jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Artykuły

JUSTA

Tomasz Adamski

Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, że im większa jest strata pokrzywdzonego, tym większy jest grzech. A im większy jest grzech, tym większa jest kara. Jednak jeżeli sprawiedliwość byłaby pustym wypełnianiem przepisów prawnych i wiązałaby się jedynie z wymierzaniem kar; nie byłaby cnotą, a urzędniczą pseudo-zaletą.

Nie jest łatwo przygotować ogromne królestwo do tak podniosłego wydarzenia. Dlatego pierwszym postanowieniem namiestnika było powołanie Rady, która miała pomóc mu w podejmowaniu decyzji. W jej skład wchodziły same znakomitości: najlepsi rycerze, zamożni ojcowie rodów i osoby starsze, które z powodu swojego wieku znały króla dłużej niż namiestnik. Słowem: wszyscy, którzy mogli pomóc w przygotowaniach.

Podjęto decyzję i już na drugi dzień po oddaleniu posłańca Rada spotkała się po raz pierwszy, aby przydzielić mieszkańcom ich funkcje i zadania. Wszyscy ochoczo wzięli się do pracy. Jednak przy pracy zdarzają się błędy. Te mniejsze, o których wie tylko ten, który je popełnił i te większe, które szkodzą wszystkim wokół. Ale w królestwie popełniono błąd ogromny!

Pewien chłop, przydzielony przez namiestnika za namową Rady do pracy w stajni, nie dopilnował swoich obowiązków. A właściwie jednego z obowiązków: Justy - czarnego konia króla, którego władca nie zabrał na swoją wyprawę, lecz dał na przechowanie namiestnikowi. Stało się tak, gdyż koń był wtedy jeszcze źrebięciem i nie nadawał się, by być odłączonym od matki, lecz już wtedy odznaczał się dużą jak na swój wiek siłą. Dlatego pozostał w królestwie jako królewska własność i doczekałby pewnie jako sędziwy koń przyjazdu właściciela, lecz chłop, któremu powierzono opiekę nad nim nigdy nie miał do czynienia z tak dużym zwierzęciem. Innymi słowy: Justa wyrwał się swojemu opiekunowi, gdy ten go oporządzał i uciekł ze stajni. Nikomu nie wystarczyło odwagi, by zatrzymać silne zwierzę. Chłop został zatem postawiony przed sąd.

- Czy wiesz, co zrobiłeś? – zapytał sędzia.

- Tak, Namiestniku – odpowiedział cicho wieśniak.

- Wiesz zatem jaka kara czeka cię za twój błąd – niby pytając, a niby stwierdzając fakt, powiedział namiestnik. W jego pierwotnych planach Justa miał być uroczyście przekazany królowi jako symbol potęgi radującego się królestwa.

- Nie wiem... przepraszam... – wyszeptał chłop, prawie nie wydając z siebie dźwięku.

- A jaką karę wymierzyłbyś sobie, gdybyś ty decydował? – nieoczekiwanie zapytał królewski zastępca i sędzia w jednej osobie.

- Nie wiem. Boję się więzienia. Boję się kary. – szczerze odpowiedział oskarżony.

- Dobrze. Więc rozumiesz swoją winę i przyznajesz się?

- Tak.

- Dlatego ja, pomny na miłosierdzie władcy, na którego wszyscy czekamy, przebaczam ci i puszczam cię wolno. Wiem, że król chciałby tego.

Chłop długo nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Upłynęło trochę czasu zanim wśród ukłonów i podziękowań wybiegł z sali, aby wrócić do pracy i odwdzięczyć się, za łaskę, którą otrzymał.

- Jeszcze tylko cztery tygodnie... – wyszeptał namiestnik.

 

 

Panowie, oddawajcie niewolnikom to, co sprawiedliwe i słuszne,
świadomi tego, że i wy macie Pana w niebie.
” (Kol 4,1)

 

 

Drogi Czytelniku! Dzisiaj zachęcam Cię do rozważań na temat sprawiedliwości. Ale zanim się tym zajmiemy, chcę zwrócić Ci uwagę na kilka rzeczy, które później umknęłyby naszej uwadze.

Oczekujemy

Ty również oczekujesz, aż przybędzie król. Twój król. Nasz. A oczekiwanie na przyjęcie króla lub jakiegokolwiek gościa nigdy nie może wiązać się z bezczynnością. Przypomnij sobie ile razy, gdy czekałeś, bo ktoś miał Cię odwiedzić, słyszałeś od mamy, że najpierw powinieneś posprzątać swój pokój. Albo gdy Twoi rodzice spodziewali się wizyty znajomych, rodziny, cały dom postawiony był w pełnej gotowości. Ile razy widziałeś swoją mamę, jak pracuje w pocie czoła, aby o każdego z gości zadbać. Jak wiesz, troska o nich nie ogranicza się czasowo do samej ich wizyty. Gotowym należy być przed. I tym właśnie jest Adwent: przygotowaniem przed.

A przygotowanie jest, niestety, nieodłącznie związane z pracą. Jak nauka dla ucznia, czy trening dla sportowca, tak dla nas, którzy oczekujemy najważniejsza jest praca. Praca nad sobą. A jak wiesz, przy pracy zdarzają się błędy. Małe, duże, czy ogromne. Jednak nie popełnia ich tylko ten, kto nie podejmuje żadnego trudu. Dlatego nie bój się!

Zajmijmy się zatem sprawiedliwością.

