jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Artykuły

Bądźmy świadkami miłości

Rozważanie nad hasłem roku duszpasterskiego 2009/2010

Kościół w Polsce zachęca nas, byśmy w roku duszpasterskim (i jednocześnie liturgicznym) rozważali słowa "bądźmy świadkami miłości". Więcej; nawet nie tyle rozważali, co po prostu wprowadzali tą piękną zachętę słowa w czyn! Nie służymy tylko przy ołtarzu: ministrant służy każdemu człowiekowi; wszędzie. Jak my: służba liturgiczna ołtarza, możemy być świadkami miłości? Jak możemy okazywać, że przykazanie miłości nie jest nam obojętne?

Właśnie - przykazania miłości. To one są podstawowym zadaniem każdego ochrzczonego. Wszak Pismo Święte jasno mówi: "po tym poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali" (J 13,35). Zatem pierwsze jest przykazanie Boga - miłować Go nade wszystko. Potem każdego człowieka; ze względu na Boga.

W rozważaniu nad byciem świadkiem miłości posłużę się wybranymi fragmentami encykliki Benedykta XVI Deus Caritas Est.

Miłość Boga

"U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, ale jest spotkanie z wydarzeniem, z Osobą" (DCE 1). Być chrześcijaninem to inaczej zakochać się w Bogu i iść w tą miłość całym sobą ("całym sercem, umysłem, wolą, ze wszystkich sił"!). Przecież sam "Bóg jest miłością" (1 J 4,8). Dopiero później przychodzą konkretne decyzje, wybory, postawy. Na początku wystarczy: Tak, chcę kochać Boga i iść za Nim!

Komu pomagać?

A jak realizować tą miłość wobec bliźniego; wobec każdego człowieka? Warto się zastanowić, kim jest bliźni. Mówi nam o tym przepiękna biblijna przypowieść Jezusa o dobrym Samarytaninie Łk 10,30-37. Z kolei Benedykt XVI pisze: bliźni to ten, któremu mogę okazać pomoc. A zatem... to każdy człowiek! Niezależnie od wieku, rasy, kolory skóry, pochodzenia. Niezależnie od tego, czy lubię go czy nie, czy go znam, czy nie, czy jest mi życzliwy, czy wrogi (por. Mt 5,43-48).

Jak okazywać miłość?

To najtrudniejsze zadanie. Przytoczę tutaj bodaj najwspanialsze zdanie z encykliki o miłości: "Chrześcijanin wie, że miłość w jej czystości i bezinteresowności jest najlepszym świadectwem o Bogu, w którego wierzymy i który zachęca nas do miłości. Chrześcijanin wie, kiedy jest czas sposobny do mówienia o Bogu, a kiedy jest słusznie zamilknąć i pozwolić mówić jedynie miłości. On wie, że Bóg jest miłością i staje się obecny właśnie w tedy, gdy nie robi się nic innego ponad to, że się kocha". (DCE 31) Czasem więc, wystarczy po prostu okazywać miłość, nic nie mówiąc, ani nie spodziewając się odpłaty. Wtedy najbardziej "opowiadamy" drugiemu człowiekowi o Bogu nie mówiąc... zupełnie nic!

Co mogę dać?

Co mogę dać drugiemu? Co mogę ofiarować drugiej osobie? Misjonarze, którzy udają się w dalekie kraje, by mówić o Jezusie, nie głoszą od razu kazań ani nie chrzczą ludzi. Najpierw troszczą się o to, co najbardziej potrzebne w danej społeczności: o jedzenie, pomoc medyczną, edukację. Dopiero potem głoszą Ewangelię. A my - poza tym, co konieczne (odzienie, żywność, dach nad głową) ofiarować mogę... a nawet powinienem! - samego siebie. Papież pisze: "głęboki, osobisty udział w potrzebnie i cierpieniu drugiego staje się dawaniem samego siebie: aby dar nie upokarzał drugiego, musze dać mu nie tylko coś mojego, ale siebie samego" (DCE 34). Tak, jak dawał Jezus.

Czy mogę pomóc wszystkim potrzebującym?

Odpowiedź brzmi: nie. Ale naszym zadaniem, jest okazywać miłość możliwie wszystkim, których spotkamy. Na tyle, na ile jesteśmy zdolni. "Uczeń Jezusa w pokorze będzie robił to, co jest dla niego możliwe i w pokorze zawierzy resztę Panu. Robić wszystko, co możemy w oparciu o siłę, jaką dysponujemy, to zadanie dobrego sługi Jezusa Chrystusa" (DCE 35). Bł. Matka Teresa z Kalkuty mówiła, że w morzu potrzeb i cierpienia ludzi, chrześcijanie mają być jak małe kropelki nadziei i miłości; są one malutkie, ale gdy jest ich wiele i zaczną się one łączyć: stworzą prawdziwy ocean miłości! Uwierz, że twoja pomoc innym ma sens i coś znaczy!

Z kolei święty Ignacy Loyola mawiał: "Rób wszystko tak, jakby wszystko zależało od ciebie, a módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga". W okazywaniu miłości bliźnim nie może też zabraknąć modlitwy: "Modlitwa, jako sposób czerpania wciąż na nowi sił od Chrystusa, staje się całkiem konkretną koniecznością. Kto się modli, nie traci czasu, nawet jeśli wszystko wskazuje na potrzebę pilnej interwencji i skłania nas jedynie do działania" (DCE 36). Nie łudź się, że będziesz potrafił służyć drugiemu człowiekowi; być dobrym świadkiem miłości, unikając modlitwy. Kto nie zna Boga, nie (roz)pozna człowieka.

A więc... do dzieła!

W rozmyślaniu nad słowami "bądźmy świadkami miłości" bardzo polecam lekturę całej, wspaniałej encykliki Benedykta XVI Deus Caritas est o miłości chrześcijańskiej, a także Pierwszy List św. Jana. Ale, drodzy ministranci; samo rozmyślanie i rozważanie nie wystarczy! Tak samo, jak nie wystarczy sama służba przy ołtarzu. Zawsze będą wokół was osoby, którym trzeba pomóc, które na was czekają! (por. DCE 29). Pomyślcie, najlepiej razem; we wspólnocie, razem z waszymi księżmi i animatorami - komu trzeba by pomóc i komu wy sami możecie konkretnie okazać miłość. Jezus chce, abyśmy mieli "serce, które widzi" (DCE 31b), które rozgląda się wokoło i pyta: komu trzeba pomóc?!

Na koniec raz jeszcze zachęcę was do tego słowami papieża Benedykta XVI z przemówienia podczas międzynarodowej pielgrzymki ministrantów do Rzymu w roku 2006: "Miłość, którą otrzymujecie w liturgii, zanieście wszystkim osobom, zwłaszcza tam, gdzie dostrzegacie, że brakuje miłości, tym, którzy nie otrzymują dobra, którzy cierpią i są samotni. Z siłą Ducha Świętego starajcie się zanieść Jezusa właśnie tym osobom, które są zepchnięte na margines, które nie są bardzo kochane, które mają problemy" (za: Anamnesis nr 47, 4/2006) .

Piotr Lewandowski

© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl