości ołtarza, ale poziomu ludu, do którego po zakończeniu Ewangelii ojciec Patric schodzi, aby tam wyjaśnić dopiero co usłyszane Słowa. Po zakończeniu obrzędów Liturgii Słowa dwaj mężczyźni z ludu zbierają kolektę, która włączona zostaje w ciąg darów przynoszonych od Ludu prze Lud podczas rozpoczęcia Liturgii Eucharystycznej. Później, z niewielkimi różnicami względem przyjmowanych postaw, Eucharystia trwa podobnie do znanej nam w Polsce. Zauważalna jest radość uczestników liturgii objawiająca się m.in. w śpiewaniu wszystkich (sic!) zwrotek pieśni będących odpowiedzią zebranych, a nie tylko wypełnieniem „luk” w tekście prowadzącego. Aż nastały obrzędy komunii…

Modlitwa Pańska odmawiana jest przy złapaniu się za ręce, jak prawdziwa wspólnota dzieci Bożych. Gest sporadycznie pojawiający się na mszach młodzieżowych, stanowi normę dla tutejszej wspólnoty. Znak pokoju nie jest tylko uściśnięciem dłoni – zdaje się wyczuwać prawdziwe pragnienie podzielenia się tym darem Zmartwychwstałego Chrystusa, dlatego też w przybiera on formę, zgodnego z duchem początków chrześcijaństwa, pocałunku pokoju. Sam kapłan odchodzi od ołtarza, aby podać rękę siedzącym w pierwszych ławkach wiernym. Także obrzęd przyjmowania Komunii Świętej różni się od nam znanego. Wierni mogą przyjąć Najświętszy Sakrament zarówno pod obiema postaciami, jednak nie poprzez zanurzenie hostii w kielichu, ale odrębnie jako Ciało i Krew Zbawiciela jak też dokonując wyboru pomiędzy składnikami mysterium fidei. I tu kolejna odmiana – posługę Nadzwyczajnych Szafarzy Komunii Świętej pełnią także kobiety. Całość odbywa się w niebywałym porządku, bez przepychanek i pośpiechu, którego pilnują dwaj wyznaczeni mężczyźni.

Po krótkich ogłoszeniach parafialnych, błogosławieństwie i rozesłaniu wszyscy kierują się do wyjścia, gdzie można odebrać darmowy numer biuletynu parafialnego. I tu ponownie ojciec Patric, nadal w szatach liturgicznych, stoi u wyjścia i każdemu osobiście (sic!) dziękuje za udział w Eucharystii, dopytując o wydarzenia minionego tygodnia i plany na najbliższe dni.

I tak upłynął wieczór i poranek dzień siódmy i ponownie nastała niedziela, a wraz z nią nowe zaskoczenie. Przed wejściem do świątyni jedna z parafianek rozdaje każdemu wchodzącemu plakietkę, na której wypisać należy swoje imię. „Woła on swoje owce po imieniu (J 10,3 - z Ewangelii na Niedzielę Dobrego Pasterza), dlatego i my powinniśmy znać nasze imiona”, wyjaśnia ojciec Patric. Bo jak można tworzyć wspólnotę z obcymi sobie ludźmi? Zastanawiające jest dlaczego z kraju, w którym ponad 90% obywateli jest ochrzczonych, a 41% praktykujących, trzeba było odbyć liczącą ponad 9 tysięcy kilometrów podróż, aby doświadczyć wspólnotowości Kościoła… Co się stało z naszym chrześcijaństwem, że niedzielne Msze są obowiązkową zbieraniną smutnych, obcych sobie ludzi? Gdzie w tym wszystkim miejsce dla Boga, obecnego w zebraniu dwóch lub trzech gromadzą się w Jego Imię (por. Mt 18,20)?


© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl