jesteś tu: Duszpasterstwo Ministrantów > Artykuły

AURYGA

Tomasz Adamski

Każdego dnia, w każdej chwili dokonujesz wyboru. Rozsądek, który tak często zagłuszamy, jest w istocie wielkim błogosławieństwem, ponieważ pozwala na każdą najmniejszą decyzję spojrzeć z perspektywy jej efektów.

Przygotowania trwały bez zarzutu. Każdy z poddanych skupiał się na swoich zadaniach. Dość powiedzieć, że z dnia na dzień królestwo było przygotowane coraz lepiej: gościniec, którym do miasta miał wjechać król wraz ze swoim orszakiem był prawie gotowy, w zamku nieprzerwanie trwała akcja sprzątania. Najmniejszy brud był usuwany, a miejsce, w którym się pojawił długo polerowano, aby zniknął z niego wszelki ślad – dowód na to, że kiedykolwiek to miejsce było brudne.

Nadszedł czas, by od przygotowań oczywistych przejść do konkretnego planu. Przyjazd króla będzie wielkim świętem w sercu każdego poddanego, ale trzeba to przecież zewnętrznie pokazać. Rozpoczęto więc dyskusję nad planem Wielkiego Dnia – jak zwykło się w królestwie nazywać to wydarzenie.

Pierwszym punktem była oczywiście uczta. Namiestnik postanowił zlecić ją najlepszemu kucharzowi w okolicy - Aurydze. Pamiętał jak lata temu król mówił o młodym wtedy kucharzu, że jeśli jeszcze nie jest, z pewnością będzie najlepszym kucharzem w królestwie i poza nim. Auryga bardzo sie ucieszył na wieść, że został wybrany i zabrał się do pracy. Wraz ze swoim pomocnikiem przygotowali listę dań, które powinny znaleźć się w Sali Bankietowej. Zadowolony z siebie kucharz stawił się przed Radą i namiestnikiem, by przedstawić efekty swojej pracy.

- Jesteśmy zadowoleni i wdzięczni za twoje zaangażowanie. Przeczytaliśmy listę. Czy podołasz przygotowaniu wszystkich potraw? – zapytał jeden z rycerzy zasiadających w Radzie. Namiestnik pilnie słuchał, ale nie brał udziału w dyskusji. Migrena i zmęczenie nie pozwalały mu mówić.

- Oczywiście, Mój Panie. – odpowiedział Auryga – Nawet jeśli ja i moi pomocnicy mielibyśmy nie wychodzić z kuchni do czasu przyjazdu króla.

Rycerz uśmiechnął się i spojrzał na namiestnika. Wyraźnie szukał w jego oczach odpowiedzi. Namiestnik postanowił zabrać głos.

- Jak już słyszałeś jesteśmy ci bardzo wdzięczni. Ja również doceniam twoją pracę. Ale najpierw, nim rozpoczniesz przygotowania, chcę byś odpowiedział mi na jedno pytanie. – powiedział wyraźnie smutny. Po chwili dodał: - Powiedz, kto będzie się najbardziej cieszył w Wielkim Dniu?

Długo trwało nim kucharz znalazł w swojej głowie odpowiedź godną pytania, które mu zadano.

- Ty, Panie?

- Nie – odpowiedział sucho namiestnik. Był wyraźnie zafrasowany. – Myśl dalej.

Powyższa zabawa w zgadywanie trwała długo, kucharz posłużył się ogromna ilością imion. Wszystko na nic. W końcu namiestnik zapytał:

- A co z królem? Dlaczego o nim nie wspomniałeś? – w odpowiedzi zobaczył tylko nisko opuszczoną głowę swojego rozmówcy, więc mówił dalej: – Spójrz za okno! Jeżeli wszystko, co zawarłeś na tej liście zostanie wykonane, co pozostanie z tych lasów, które widzisz? A jeśli pójdziesz do jednego z nich ile z tych zwierząt, które teraz tam biegają będzie można znowu spotkać? I wreszcie ile z rzeczy, które pragniesz przygotować będziemy w stanie zjeść? – i rzucił listę na podłogę.

Kucharz pokłonił się, zabrał listę i wyszedł. Nastała cisza.

- Jeszcze tylko trzy tygodnie... – wyszeptał namiestnik.

 

"Człowiek rozumny
na kroki swe zważa" (Prz 14, 15)

 

Dziś, Drogi Czytelniku, zajmiemy się cnotą roztropności. Jednak zanim zaczniemy nasze rozważania, chciałbym, abyś zwrócił uwagę na jedną podstawową sprawę.

Wielkie dni

Przyjęcie gościa zwyczajowo opiera się na tym, aby przygotować dla niego to, co najlepsze. Mówi się, że taka gościnność to nasza narodowa cecha, myślę jednak, że jest to zwyczajnie kwestia dobrego wychowania. W związku z powyższym często bywa tak, że przyjazd gościa wiąże się z ogromnymi wyrzeczeniami. Wszystko zostaje podporządkowane dla tego jednego dnia, w którym oczekiwany ma zostać przyjęty. Przypomnij sobie ile razy widziałeś w domu taką scenę. Przed Twoją pierwszą Komunią Św., rokrocznie przed świętami nieustanny maraton gotowania i sprzątania jaki urządzają Twoi rodzice. Nie inaczej było w królestwie.

Nie ulega wątpliwości, że gość godzien jest królewskiego powitania. Jednak, jak widzisz, namiestnik stanął przed wyborem, który i Tobie na co dzień nie jest obcy: chwilowa satysfakcja czy pewność i bezpieczeństwo?

Decyzje

Rozsądek, którym wykazał się namiestnik, jest godny podziwu. Mimo zdrowotnych trudności zachował trzeźwe myślenie, które pozwoliło mu dokonać słusznego wyboru. Nie uległ presji rady, która zdążyła już zaakceptować plan Aurygi, ale uznał – zgodnie z prawdą – że Wielki Dzień nie jest końcem, ale początkiem. Namiestnik był świadom, że będzie musiał zdać relację, gdy festiwal radości po przyjeździe króla umilknie i pozostanie tylko szara rzeczywistość. Ostatecznie ze stanem w jakim pozostawi królestwo będzie musiał się zmagać jego władca, a nie namiestnik.

A jaki to ma związek z Tobą, Drogi Czytelniku? Większy, niż myślisz! Czyż nie z takimi trudnościami borykasz się codziennie? Każdego dnia, w każdej chwili dokonujesz wyboru. I sposób w jaki się to odbywa w Twojej głowie czyni kwestię podejmowania decyzji bardzo istotną. Rozsądek, który tak często zagłuszamy, jest w istocie wielkim błogosławieństwem, ponieważ pozwala na każdą najmniejszą decyzję spojrzeć z perspektywy jej efektów. Dzięki rozsądkowi potrafimy spojrzeć na sprawę wyboru horyzontalnie – tzn. nie widzimy tylko czubka własnego nosa. Wtedy ostrzeżenie przed uderzeniem w ścianę przyszłoby w ostatniej chwili, czyli zwyczajnie za późno. Roztropność tworzy możliwość oglądu sytuacji na kilka kroków do przodu, tym samym pozwalając na podjęcie lepszej decyzji. Ostatecznie roztropność nie jest niczym innym, jak pogardą dla wszelkich pokus, którym uleganie zawsze przynosi zgubne skutki.

Zastanów się

Drogi Ministrancie, czy w swoim życiu, w posłudze, we wspólnocie dostrzegasz możliwie jak najwięcej skutków swoich wyborów- np. zgorszenie, zły przykład? Kierujesz się rozsądkiem czy jednak zbyt często ulegasz sugestiom pośpiechu, przyjemności, łatwizny? Czy wreszcie zdarza Ci się podejmować decyzje, o których wiesz, że nie przyniosą dobrych efektów?

 

- Jeszcze tylko trzy tygodnie... – wyszeptał namiestnik.

 

Tekst na III niedzielę


© A.D. 2003-2013 Redakcja ministranci.archidiecezja.katowice.pl