Chłop i namiestnik

W całej opowieści słowo „sprawiedliwość” nie pojawia się. Namiestnik wspomina jedynie o miłosierdziu. I cały problem, Drogi Czytelniku, polega na tym, by zrozumieć czy istnieje między tymi dwoma pojęciami jakaś różnica, a jeśli tak – to jaka?

Spójrzmy raz jeszcze na historię chłopa, opiekuna stajni. Zostało mu powierzone bardzo ważne, choć niekoniecznie trudne zadanie, któremu nie podołał. W ten sposób z królewskiego skarbu (Justa był przecież koniem przybywającego króla) ubyła ważna jego część. Była to ogromna strata. Dlatego chłop bał się kary. Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, że im większa jest strata pokrzywdzonego, tym większy jest grzech. A im większy jest grzech, tym większa jest kara. Na tym polega ludzka sprawiedliwość.

Spójrz jednak, Drogi Czytelniku, na decyzję namiestnika i wyobraź sobie presję, jaka na nim ciążyła. Musiał podjąć decyzję. Musiał osądzić. A przynajmniej czuł, że nie może z tym czekać do przyjazdu oczekiwanego króla – taka jest przecież gospodarska powinność, by nie pozostawiać nierozwiązanych spraw do przyjazdu gościa. I gdy podejmował decyzję ze względu na bliskość wielkiego dnia, podjął ją także ze względu na wolę gościa. Namiestnik znał króla i wiedział, że miał on w zwyczaju pomijać nawet najsłuszniejszy swój gniew, gdy widział skruchę winnego i jego chęć poprawy. Zawsze przebaczał.

Czy zatem namiestnik postąpił sprawiedliwie? Zapytał oskarżonego o znajomość kary, która groziła za jego czyn, możemy zatem wnioskować, że była ona ogólnie znana i dotyczyła prawdopodobnie więzienia, którego tak bardzo bał się opiekun stajni. A długość kary była zapewne zależna od winy, jaką zaciągnął na siebie chłop. Możemy również przypuszczać, że już wcześniej zdarzały się podobne sytuacje, gdy któryś z poddanych zawinił i musiał zostać ukarany, zamknięty w więzieniu. Prawo, które nie byłoby ogólnie stosowane, nie miałoby racji bytu. Po co ustalać jaka kara należy się za dane przewinienie, jeżeli zwykłe przeprosiny i przyznanie się do winy byłoby zwolnieniem od niej?

Sprawiedliwość czy miłosierdzie?

Takie jest nasze ludzkie myślenie – nie przeczę, że często słuszne. Jednak sprawiedliwość w Bożym rozumieniu jest tak bliska miłosierdziu, jak mąż żonie. Jedno pojęcie bez drugiego nie istnieje. I to jest chyba najtrudniejsze do zrozumienia i wprowadzenia w życie: sprawiedliwość to cnota, która ma wewnętrzną tendencję do wybaczania i nawracania. Jest ukierunkowana na dobro. Jeżeli sprawiedliwość byłaby pustym wypełnianiem przepisów prawnych i wiązałaby się jedynie z wymierzaniem kar nie byłaby cnotą, a urzędniczą pseudo-zaletą. Sprawiedliwość pozwala na wprowadzenie harmonii między ludźmi poprzez naturalną ciągotę do wyciągania z ludzi dobra. To dlatego ochoczo wybacza się wszystkim, którzy swój błąd dostrzegają bez pomocy innych osób lub prawnych przepisów i pragną odpokutować swoje winy, czyniąc dobro jeszcze większe, starając się zasłużyć na łaskę, której dane im było doświadczyć. Wtedy nie ma potrzeby wymierzać dodatkowej kary, ponieważ pęd do dobra został wzbudzony samym żalem i postanowieniem poprawy. To dlatego o spowiedzi świętej można powiedzieć, że doświadczamy w niej i sprawiedliwości i miłosierdzia, choć wydaje nam się, że takie połączenie nie jest możliwe.

Namiestnik postąpił sprawiedliwie, ponieważ w imię króla, na którego czeka wybaczył skruszonemu winowajcy.

Zastanów się

Czasami życie i przed nami stawia zadanie podjęcia decyzji. Jeśli jesteś ministrantem, który z powodu wieku lub stażu w swojej wspólnocie ma obowiązek np.: rozdzielać funkcje podczas Eucharystii, to wiesz o czym mówię. Jeśli jesteś animatorem i w duchu odpowiedzialności za powierzonych sobie młodszych kolegów musisz czasami wymierzyć karę jednemu z nich, również znasz ten problem. Nie sposób od niego uciec, zresztą Twoja posługa wymaga od Ciebie byś przed problemami nigdy nie uciekał. Proponuję Ci tylko, abyś zastanowił się nad tym, czy postępujesz sprawiedliwie.

Drogi Ministrancie, czy nie wykorzystujesz swojej pozycji we wspólnocie, aby decydować o karach i nagrodach? Postępujesz sprawiedliwie czy raczej sprawiedliwość wymierzasz? Czy wybaczasz, gdy widzisz, że w Twoim winowajcy chęć czynienia dobra i wynagrodzenia przez to szkody została wzbudzona? I wreszcie czy pamiętasz, co mówi Twój król o byciu sprawiedliwym?

 

- Jeszcze tylko cztery tygodnie... – wyszeptał namiestnik.


Tekst na II niedzielę


© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl